Rok 1998 był dobry dla Yasuomiego Umetsu – ukazały się wtedy dwa najbardziej znane jego anime: „Mezzo forte” i „Kite”. Później niewiele już nakręcił, przeważnie zajmował się animacją. Chociaż oba wspomniane przeze mnie tytuły są do siebie bardzo podobne, jeden jest jednak zauważalnie lepszy od drugiego.
Gdy rodzice młodej Sawy zostali zamordowani, przygarnął ją mężczyzna o imieniu Akai. Nie zważając na wiek dziewczynki (na oko dwanaście-czternaście lat), zaciągnął ją do łóżka i zaczął regularnie z nią sypiać, w międzyczasie przyuczając do „zawodu” – mordowania. Dziewczyna przez kilka lat wykonuje zlecane przez niego zadania, dochodząc w „sprzątaniu” ludzi do prawdziwej perfekcji. Któregoś dnia poznaje ona Oburiego – jej rówieśnika, który również wykonuje „zlecenia” dla Akaia.
Fabuła nie jest skomplikowana, skonstruowana została jak w wielu podrzędnych opowieściach sensacyjnych, pozwolę więc sobie na tym krótkim opisie poprzestać. Jak przypuszczam, większość widzów i czytelników zakończenia domyśla się zapewne już od samego początku. Nie będzie chyba zbyt wielkim spojlerem jeśli powiem, że ich przewidywania okazują się jak najbardziej trafne. „Kite” powiela schematyczną fabułę, która niestety niczym nie potrafi oglądającego zaskoczyć.
O czym tak właściwie jest to anime? Naprawdę ciężko na to pytanie powiedzieć. Mamy tutaj kilka minut strzelaniny i akcji (zdrowo przesadzonej, trzeba dodać), kilka poświęcono scenom pornograficznym, a resztę na rozmowy, trochę retrospekcji i nakreślenie relacji pomiędzy bohaterami (zwłaszcza Sawą i Oburim). Trudno więc powiedzieć, dla kogo owo anime powstało – akcji jest tutaj raczej niewiele, jak na hentaja za mało tu „scen”, a dla miłośników romansu zdecydowanie się nie nadaje, jako że wątek romansowy nakreślony został najsłabiej, przy okazji nie bardzo pasując do reszty. Umetsu chciał chyba jak najwięcej zmieścić w godzinnym produkcie, co zaowocowało tym, że poważnie ucierpiały wszystkie wątki tej opowieści.
Bohaterowie wpisują się w nienajlepszą fabułę – oni po prostu są, ale trudno jest powiedzieć o nich coś więcej. Owszem, poznajemy parę faktów z przeszłości Sawy, ale jedynie tyle, ile potrzebnych jest do zrozumienia tej opowieści. Wiemy, że dziewczyna pała żądzą zemsty, że ma w tym okrutnym świecie swoje małe przyjemności. Akai i jego wspólnik Kanie to ludzie zdrowo pokręceni – gustują w małoletnich dziewczynkach, a największą radość – oprócz stosunków z małolatami – sprawia im obserwowanie ludzkiego cierpienia. O Oburim dowiadujemy się najmniej ze wszystkich bohaterów. Powiedzieć cokolwiek o psychologii postaci w tym anime jest trudno, ponieważ na tym w ogóle się nie skoncentrowano. Bohaterowie poboczni prawie nie istnieją, ograniczają się do ofiar bądź ich ochroniarzy oraz znajomków Akaia i Kaniego.
Grafika jest taka sobie. Co prawda jak na tamte czasy wypada znośnie, ale nie obyło się bez wpadek. Najbardziej rażą brzydkie projekty postaci – jedynie młoda Sawa jakoś się prezentowała, wygląd reszty bohaterów w ogóle nie przypadł mi do gustu. Nie wyszły też niektóre animacje, np. chlustająca krew, niektóre ruchy rąk czy ruchy ust, miejscami wyglądające naprawdę bardzo nienaturalnie. Jest za to mały plus – jeśli się uważnie przypatrzeć, można znaleźć kilka sparodiowanych nazwisk aktorów (w „Mezzo forte” były to parodie filmów) czy postać jedzącą frytki z sieci fast-foodów o wdzięcznej nazwie Make Fat.
Scenkom porno poświęcono parę minut; o ile dobrze pamiętam, takich „akcji” były cztery, z czego dwie to retrospekcje. Pod względem technicznym wykonane zostały one przyzwoicie, chociaż – trochę złośliwie – odważę się stwierdzić, że reżyser musi mieć pewne kompleksy, skoro męskich bohaterów wyposaża w nienaturalnej wielkości „sprzęt”, co tylko wywołuje w widzu pusty śmiech i powoduje, że widz jeszcze mniej poważnie spogląda na tę produkcję. Scenki w zasadzie niczego nie wnoszą, z powodzeniem można było zredukować je do samych pieszczot i pocałunków – anime nic by na tym nie straciło, a jego sens pozostałby ten sam. Nie można przemilczeć też faktu, że trochę niezręcznie jest oglądać sceny, w których dorosły facet kopuluje z kilkunastoletnią dziewczynką – moim zdaniem to naprawdę przegięcie. I chociaż twórcy uparcie twierdzą, że dziewczyny były pełnoletnie, widać wyraźnie, że mają najwyżej czternaście lat, co dodatkowo starannie podkreślono rysując ich ciała.
Oprawa muzyczna nie powala, ale też nie odstrasza. Składają się na nią przeważnie kompozycje jazzowe, które pogrywają sobie w tle uzupełniając akcję, ale widz raczej nie bardzo zwraca na nie uwagę. Na pochwałę zasługuje fakt, że postaciom będącymi Amerykanami głos podkładali Amerykanie, a nie kaleczący język angielski Japończycy. Chociaż z drugiej strony, nie wiem czemu, ale głosy aktorów brzmiały bardzo nienaturalnie.
Komu można polecić to anime? Naprawdę nie wiem, chociaż są dwie potencjalne grupy – miłośnicy hentajów i kina sensacyjnego. Tych pierwszych od razu skreślam, bo sceny erotyczne to tylko mały zbędny dodatek. Fani kina sensacyjnego zapewne będą tym filmem zawiedzeni, chyba że jest się naprawdę zatwardziałym miłośnikiem filmów klasy B bądź powieści pulp fiction – dla nich ten produkt powinien okazać się w jakiś sposób wartościowy. Jeśli by porównać oba filmy pana Umetsu, można powiedzieć, że „Mezzo forte” to zjadliwe kino sensacyjne, a „Kite” jest takim kinem niższej próby. Ale widocznie i tak nie brakuje jego miłośników, skoro zdecydowano się na stworzenie filmu aktorskiego na jego podstawie!