Kolejna recenzja, przy której zastanawiam się, czy moje kwalifikacje wystarczą, aby ocenić dany tytuł. Wcale nie dlatego, że jest to anime trudne, tylko z powodu zawarcia w nim wielu nawiązań do gatunku shōjo i pochodnych, oraz faktu wykpiwania przez autorkę motywów często w mangach takich wykorzystywanych. Nie będę też mógł dostatecznie dobrze określić oryginalności tego anime, ponieważ jest to dopiero drugie obejrzane przeze mnie, w którym wykorzystano schemat odwróconego haremu. Postanowiłem jednak je opisać, a to dlatego, że być może okaże się ono jednym z najciekawszych, jakie miały premierę w tym roku...
Haruhi Fujioka jest osobą inteligentną, spostrzegawczą, ma naturalny styl bycia i cechuje ją zdrowy rozsądek. Wadą Haruhi, ale przy okazji i zaletą, jest tendencja do wyrażania na głos swych opinii, bez względu na to, czy będą one niewygodne dla tych, których dotyczą. Jest dziewczyną, ale po wyglądzie i zachowaniu trudno określić jej płeć. Pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny. Mieszka z ojcem, który po śmierci matki wiele lat temu sam zajął się wychowywaniem córki.
Mając bardzo dobre oceny w gimnazjum, została przyjęta do Akademii Ouran, szkolącej dzieci najbardziej wpływowych ludzi w Japonii. Było to możliwe dzięki zasadzie, dzięki której Ouran co kilka lat przyjmował jedną uzdolnioną osobę nie posiadającą środków na kształcenie w prywatnej placówce oświatowej.
Akademia jest ogromnym, świetnie wyposażonym, wybudowanym w pałacowym stylu, z iście królewskim przepychem kompleksem, w którym można by się zgubić, ale Haruhi jakimś dziwnym trafem nie mogła znaleźć tu spokojnego kąta do nauki. Nawet biblioteka rozbrzmiewała gwarem plotkujących dziewczyn, więc Haruhi ciszy i spokoju postanowiła poszukać w sali muzycznej, z której nie dobywał się żaden dźwięk. Otworzyła drzwi i rozpoczęło się istne wariactwo. Było to bowiem pomieszczenie zaadaptowane na potrzeby pewnego dziwnego klubu, którego działalność wydawała się dziewczynie cokolwiek bezsensowna. Szóstka atrakcyjnych członków zajmowała się zabawianiem rozmową przy herbatce bogatych uczennic akademii!
Ubraną w praktyczny strój chłopięcy, w grubych okularach, wzięto za chłopca. W rozgardiaszu potrąciła bardzo cenną wazę, która rozpadła się na kawałki. Aby odpracować tę stratę, Haruhi została przyjęta do klubu jako chłopiec na posyłki. Szybko jednak zrezygnowano z tego pomysłu. Kiedy ubrano ją w mundurek szkolny za trzysta tysięcy jenów i podarowano szkła kontaktowe, okazało się, że świetnie nadaje się na bawidamka! Co było robić? Dług spory, a Haruhi wcale w męskich ciuchach źle się nie czuła. Została więc pełnoprawnym członkiem klubu, a jej płeć, odgadniętą w międzyczasie, dla dobra klubu postanowiono ukrywać.
Haruhi szybko stała się popularna wśród klientek klubu, które oczywiście niczego nie podejrzewały. Swoją szczerością i zdrowym podejściem do wszystkiego zaczęła zyskiwać sympatię i przyjaźń również innych klubowiczów. Odkryje, że nawet ci bogaci dranie mają normalne ludzkie problemy i takie same kompleksy, że ich problemy mogą być nawet poważniejsze niż zwykłych szarych obywateli, na których nie ciąży presja bycia przyszłymi liderami kraju.
Oczywiście członkowie Host Clubu swe problemy skrywają głęboko. Na co dzień dżentelmeni o nienagannych manierach, organizują dla dam wszelkie towarzyskie atrakcje i realizują inne ciekawe pomysły kapitana klubu, Tamakiego Suō. On, założyciel klubu, nazywany królem, na pierwszy rzut oka wydaje się być lekko stuknięty. Jest mało spostrzegawczy, dziecinny, momentami niemądry i często reaguje z przesadnym dramatyzmem. Ma jednak wiele zalet. Świetnie się uczy i ma największe wzięcie wśród klienteli klubu. Jego szlachetność nie zna granic, stara się rozwiązywać problemy emocjonalne innych. Obmyśla wtedy różnorakie strategie, wciągając w ich realizację innych klubowiczów. Nigdy nie zaprząta sobie głowy nudnymi sprawami organizacyjnymi, którymi zajmuje się jego przyjaciel Kyōya Ōtori – szara eminencja klubu.
Ów jegomość jest wspaniałym organizatorem, a jego genialny umysł finansisty powoduje, iż klub na swej działalności zarabia, pozwalając na serwowanie usług na najwyższym poziomie oraz na drogie zachcianki Króla. Niezwykle inteligentny i opanowany – twierdzi, że wszystko robi dla własnej korzyści. Nic nie umyka jego uwadze, wie o wszystkim, co się dzieje w szkole, zna każdą wpływową osobistość, a wszystko to potrafi doskonale wykorzystać dla siebie lub klubu.
Kaoru i Hikaru – bracia bliźniacy – są niemałą atrakcją klubu dla zwolenniczek shōnen-ai, zachowują się bowiem jak para kochanków (nikt nie wie jak jest naprawdę). Ich ulubioną zabawą jest gra w który z nas to Hikaru, która stanowi zagadkę nie do rozwiązania dla ogromnej większości uczestników. Zawsze są razem i często traktują siebie jako jedną całość.
Honey to nick kolejnego członka, który z wyglądu bardziej przypomina chłopca z podstawówki niż osiemnastolatka, którym jest w istocie. W klubie jest atrakcją dla wielbicielek loli/shōta, które na widok milutkiego chłopczyka przechadzającego się z wypchanym królikiem i objadającego się słodyczami, automatycznie wydają z siebie okrzyk kawaii! Honey nie jest jednak taki bezbronny na jakiego wygląda, de facto jest mistrzem Japonii w sztukach walki i potrafi być bezlitosny dla swych oponentów. Na krok nie odstępuje go wielkolud nazywany Morim, który jest ostatnim członkiem Host Clubu. To milczący, przystojny typ, który rzadko się uśmiecha. Z Honeyem łączą go dziwne relacje, zachowuje się wobec niego jak sługa, będący na każde zawołanie i spełniający wszelkie jego zachcianki, ale zapewne łączy ich coś więcej – zwracają się do siebie po imieniu.
„Ouran High School Host Club” to zasadniczo szkolna komedia w konwencji shōjo, wykorzystująca schemat odwróconego haremu. Trzeba przyznać, że ów harem, którego celu nie trzeba chyba tłumaczyć, wpasowano w ten serial zupełnie naturalnie. W zasadzie nie można tu mówić o schemacie. Tłumacząc karkołomnie, autorka wcieliła ideę haremu w życie i zrobiła o tym mangę. Dodatkowo posługuje się haremem tym do wykpienia większości przypadłości mangi i anime. Śmieje się z szablonowych postaci, trochę ze schematów szkolnych, np. badania medyczne czy festiwal, ale więcej uwagi poświęca dziwnym klubom, pojawiającym się co i raz w serialu, nie oszczędzając oczywiście samego Host Clubu. Twórcy tego anime nie ograniczają się wyłącznie do wad charakterystycznych dla wydawnictw typowo dziewczęcych, choć oczywiście stanowią one zdecydowaną większość. Praktycznie rzecz biorąc nie ma gatunku, którego by tu nie wyśmiano. Nie brakuje także zabawnych nawiązań do różnych tytułów mangi, anime oraz gier randkowych. Częstym podłożem scenek humorystycznych są różnice zwyczajów klasy zamożnej względem stylu życia szarych obywateli – tu najczęściej bawią ironiczne komentarze Haruhi, naiwne wyobrażenia Tamakiego względem sytuacji finansowej ludzi niezamożnych oraz wprowadzanie w życie takich prostych rozrywek jak zabawa w chowanego czy kopanie puszek.
„Ouran” to jednak coś więcej niż tylko komedia, bardzo dobra zresztą. Obok tego istnieje całkiem zgrabne shōjo, wyciągające na światło dzienne problemy emocjonalne i kompleksy członków klubu oraz jego klientek. Twórcy ograniczyli przy tym wątki romantyczne do niezbędnego minimum, co powinno przekonać do serialu antyfanów łzawych romansideł. Dobrym pomysłem było wprowadzenie rozsądnej postaci głównej, która nie posiada cech typowych dla bohatera. Nie jest anielsko dobra, nie rwie się do heroicznych czynów czy też do uszczęśliwiania wszystkich dookoła (dobroczynną rolę przejmuje tu w zasadzie Tamaki). Jest postacią zupełnie zwyczajną, bez żadnych przesadnych cech, można by rzec nudną, a mimo wszystko od razu czujemy do niej sympatię. Nie jest też typową przedstawicielką głównych bohaterek shōjo – ona prawie nie czuje się dziewczyną. Fanki shōjo zapewne bardziej zainteresują postacie męskie, które przedstawiono zdecydowanie lepiej. Każdemu, może za wyjątkiem Moriego, przeznaczono sporą ilość czasu w serialu, ukazując ciekawe dylematy życiowe czy dosyć poważne i nie do pozazdroszczenia sytuacje. Oczywiście powoduje to ogromne przywiązanie do postaci i tym trudniejsze z nimi rozstanie, a niestety w tym sezonie nie zawarto całej mangi, która nadal jest wydawana. Jeśli chodzi o zakończenie sezonu, trudne zazwyczaj w takiej sytuacji, to przyznam, że wyszło tym razem całkiem zgrabnie. W ostatnich odcinkach serial nieco poważnieje, jednak nie na tyle, żeby komedię zamienić w ciężki dramat, jak to miało miejsce we „Fruits Basket”. Nie wdając się w spojlery, napiszę tylko, że nie miałem wrażenia, że coś się urywa, czy kończy w niezbyt sensowny sposób.
Jak przystało na studio Bones, wykonanie serialu stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Ładnie zrealizowano „pałacowe” wnętrza szkoły, którym nie szczędzono szczegółów, choć bardziej bym się ucieszył, gdyby mniej polegano tu na renderingu. Animacja jest, jak na serial telewizyjny, ponadprzeciętna. Kolorystyka przypadła mi do gustu, a projekt postaci okazał się bardzo sympatyczny. Trudno mi coś powiedzieć o muzyce, ona po prostu jest, pasuje do ogólnego klimatu serialu, choć nie zawsze idealnie oddaje to, co dzieje się na ekranie, ale raczej nie zachwyca, szczególnie kogoś, kto nie przepada za muzyka klasyczną. Na plus wypadają seiyū, szczególnie Mamoru Miyano, wcielający się w Tamakiego, pokazał klasę – śmiem twierdzić, że to drugi Takehito Koyasu. Maaya Sakamoto jako Haruhi ugruntowała natomiast swą pozycję wśród moich ulubionych aktorek głosowych.
Podsumowując, jako komedia „Ouran High School Host Club” plasuje się wysoko ponad przeciętną. Nawet starzy wyjadacze znajdą tu nowe dla siebie żarty i zapewne nie pożałują sięgnięcia po ten tytuł. Jestem zdania, że przypadnie on do gustu przedstawicielom obojga płci. Sam bawiłem się przy nim świetnie, nie będąc w temacie shōjo specjalnym znawcą. Również jako regularne shōjo anime to może być warte uwagi, aczkolwiek raczej nie będzie to już rzecz wyjątkowa. Jakby nie było, dla mnie jest to komedia roku, choć nie jestem pewien czy amatorzy rzeczy typu „School Rumble” podzielą mój punkt widzenia...