Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Powstałe na podstawie gry komputerowej anime o tematyce fantasy w innych okolicznościach zapewne mogłoby stać się niezłym kąskiem dla miłośników tego gatunku. Są tu w zasadzie wszystkie elementy potrzebne, aby tak się stało: spory świat, wiele królestw, różne rasy, wielcy bohaterowie, potwory, wojny... A jednak drzemiący w elementach tych potencjał nie został dobrze wykorzystany. Niektórzy potrafią z takich elementów złożyć coś na miarę „Twelve Kingdoms”. Twórcy „Utawarerumono” nie mieli jednak tak wysokich ambicji, stworzyli ledwie marną namiastkę, niezbędne minimum tego, by historia ta mogła zaistnieć i być podciągnięta pod gatunek fantasy. Zanim jednak spróbuję ocenić zalety i wady opisywanego tytułu, postaram się przybliżyć historię, którą opowiada...

Główny bohater obudził się pewnego dnia na poddaszu drewnianej chaty. Na twarzy miał maskę, której nie potrafił zdjąć. Nic nie pamiętał, nie wiedział kim jest, ani skąd się tutaj wziął. Od ludzi, którzy go uratowali, dowiedział się, iż znaleziono go nieprzytomnego i ciężko rannego nieopodal wioski i przeniesiono do chaty starszej wioski. Ta mądra charyzmatyczna kobieta, będąca lekarką, przyjęła go jak swojego. Opiekowała się nim piękna Eruru, wnuczka lekarki, która szła w ślady babki. Jej młodsza nieśmiała siostra, Aruru, początkowo go nie akceptowała, ale nie trwało to długo. Powoli stawał się ich rodziną.

Mężczyzna odzyskiwał siły, poznawał ludzi, ich zwyczaje i szybko się aklimatyzował. Ludzie żyli tu biednie, ale w miarę szczęśliwie. Uprawiali ziemię, oddawali cześć bożkom, płacili daniny. Podróżowanie po krainie umożliwiały im dwunożne dinozauropodobne rumaki. Człowiek w masce wtapiał się w otoczenie. Pomagał ludziom z wioski jak mógł. Okazał się inteligentnym człowiekiem o dużej wiedzy w wielu dziedzinach. Nadano mu imię Hakuoro, które przyjął z wdzięcznością.

W kraju nie działo się jednak najlepiej. Władca tych ziem począł tyranizować mieszkańców; ściągał coraz wyższe podatki i nie dbał zupełnie o swój lud. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza, ludność traciła cierpliwość, a tyran nie ustępował. Pewnego dnia kielich goryczy przepełnił się – miała miejsce tragedia, której okrutnemu władcy wybaczyć już nie było można. Hakuoro, który dowiódł już, że taktyka i planowanie to dla niego chleb powszedni, poprowadził rozwścieczony lud do powstania. W drodze dołączą do niego wspaniali bohaterowie. Wiele krwi będzie musiał przelać nowy wódz, aby zapewnić spokojny byt swym ziomkom. Męczyć będą go także pytania o własną przeszłość. Kim był? Co znaczą koszmarne sny o potworach, które miewa? Tego być może dowiemy się oglądając „Utawarerumono”.

Historia „Utwarerumono” rozpoczęła się od gry komputerowej wydanej w 2002 roku na PC. Była czymś w rodzaju taktycznego CRPG, połączonego z grą przygodową oraz elementami haremowymi, zawierającą – jakżeby inaczej – treści graficzne dozwolone od lat 18. W ubiegłym roku rozpoczęła się serializacja mangi w „G'S Magazine”, a w kwietniu tego roku rozpoczęto emisję animowanej ekranizacji.

Biorąc pod uwagę charakter gry, w której zapewne przeważały rozgrywki bitewne, nie dziwi fakt, iż w anime historia obraca się wokół licznych bitew. Problemem jest ich silna kompresja i w rezultacie zmęczenie widza kolejnymi, następującymi jedna po drugiej, wojnami, które zanim zaczną się na dobre, już są rozegrane. Nienaturalną wydaje się gładkość w pokonywaniu kolejnych wrogów, bez większego oporu. Podczas oglądania tego serialu nie ma odrobiny niepewności jaki przebieg będzie miała kolejna wojna – Hakuoro wymyśli świetny strategicznie plan, który w dwa odcinki zostanie zrealizowany, przynosząc kolejne zwycięstwo. Problemem jest więc albo długość serialu, albo nadmierna liczność bitew. Gdyby serial liczył cztery sezony i bardziej urozmaicono w nim wojny, np. o jakieś przegrane potyczki, zwroty akcji, wrogów, którzy nie dają się kroić jak barany, czy w końcu godniejszych przeciwników dla Hakuoro, mogłoby to mieć ręce i nogi.

