Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Sensowne anime z mechami – dla wielu entuzjastów anime wyrażenie to jest niemal paradoksalne. Istotnie, niewiele powstaje ostatnio mechowych tytułów, które z powodzeniem mógłby obejrzeć widz nie będący fanatykiem wielkich robotów. W ostatnim dziesięcioleciu japońscy twórcy zaprezentowali zaledwie kilka produkcji będących czymś więcej niż tylko kolejnymi klonami pomysłów wynalezionych dziesięciolecia temu. O ile jednak produkcje pokroju „Neon Genesis Evangelion” oskarżane były o przesadne wykorzystywanie symboliki, niepotrzebne głębsze analizy psychologiczne i niby-filozofię, o tyle „Eureka 7”, będąc pozbawiona owych oryginalnych dodatków, nadal pozostaje produkcją świeżą. Jeżeli „RahXephon” był bardziej strawną wersją „Evangeliona”, to „Eurekę 7”, podobną w pewnym stopniu do „RahXephona”, cechuje znacznie większy rozmach fabularny. I nie ma w tym nic dziwnego – twórcy z Bones wiedzą, co to solidność.

Akcja serialu rozgrywa się na planecie, na którą ludzie przybyli setki lat wcześniej poszukując miejsca do życia. Pokrywało ją coś w rodzaju powoli rozrastającej się rafy koralowej, na której wybudowano wysokie wieże, a u ich podnóża miasta. Wielki koralowiec spowodował występowanie pewnego fenomenu – nasycał powietrze pewnymi cząstkami nazywanymi traparem, które można było wykorzystywać jako siłę nośną we wszelkich pojazdach latających. Ludzie nauczyli się go wykorzystywać, stworzyli nawet pewną formę sportu ekstremalnego, w której zawodnicy „ujeżdżali” powietrze na specjalnych deskach refleksyjnych niczym surferzy fale oceanu. Nowy świat cieszył się szczęściem przez długie lata, ale spokój przerwał wielki kataklizm. Planeta pogrążyła się w chaosie. Aby przywrócić porządek, powołano specjalną radę i dano jej do dyspozycji dużą armię. Ład przywrócono, ale nie obyło się bez krwawych starć...

Minęło wiele lat, właściwie nadal dochodziło do małych konfliktów zbrojnych, ale można powiedzieć, że panował pokój. Na peryferiach okręgu Bellforest, w małym nudnym mieście mieszkał z dziadkiem czternastoletni Renton, który zafascynowany był podniebnym surfingiem. Jego idolem był mistrz deski refleksyjnej, Holland, stojący na czele zbrojnej grupy opozycyjnej Gekkostate sprzeciwiającej się krwawym metodom utrzymywania pokoju stosowanym przez wojsko. Członkowie Gekkostate wyznawali bowiem filozofię życia bez wojen i w zgodzie z naturą.

Ich bazą i zarazem fortecą był wielki samolot bojowy Gekko-Go, na pokładzie którego znajdowały się mechy wykorzystujące trapar do surfowania na wielkich deskach refleksyjnych. Nie były to jednak takie zwyczajne robotopodobne maszyny. To formy życia pochodzące z wielkiego koralowca, które obudowano pancerzem i wyposażono w broń. Sterować nimi można było poprzez małe urządzenie zwane compac drivem, a ich elastyczne „ciało” pozwalało na różne transformacje, mogły np. stawać się pojazdami kołowymi, przypominającymi bolidy sportowe. Nazywano je LFO i wykorzystywano do walki z mechami strony wojskowej, niosącymi miano KLF.

Renton wiedział o wyczynach grupy z wydawanego nielegalnie magazynu „ray=out” i marzył o tym, aby spotkać swego idola. Przypadek zrządził, że owo marzenie stało się bardzo realne. Pewnego razu LFO TypeZERO Nirvash – główny mech Gekkostate – wylądował awaryjnie na domu jego dziadka. Pilotowała go Eureka, dziewczyna w wieku Rentona, z którą szybko się zaprzyjaźnił. Nirvash wymagał napraw, ale wojsko szybko zlokalizowało warsztat dziadka. W ferworze walki Renton dostał się do mecha i wraz z Eureką, przy pomocy małego urządzenia i jakichś niezrozumiałych zdolności, wyzwolili niezwykłą moc mecha, dzięki czemu wyszli cało z opresji. Zaimponowawszy tym wyczynem członkom Gekkostate, został zaproszony na pokład, gdzie stanie się uczestnikiem ważnych dla świata wydarzeń.

„Eureka 7” zaczyna się jak kolejny przeciętny serial o mechach. Początkowo można nazwać go nawet nudnym, a kiedy pojawiają się surfujące mechy, zaczynamy się zastanawiać, czy aby na pewno ludzie z Bones wiedzą, co robią. Z pewnością nie jest to serial, który docenić można już po obejrzeniu pierwszych pięciu odcinków. Szybko jednak przekonać się można, iż nie jest to taki zwyczajny serial z wielkimi robotami. Jego scenariusz jest rozbudowany i obfituje w różnorodne przygody. Nie ma tu tej jednostajności typowej dla przeciętnych anime mecha, w których jeden schemat wydarzeń powtarzany jest kilkakrotnie w prawie niezmienionej formie. Dzieje się tu dużo, ale cały czas do fabuły wprowadzane są świeże pomysły, z których duża część nie jest w anime o mechach często spotykana. Co ciekawe, same walki wcale tu nie dominują, zajmują konieczne minimum dla gatunku mecha i są bardziej dodatkiem do fabuły niż głównym elementem serialu. O nudzie nie ma więc mowy przez całe pięćdziesiąt odcinków. Przyłożono się nawet do odcinków, które można by uznać za wypełniacze, choć tych jest proporcjonalnie niewiele.

We wstępie wspomniałem o pomysłach z „RahXephona”, które – jeśli się przyjrzeć – zaznaczają się tutaj dosyć wyraźnie. Renton jest młodszą reinkarnacją Ayato, a Eureka to Quon. W obu serialach występują mechy stworzone z pewnego rodzaju organicznej skały, a na dodatek pomysł mecha na desce surfingowej był już w tamtym serialu wykorzystany. Jednak nie możemy mówić tu o żadnym klonie. Wszystkie pomysły rozwinięto lub zmodyfikowano, dodano też wiele nowych. Co zabawne, użycie desek surfingowych przez mechy jest tu logicznie wyjaśnione i nawet sama koncepcja mecha ma poniekąd sens w tym serialu. Biorąc pod uwagę własności traparu, najbardziej zwrotny pojazd bojowy to taki, który używa technik surferskich, a więc musi mieć nogi i zdolne do balansowania ciało.

Zaadoptowanie surfingu na potrzeby serialu było więc pomysłem ciekawym, ale postanowiono pójść dalej i wykorzystać także nieskomplikowany styl życia surferów. Załoga Gecko-Go składa się z postaci żyjących według podobnych zasad. Na pokładzie nie panuje zbyt wielki porządek, każdy ubiera się swobodnie, je co popadnie i słucha typowej dla surfera muzyki. Tworzą jakby zbieraninę przypadkowych ludzi, w różnym wieku i o bardzo różnych osobowościach. Pozbyto się dzięki temu wszelkiego patosu – przedstawiono grupę, która nie walczy o wielkie ideały, a raczej z pobudek osobistych. Nie są także ludźmi bez skazy, wielu z nich ma niejedno na sumieniu. Pieniądze na własne cele zdobywają często w sposób niegodny pochwały, a jednak mają pewne swoje zasady – nie są więc ani biali ani czarni, są jak najbardziej naturalni i ludzcy.

I chyba właśnie postacie są głównym atutem „Eureki 7”. One naprawdę się rozwijają. Renton i Eureka przebywają długą ewolucję podczas tego serialu. Na ich drodze stawia się, w sporej liczbie, przeróżne problemy i dylematy. Powoli, ale stale zbliżają się oni do siebie, dorośleją. Naprawdę trudno im nie kibicować i nie przeżywać ich rozterek. Twórcy wiedzą jak wzruszać i za pomocą głównej pary wielokrotnie wzbudzają w widzu intensywne emocje. Również Holland wraz z jego partnerką życiową, Talho, przedstawieni są dokładnie i także przeżywają różne wewnętrzne dylematy. Zresztą cała ta czwórka pozostaje ze sobą w ścisłych związkach przyczynowo-skutkowych, przez co tworzą się dość skomplikowane sytuacje.

Ciekawe postacie występują również po wrogiej stronie konfliktu. Dominic i Anemone to dość dziwna para, związana ze sobą niby odgórnymi rozkazami, ale występuje między nimi ciekawa zależność. Anemone cierpiąca z powodu chemii, jaką faszeruje ją armia (jest pilotką odpowiednika Nirvasha Eureki), odpycha agresywnie Dominica, szukając jednocześnie jego ochrony i całą złość wściekle wyładowuje w walce. Dominic kocha Anemone, przynajmniej tak mu się wydaje, i próbuje ulżyć jej cierpieniom, ale jest też lojalny wobec zwierzchników. Przez cały serial bije się z myślami co powinien zrobić. Kto wie, czy to właśnie nie Anemone jest najciekawszą postacią tego anime. Stoi po tej złej stronie, pała do przeciwników jadowitą nienawiścią, ale gdyby stanęła do pojedynku z Eureką, oglądającemu byłoby trudno wybrać stronę.

Jeśli mówimy o produkcie Bones, możemy spodziewać się również solidnego wykonania. Zaskakuje przede wszystkim znikomy udział renderingów. Efekty komputerowe oczywiście się pojawiają, ale animacji 3D jako takiej się nie zauważa. Projekty mechów prezentują się nieźle, ale bez żadnych rewelacji. Shōji Kawamori poza niemal tradycyjnymi mechami Gekkostate, wzorował się na naturze przy tworzeniu maszyn wroga. Sam Gekko-Go przypomina skrzydlatego gada. Projekt postaci jest dość świeży, powiedzmy że twórcy rozwinęli trochę ten użyty w „RahXephonie”, i nie ukrywam, że bardzo mi się podoba. Scenografie są bez zarzutu, a animacja trzyma niezły poziom przez cały czas. Muzyka jest naprawdę dobra, szczególnie melodyjne partie orkiestrowe. Soundtrack zawiera także utwory nowocześniejsze, które także dobrze wpasowują się w dynamiczne sceny walk. Piosenki o zabarwieniu funkowym, okazały się bardzo miłe i, mimo iż uzupełnione rapem, wcale mi nie przeszkadzały, choć z reguły takiej formy wokalnej unikam.

„Eureka 7” jest warta obejrzenia i to nie tylko w przypadku kilkunastoletnich widzów, dla których serial jest przeznaczony. Jako że pokazywany był w godzinach rannych, pozbawiony jest wszelkiego fanserwisu. Są tu jednak elementy, które docenią i starsi widzowie. Przyciąga doń rozbudowana fabuła i solidnie skonstruowane postacie. Jest tu sporo dramatyzmu i wzruszeń, ale serial nie jest pozbawiony humoru. Nie zdarza się on często, ale kiedy się pojawia, można spaść z krzesła.
Warto na koniec jeszcze raz podkreślić, że serial ten nie jest przeznaczony wyłącznie dla maniaków mechów i jeśli nie ma się na nie alergii, to błędem może być ominięcie go.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Król zwierząt?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn