Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

„Urotsukidōji” to obecnie jeden z najbardziej znanych erotycznych horrorów fantasy wyprodukowanych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Chociaż od momentu jego premiery minęło ponad dwadzieścia lat, do dziś nie przestaje budzić kontrowersji, całkiem zasłużenie zresztą. Jakby nie patrzeć, przez wiele osób okrzyknięty został najbardziej poronionym filmem animowanym wszech czasów. Trzeba przyznać, iż twórcy serii mocno się natrudzili, aby stworzyć animację, która zasłużyłaby na takie zaszczytne miano.

Początki „Urotsukidōji” sięgają 1986 roku, kiedy to opublikowano mangę autorstwa Toshia Maedy. Wychowywał on się w czasach, kiedy erotyczne mangi i anime zdobywały popularność, nie podobało mu się jednak skostnienie gatunku, czego przyczyną było przede wszystkim dość purytańskie podejście do niego. Ponieważ w czasach, gdy debiutowało „Urotsukidōji”, szczegółowe przedstawianie stosunków i narządów płciowych było w Japonii zakazane, mangaka znalazł sposób, aby obejść cenzurę – bohaterami swojej mangi uczynił potwory, które do kopulacji wykorzystywały macki. Wydawca bardzo długo nalegał na stworzenie konwencjonalnej opowieści, Maeda pozostał jednak nieugięty. Jego upór się opłacił – „Urotsukidōji” zostało wydane w magazynie dla dorosłych, przy okazji wywołując boom na tentakle w produkcjach hentai. Rzecz jasna taki element był obecny w kulturze japońskiej już wcześniej (chociażby ukiyo-e „Sen żony rybaka” Hokusaia z początku XIX wieku), jednakże obecnie to Maedę uznaje się za prekursora wykorzystywania macek w produkcjach pornograficznych. Omackowanych potworów nie zabrakło też w następnych jego mangach – „Yōjū kyōshitsu”, „Adventure Kid” czy „Injū gakuen”.

Manga sprawiła, że Maeda okrył się czarną sławą, wywołała sporo kontrowersji, co przełożyło się na ogromne zainteresowanie nią. W styczniu 1987 roku wydany został pierwszy odcinek serii OAV opartej na komiksie. I to właśnie anime sprawiło, że „Urotsukidōji” stało się popularne także na Zachodzie (manga po raz pierwszy wydana została w USA w roku 2002, zaś anime w 1993), gdzie wzbudziło jeszcze więcej kontrowersji, chociaż prezentowano je w wersji ocenzurowanej.

Animowana saga składa się z czterech części: „Urotsukidōji: Legend of the Overfiend” (1987-1989, trzy odcinki), „Urotsukidōji II: Legend of the Demon Womb” (dwa odcinki, 1990-1991), „Urotsukidōji III: Return of the Overfiend” (cztery odcinki, 1992-1993) i „Urotsukidōji IV: Infernal Road” (1993-1995, trzy odcinki). Zaczęto również realizację piątej części, zatytułowanej „Chōjin densetsu Urotsukidōji: Kanketsu hen” („Urotsukidōji V: Final Chapter”, 1996), jednakże jej fabuła okazała się nieprzemyślana, zaś animacja pozostawiała wiele do życzenia, przez co nie odniosła popularności i wydano tylko jeden odcinek, co sprawiło, że saga tak naprawdę nie posiada właściwego zakończenia. Piąta część wydana została jedynie w Japonii, ponoć stanowiła początek nowej sagi – trudno mi niestety ową informację zweryfikować, ponieważ dostępna jest ona tylko w języku japońskim. Dodatkowo w roku 2002 wydano „Urotsukidōji: New Saga”, remake niektórych z poprzednich części. W dalszej części recenzji skupię się jednak na właściwych ogniwach starej sagi, czyli ukończonych częściach od pierwszej do czwartej. Oryginalny tytuł japoński, „Chōjin densetsu Urotsukidōji”, można by przetłumaczyć jako „Legenda o Chōjinie i wędrującym młodzieńcu”.

Uniwersum „Urotsukidōji” podzielone jest na trzy tzw. imperia, zamieszkiwane przez ludzi (ninjinkai), półbestie (jūjinkai) i demony (makai). Ludzie żyją w nieświadomości istnienia pozostałych imperiów, jednak przedstawiciele pozostałych dwóch od zawsze są do siebie wrogo nastawieni. Pradawna legenda głosi, że co trzy tysiące lat w świecie ludzi odradza się wszechpotężna istota zwana Chōjinem (w zależności od tłumaczenia: Nadpotwór, Ultrabóg, Superczłowiek; znalazłoby się jeszcze kilka innych jedynie słusznych wersji), posiadająca moc połączenia wszystkich imperiów w tzw. wieczne królestwo i zaprowadzenia między nimi ładu. Jak jednak wiadomo, dobrymi przyjaciółmi rewolucji są chaos i zniszczenie, tak więc droga do wszechharmonii będzie długa, wyboista i bardzo krwawa.

Głównym bohaterem serii jest Jaku Amano, jūjinkai od trzech stuleci poszukujący Chōjina, czyli tytułowy „wędrujący młodzieniec”. Jego długoletnie poszukiwania kończą się gdzieś w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego stulecia, kiedy to jasne staje się, że Chōjin uwięziony jest w ciele Tatsua Nagumo, przeciętnego japońskiego nastolatka. Im mniej czasu pozostało do przebudzenia superistoty, tym częściej w świecie ludzkim pojawiają się półbestie i demony. Jedni chcą zniszczyć Chōjina, inni wykorzystać do swoich celów, a niektórzy poznać prawdę o nim. Świat powoli zaczyna pogrążać się we wszechogarniającym zamęcie, Ziemia staje się areną walk nadprzyrodzonych istot, zaś w całym tym rozgardiaszu, zgodnie z inną prastarą legendą, wraz z bogiem odradza się diabeł – Kyō Ō (Władca Zniszczenia, tudzież Władca Chaosu), mogący pokonać nawet Chōjina.

Tak fabuła przedstawia się w wielkim skrócie, bez zdradzania większości kluczowych wydarzeń z poszczególnych serii. Należy pamiętać, że dwanaście odcinków, trwających łącznie prawie dziewięć i pół godziny, stanowi integralną całość, która i tak nie posiada właściwego końca, zaś seria tak naprawdę zaczyna rozkręcać się dopiero w „Legend of the Demon Womb”. Pierwsza część stanowi niejako preludium do całej tej opowieści, toteż siłą rzeczy zdradziłem w powyższym opisie wiele ważnych dla niej elementów.

Od strony fabularnej anime jest dość przemyślane. Chociaż wydawano je przez osiem lat, udało się zachować w miarę spójny ciąg wydarzeń, co jednak nie znaczy, że obyło się bez dziur scenariuszowych i logicznych (ot, np. pierwsza część rozgrywa się w Ōsace, kolejne już w Tokio, z czego jednak twórcom udało się jakoś wybrnąć). Wszystko zaczyna lekko komplikować się w części trzeciej, aby w czwartej zrobić kilka zygzaków, sprawiając, że scenariusz zaczyna siadać. Epilogiem tego wszystkiego stała się część piąta, której ostatecznie nie ukończono. Czyżby twórcy zapędzili się w kozi róg, nie potrafiąc już naprowadzić historii na właściwy tor? Mimo wszystko, chociaż droga była bardzo wyboista, w ostatecznym rozrachunku mogę uznać, że twórcy wyszli z tego pojedynku z tarczą – jeśli ogląda się uważnie, nie powinno być większych problemów ze zrozumieniem całości. Na plus należy zaliczyć również to, że świat przedstawiony wykreowany został od podstaw, posiada swoją „mitologię”, rządzące nim prawa, a twórcom udało się dobrze to wszystko wykorzystać i w interesujący sposób przedstawić.

Oprawa audiowizualna powoli ewoluuje z każdą kolejną serią. Pierwsze części utrzymane są w stylistyce typowej dla anime powstających w drugiej połowie lat 80., jest dość charakterystyczna – od gustu oglądającego, czy taki sposób rysowania mu się podoba. Bez względu jednak na sposób rysowania, zaznaczyć należy, że oprawa graficzna jest w nich przyzwoita i w miarę dopracowana, tak więc mimo wszystko razić powinna tylko osoby uczulone na „archaiczny” rysunek. W części trzeciej grafika stanowi jeszcze wywrotową animacji znanej w latach 80. i 90., zaś część czwarta w znacznej mierze oddaje już czasy, w których powstała. Jeśli chodzi o sam rysunek, najlepiej przedstawia się część piąta, aczkolwiek ta kuleje pod innymi względami, jak chociażby nienajlepszy keyframing. Dźwięk również prezentuje się nienajgorzej – we wszystkich częściach usłyszymy tych samych seiyu, zmienia się co najwyżej oprawa dźwiękowa: w pierwszej części dominuje pop z lat 80., w następnych usłyszymy już bardziej „autorską” muzykę, odpowiednio uzupełniającą serię. Nie jest ona co prawda jakimś wybitnym osiągnięciem, ale sprawdza się jako podkład, toteż większych zastrzeżeń do niej mieć nie można.

Na początku recenzji wspomniałem, że opisywany tytuł okrzyknięto niegdyś najbardziej poronionym filmem animowanym wszech czasów, skupmy się więc przez chwilę na tym właśnie zagadnieniu. „Urotsukidōji” stanowi dziś klasykę eroguro, w niektórych kręgach jest serią kultową, rozpowszechnił mackę jako element anime. Stało się tak dlatego, że nie oszczędzono nam scen erotycznych, które zachodni cenzorzy z lubością wycinali, przerabiając serię OAV na film pełnometrażowy. Jedna z bohaterek ma zapędy nimfomańskie, aczkolwiek na tle całej serii wypada ona jeszcze dość przyzwoicie. Seksu dwójki ludzi nie będziemy oglądać tutaj zbyt często, bowiem sceny erotyczne opierają się przede wszystkim na potworach, które z lubością wsadzają ludzkim kobietom swoje macki w odpowiednie otwory. Seks w „Urotsukidōji” jest naprawdę wyuzdany (ot, np. aby przebudzić Kyō Ō, naziści skonstruowali maszynę gwałtu, przy której maszyna rozkoszy z „Barbarelli” wymięka – jednocześnie kilkunastu kobietom wprowadzane są do pochew metalowe fallusy, które zaczynają poruszać się coraz szybciej, generując większą moc), dla wielu osób również bardzo niesmaczny. Poza seksem nie brak tutaj gore’u, okrucieństwa, przemocy, sadyzmu i temu podobnych. Kopulacja z potworem częstokroć kończy się dla kobiety śmiercią, jeśli nie poprzez rozerwanie na strzępy „z rozkoszy”, to np. przez bardzo brutalne pozbawienie jej głowy czy inne okropieństwo. Dowodem na to, jak „Urotsukidōji” jest poronione, niechaj będzie Australia, gdzie dwa pierwsze odcinki (z trzech) czwartej serii uzyskały permanentny zakaz rozpowszechniania w tym kraju. Co prawda Australia jest dość restrykcyjna pod tym względem (dla przykładu, żadna część „Grand Theft Auto” nie może zostać wypuszczona na tamtejszy rynek bez uprzedniego ocenzurowania jej), aczkolwiek taka decyzja mnie nie dziwi – seria rozpoczyna się serią ultrabrutalnych morderstw, następnie zaś obserwujemy wielką orgię seksualną, której nie powstydziliby się nawet twórcy „Kaliguli”.

Dla mnie jedynym elementem „Urotsukidōji”, który mogę uznać za nazbyt chaotyczny i średnio dopracowany, są bohaterowie. Prawda, są nawet dość interesujący, większość ma swoje powody i motywy działania itp. Co prawda niektórzy są trochę „ciapowaci”, ale nie to jest najgorsze, postaci mają bowiem tendencję do znikania na jakiś czas w którejś części, aby znienacka się pojawić, np. w innej postaci i nie do końca uzasadnienie. O ile w części drugiej, gdzie pojawiają się np. niemiecki doktor-szaleniec Münchhausen i jego syn, ma to jeszcze jakieś uzasadnienie, ponieważ powracać będą oni w następnych częściach, o tyle „Urotskidōji: Return of the Overfiend”, gdzie początkowo poznajemy nowych bohaterów, z których niektórzy dość szybko i w śmiesznych okolicznościach giną, a dopiero gdzieś w jednej trzeciej – ni z gruchy, ni z pietruchy – powraca Chōjin, wydaje się pod tym względem jakby nie do końca przemyślane. Jeśli chodzi o jakieś rażące mnie błędy serii, to by było na tyle.

Zbliżamy się do końca recenzji, pora więc na małe podsumowanie. „Urotsukidōji” w pewnych kręgach uznawane jest za produkcję kultową, dla innych to tylko niesmaczny śmieć, którym nie warto zaprzątać sobie głowy. Po obejrzeniu całej serii nie dziwię się żadnej ze stron, ponieważ jednoznaczne ocenienie tego anime może nastręczać poważnych trudności. Chociaż oglądało mi się tę serię przyjemnie i bez znużenia, miałem nie lada problem z wystawieniem końcowej oceny – kierować się subiektywnymi odczuciami i wystawić wyższą notę, czy wykazać się obiektywizmem i zaniżyć? Ostatecznie wygrał subiektywizm – lubię kino niesmaczne i niskobudżetowe, zaś „Urotsukidōji” uważam za świetnego przedstawiciela tego typu produkcji. Niektórych recenzja zapewne skutecznie zniechęciła do owego tytułu, jeśli jednak kogoś zainteresowała i zastanawia się, czy warto po nią sięgnąć, odpowiadam: tak. Albo również wsiąkniesz w ten klimat i historię, albo dołączysz do osób uważających tę serię za niewartego uwagi śmiecia. W takim przypadku warto dać tej opowieści szansę. Podsumowując: seria zdecydowanie nie polecana dla osób niepełnoletnich, wrażliwych bądź nie przepadających za hentajami, zaś godna polecenia m.in. fanom tentakli oraz fanom (porno)horrorów klasy B.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



2 razy 2?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn