Mawia się, że proste pomysły zawsze są najlepsze. Czasami sprawdza się to także w przypadku filmów, ale pod warunkiem, że twórcy potrafią ów prosty pomysł wykonać tak, aby zaciekawić tym widza i sprawić, aby ten poczuł, że ma do czynienia z czymś w miarę oryginalnym. Do teraz zastanawiam się, czy takowym prostym pomysłem jest połączenie porąbanej komedii z elementami ecchi, parodiami różnych filmów oraz samego zjawiska, jakim jest anime... Dochodzę do wniosku, że chyba tak, i mimo iż omawiane anime oryginalnością już nie grzeszy, to i tak zabawa przy nim jest przednia. Ale czego innego można się spodziewać po twórcach „Excel Sagi”, za której spin-off uznane zostało recenzowane anime?
W „Puni Puni Poemi” oglądać będziemy z pozoru zwykłą dziesięciolatkę, Poemi Watanabe. Jak każda normalna dziewczyna chodzi ona do szkoły, podobnie jak większość osób w jej wieku ma swoje marzenia – chce zostać seiyū oraz dostać na swój pager wiadomość od K, w którym jest bez pamięci zakochana. Niestety, nie zanosi się na to, że któreś z tych życzeń się spełni, chociaż szkolna przyjaciółka Poemi, Futaba Aasu, głęboko wierzy w to, że dziewczyna zostanie w końcu znaną aktorką głosową. Drugie marzenie Poemi się jej jednak nie podoba, ponieważ chciałaby, aby to w niej dziewczyna się zakochała. Gdy któregoś razu przyjaciółki wracają razem do domu, widzą w oddali atomowy grzybek w miejscu, w którym stała chałupka Poemi. Gdy dziewczyna przybywa na miejsce, przerażona odkrywa, że na zgliszczach jej domu siedzi jakiś nieznajomy osobnik, a jej opiekunowie i aibo zostali ukrzyżowani. Dziewczynę postanawia przygarnąć Futaba – składa wniosek, aby Poemi mogła zostać jedną z sióstr Aasu. Po wielu burzliwych dyskusjach wniosek przechodzi. Niedługo potem Tokio atakuje olbrzymi mech z kosmosu – okazuje się, że siostry Aasu są drużyną superbohaterek, a sama Poemi mahō shōjo...
Fabuła serii jest jeszcze bardziej pokręcona niż w „Excel Sadze” – z sekundy na sekundę akcja potrafi zmienić się tak, że widz chwilowo gubi wątek. Jeśli ktoś sądził, że fabuła pierwszego odcinka „Excel Sagi” jest pokręcona i rozgrywa się za szybko, przy „Puni Puni Poemi” może nie wytrzymać – anime jest krótsze, więc twórcy chyba postarali się zmieścić w tych dwóch półgodzinach odcinkach jak najwięcej szalonych pomysłów. Całość obfituje w absurdalne wydarzenia, często okraszone piersiastymi i zboczonymi scenami. Anime stanowi parodię m.in. produkcji spod znaku mahō shōjo (scena transformacji Poemi wygląda niemalże identycznie jak ta z „Czarodziejki z Księżyca”) oraz super sentai, jak i samego gatunku anime w ogóle. Pojawia się na przykład scena, w której wszystkie dziewczyny – siedząc w wannie – zastanawiają się, dlaczego muszą to robić; ostatecznie dochodzą do wniosku, że to anime z fanserwisem. W innej scenie Poemi mówi, że jeśli to video się nie sprzeda, będziemy udupieni. Pod koniec pojawiają się także sceny z reżyserem i scenarzystą „Puni Puni Poemi”. Nie brak też parodii indywidualnych tytułów; poza wspomnianą „Czarodziejką z Księżyca”, zobaczymy nawiązania chociażby do „Dragon Balla” (Poemi zbiera smocze kule), „Dnia Niepodległości” Emmericha czy „Gwiezdnych wojen” (statek kosmiczny przywodzący na myśl Gwiazdę Śmierci czy muzyka łudząco podobna do „The Imperial March”). Twórcy wyśmiewali wszystko, co się dało – począwszy od schematów, na sobie skończywszy.
Bardzo spodobali mi się bohaterowie, stanowiący grupę jednych z najbardziej poronionych osobowości, jakie widziałem w anime. Poemi jest nadpobudliwa (mówiąc delikatnie), a przy okazji nie grzeszy rozumem, np. żeby zabezpieczyć przed kradzieżą swoją hulajnogę, przewiązuje na jej kierownicy kokardę, zamiast przypiąć ją do czegoś; wiecznie czeka, aż na jej pagerze pojawi się wiadomość od K, któremu nie podała swojego numeru, w szkole zgłasza się do odpowiedzi, mimo że nic nie wie. Do tego jest niesamowitą paplą – gdy zacznie mówić, nic nie jest w stanie jej przerwać. Trochę poważnieje, gdy przemienia się w superbohaterkę Puni Puni Poemi, ale mimo to i tak pozostaje taką gapą, jak w swoim normalnym wcieleniu. Mówiąc ogólnie, ma ona wiele cech wspólnych z Excel. Poza Poemi najlepiej poznamy siostry Aasu – paczkę pokręconych superbohaterek, w tym dominatrix czy osiemnastolatkę z monstrualnym biustem, dla którego najlepszą podpórką jest głowa Poemi. Siostry mogą wydawać się głupkowate i niekumate, ale jest to zamierzony elekt twórców – po prostu wyśmiewają tym samym kolejną rzecz. Czarne charaktery to m.in. kosmici, którym spomiędzy nóg zwisają jądra. Poza tym pojawiają się także opiekunowie Poemi i K, a w epizodycznej rólce, dosłownie na sekundę, Kotono Mitsuishi, idolka Poemi (dziewczyna chce udzielać głosu w anime na miarę „Evangeliona”; poza tym Mitsuishi-sama podkłada głos jednej z sióstr Aasu). Część bohaterów jest kimś zupełnie innym niż nam się to wydaje, dlatego – mimo iż seans jest bardzo krótki – nie należy wyrabiać sobie o nich jednoznacznej opinii, ponieważ pod koniec wszystko może się zmienić.
Pojawia się także Nabeshin, czyli reżyser anime pod pseudonimem, wcześniej występujący także w „Excel Sadze”. Poemi często mówi na siebie Kobayashi, a takie właśnie nazwisko nosi aktorka, która podkładała głos tej postaci. W pewnym momencie pojawia się także Kuroda, czyli scenarzysta.
Strona technicznie prezentuje się bardzo ładnie. Nic nie mogę zarzucić świetnym projektom postaci oraz ich animacjom. Ładne są także scenografie i tła, chociaż sprawa trochę mizernieje w kosmosie – tam wszystko staje się uboższe. Niektóre animacje pojazdów kosmicznych także mogą budzić pewne zastrzeżenia, ale jest to sprawa marginalna. Podobnie jak w „Excel Sadze” rozwiązano sprawę z postaciami w tle – są to białe plamy z głowami i kończynami, zarysowanymi oczyma i ustami. W tle przygrywa nam mocna i szybka muzyka, która świetnie podkreśla dynamizm scen. Usłyszeć można też bardziej stonowane motywy, jak chociażby – wspomnianą wcześniej – parodię „Marszu imperialnego” z „Gwiezdnych wojen”. Dziwny opening, świetnie wprowadzający w tę serię i doskonale ją uzupełniający, śpiewany jest przez Yumiko Kobayashi. Animacja przeplata się w nim z fragmentami filmu, na którym Yumiko-san wygłupia się nad morzem, śpiewając piosenkę. Animacja do endingu jest za to zupełnie inna – widzimy jedynie kilka kolorowych pasów i przepływające od czasu do czasu po ekranie malutkie ryby (Poemi używa ich jako swojego „berła” do przemiany w wojowniczkę). Jeśli zaś chodzi o seiyū, to zdecydowanie należy przyznać, że Yumiko Kobayashi dała w tym anime naprawdę niezły popis swoich umiejętności – Excel może i mówiła szybko, ale nie może równać się z Poemi!
„Puni Puni Poemi” to zdecydowanie coś dla osób uwielbiających poronione komedie i inteligentne parodie (chociaż, biorąc pod uwagę całość tego anime, dziwne wydawać może się tutaj użycie słowa „inteligentne”). Nie zabrakło scen dla miłośników ecchi, fanserwisu czy nawet mahō shōjo i mechów, ale przede wszystkim jest to komedia i parodia – na tym polu „Puni Puni Poemi” sprawdza się bezbłędnie. Największą wadą tej serii jest jej długość – dwa półgodzinne odcinki to zdecydowanie za mało, ponieważ widz ledwie wkręci się w klimat, a opowieść już się kończy. Jeśli komuś spodobała się „Excel Saga”, zdecydowanie powinien sięgnąć i po to anime, nie powinien czuć się zawiedziony.