Władcy państw walczący z Hakuoro to głównie psychopaci, nieudacznicy lub tchórze, nie potrafiący wymyślić żadnej sensownej strategii, która mogłaby anime to nieźle urozmaicić. Brakuje tu wrogiego władcy, do którego można by poczuć szacunek czy chociażby obawę, że nasz bohater będzie miał poważne trudności, aby odnieść zwycięstwo. Pod koniec sytuacja trochę się poprawia, ale przyzwyczajeni wcześniejszymi bitwami do tego, że Hakuoro jest niezniszczalny, nie mamy wątpliwości, jak to się skończy. Końcówka ma też inne wady. Jeśli większość bitew wyglądała rozsądnie pod względem broni i innych narzędzi wojny typowych dla średniowiecza, to w ostatnich bitwach zobaczymy mechy podobne do tych z „Escaflowne’a” (żeby było zabawniej, wraz z Dilando), które wyrzynają całe wioski w błyskawicznym tempie. Chciano urozmaicić, ale moim zdaniem przesadzano. Pod koniec fabuła zaczyna coraz mniej trzymać się kupy. Tajemnica Hakuoro zostaje wyjaśniona, ale również okazuje się nieciekawa i mało pomysłowa. Jedynym urozmaiceniem są odcinki obyczajowe pojawiające się między bitwami, w których nie stroni się od humoru sytuacyjnego i mimo iż jest on ograny, to zadanie rozjaśnienia wojennej atmosfery spełnia dobrze, choć z drugiej strony ogólny klimat nie jest dobrą stroną „Utawarerumono”.

Dosyć ciekawie rozwiązano sprawę haremu, który na tyle ciekawie został wpleciony w fabułę, że jego obecność praktycznie nie jest zauważalna; nie ma tu oczywiście scen erotycznych. Postacie, choć dosyć barwne i łatwo dające się polubić, nie posiadają wyszukanych osobowości. Większość jest ledwie zarysowana, żadna nie zdradza ciekawszego wnętrza. Bohaterowie, którzy mieli potencjał, aby stać się postaciami ciekawymi, zostali prosto opisani i szybko zrezygnowano z ich dalszego rozwoju. Niektórzy wydali mi się mało wiarygodni, jakby osobowościowo wybrakowani. Reasumując, nie ma tu postaci, za którą poszło by się do piekła. Najbliżej osiągnięcia tego celu była Karura, świetnie wspomagana głosowo przez Atsuko Tanakę, jednak i to jej wystarczająco nie pomogło.

Występuje tu kilka ras: są ludzie, skrzydlaci onkamiyamukai, którzy używają pewnego rodzaju czarów oraz występujący w przewadze, elfopodobni mieszkańcy świata, którzy walczą metodami średniowiecznymi, głównie przypominającymi te wykorzystywane w feudalnej Japonii, co widać głównie w rynsztunku bojowym i samej broni, nie włączając w to oczywiście mechów. Elfopodobnych charakteryzują głównie uszy, jednak budowa owych części ciała jest różna w zależności od rejonu krainy, który istoty te zamieszkują. W zasadzie można powiedzieć, że jest kilka ras przypominających elfy. Co ciekawe, ich przedstawiciele mają też ogony – jedni psie, inni kocie! Trzeba przyznać, że choć te zwierzęce atrybuty mają fanserwisowy charakter, to efekty tego nie są znowuż takie straszne. Przy okazji warto wspomnieć, że nie uświadczy w tym anime fanserwisu bieliźnianego (choć wielkość biustu Karuri mogłaby być rozsądniejsza).

Projekt postaci jest bardzo miły, scenografie nie straszą, choć są miejscami oszczędne, a krajobrazów nie ma za wiele. Kolorystyka jest przyjemnie stonowana, dobrze rozwiązano sprawę filtrowania światła, które zawsze wygląda naturalne, niezależnie od odcienia oświetlenia. Animacja jest niezła, postacie podczas walki zachowują się naturalnie, jest nawet przy tym odrobina choreografii, np. „taneczny” styl walki Hakuoro metalowym wachlarzem. Powtórzone ujęcia się zdarzają, ale dosyć rzadko. Natomiast ciekawym rozwiązaniem okazał się rendering postaci kiedy widać je z daleka, stosowany głównie w dalszych ujęciach bitewnych. Poruszają się płynnie, często w sporych gromadach, ale wpasowują się w grafikę na tyle dobrze, że trudno powiedzieć, czy rzeczywiście są renderowane, ponieważ wyglądają naturalnie. Oszczędziło to twórcom roboty i pozwoliło na dodatkowe efekty, np. rzucanie przez postacie cienia.
Muzyka jest typowo filmowa, ot po prostu niezłe tło serialu, ale bez motywów specjalnie poruszających, czy wartych zapamiętania. Opening bez rewelacji ale raczej przyjemny, natomiast ending, wykonany przez Eri Kawai, która rzeczywiście umie śpiewać, jest ciekawszy.

„Utawarerumono” to anime przeciętne, zbliżające się jednak do górnej granicy stanów średnich. Na pewno można przy nim miło spędzić czas i zapewne znajdzie wielu zwolenników, choć trudno tak naprawdę powiedzieć, dla kogo jest to anime. Fani fantasy tym tytułem raczej zachwyceni nie będą, wśród nich znajdą się zapewne tacy, którzy określą ten tytuł popłuczynami prawdziwego fantasy, jest bowiem pewne, że z tych samych składników można było ugotować znacznie smaczniejszą zupę.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Apetyt rośnie w miarę ........


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn