Dejiko i Gema po raz pierwszy pojawili się na łamach pisma „From Gamers”, będącego reklamą sklepu Gamers znajdującego się w Akihabarze, dzielnicy Tokio. Po pewnym czasie Dejiko stała się maskotką sklepu oraz doczekała się opisywanej serii anime, a także kilku OVA i filmu pełnometrażowego. Seria była wciąż, tak jak manga, reklamówką sklepu i ma formę krótkich, pięciominutowych odcinków.
Di Gi Charat, zwana Dejiko, Petit Charat, w skrócie Puchiko, oraz Gema przybywają na Ziemię. Celem tej pierwszej jest zdobycie wielkiej popularności. Niestety, nie mają pieniędzy. Mieszkanie w zamian za pracę jako sprzedawca oferuje im kierownik sklepu Gamers w Tokio. Taki sam cel jak Dejiko ma Usada Hikaru, nie lubiąca jednak tego imienia i każąca się nazywać Rabi-en-Rose.
Akcja serii skupia się głównie na Dejiko i Rabi-en-Rose, Puchiko mówi niewiele i na ekranie służy głównie za milczącą ozdobę, a rola Gemy ogranicza się właściwie do obrywania od Di Gi Charat. Pojawia się kilku bohaterów drugoplanowych, np. fani Dejiko, a wszyscy inni to tłum przedstawiony jako różnokolorowe palce.
Seria nie ma jasno sprecyzowanej linii fabularnej, każdy odcinek to krótka historia skupiona wokół jednego wydarzenia lub osoby. Trudno zresztą oczekiwać czegoś więcej po pięciominutowych epizodach. Postaci, jak można przewidzieć wiedząc, że to reklamówka, mają psychiki niezwykle płytkie i każdą można określić jedną cechą, choć niektóre cech w ogóle nie posiadają.
Jednak brak fabuły i słabe postaci można wybaczyć komedii, bo przecież seria należąca do tego gatunku powinna przede wszystkim śmieszyć. Niestety, tu też nie jest za dobrze. Gagi polegają głównie na tym, że ktoś czymś obrywa lub dziwna sytuacja sprawia, ze do wszystkiego co się da zastosowane zostaje super deformed. Znajdzie się też parę niskich lotów dowcipów skatologicznych. Ogólnie przy oglądaniu tego anime nie trzeba wytężać zbytnio mózgownicy, ponieważ humor jest dosyć niskich lotów.
Seria miała niski budżet i patrząc na nią od strony graficznej widać to od razu. Jedynymi dosyć szczegółowymi elementami są główni bohaterowie i parę pobocznych postaci. Tła są nieostre i niestarannie narysowane. Możliwe, że był to zabieg celowy, ale mi nie przypadł do gustu. Pisałem już o tym, że większość Ziemian została przedstawiona jako palce. Pomysł jest oryginalny i ma spory potencjał komediowy, w „Di Gi Charat” jednak zupełnie niewykorzystany. Nasuwa to przypuszczenia, że chodziło raczej o zmniejszenie kosztów. Projekt postaci może się komuś podobać, dla mnie jednak był zdecydowanie zbyt kiczowaty. Bohaterki mają małe ciała, duże głowy i oczy, a ubrane są w wymyślne stroje z masą dziwnych ozdób. Jak można się domyślić, włosy są w kolorach raczej dalekich od standardu i można określić je jedynie jako „żarówiaste”. Z muzyką sprawa ma się podobnie jak z grafiką, w czasie odcinka prawie się jej nie zauważa, opening i ending to standardowy j-pop, nie wyróżniający się ani na plus, ani na minus.
Czy więc warto obejrzeć tę serię? Według mnie nie, chyba że lubisz kawaii panienki i żarty oparte na super deformed. „Di Gi Charat” jest kwintesencją tego, co najgorsze w japońskiej popkulturze, kicz wylewa się tu z każdego kadru. Na szczęście odcinki są krótkie, więc z ciekawości można się skusić.