Odp: Jestem za a nawet przeciw.
Dokładnie, tak samo to odebrałem. "Myślę więc TY jesteś" jest podkreśleniem zarówno boskości Proxy względem stworzonych przez zeń ludzi, jak i wobec Proxy będących tworem ludzi, którzy odlecieli w dal "Bumerangiem". Tak więc, chodzi raczaj (o czym była mowa we wcześniejszej dyskusji) kulturowe i literackie rozumienie stwierdzenia "Cogito ergo sum".
Podobnie - "galeria" autoreiwów w komnacie Gubernatora - dla mnie to był jasny, prosty sygnał: "odrzuć chrześcijańskie rozumienie BOGA a przyjmij antyczny sposób ich pojmowania" z ich wewnętrzną rywalizacją, konfliktami interesów itp. W tym dziele (mówię to bez odrobiny ironii) to pozwala zrozumieć sedno sprawy (czyli znów "uproszczona" a nie filozoficzna interpretacja).
Konkludując, w filmie nie chodzi (moim zdaniem) o dysputy filozoficzne a o (nie waham się użyć tego słowa) fantastyczną grę emocjami wspartą podbudową (powtarzam się) kulturową i literacką. W mojej ocenie nie jest to bynajmniej "minus", przeciwnie - to atut filmu.
BTW: Ubóstwiam, kocham te tzw. "wypełniacze czasu" (nie pamiętam, czy dobrze przytoczyłem sformułowanie Wielce Szanownego recenzenta). Lubiłem te "skoki w bok" zarówno w "GitS S.A.C 1", jak i w np......"Z archiwum X"

Pozwalają zarówno odetchnąć od głównego wątku, jak i poznać i związać się emocjonalnie z bohaterami. Ponadto, pamiętajmy, że mamy do czynienia z serialem (podejrzewam emitowanym co tydzień), więc takie "podsumowanie poprzednich odcinków" (vide: odcinek z oryginalnym quizem w "Ergo Proxy") ma jak najbardziej sens. Ja natomiast uwielbiam "wypełniacz czasu" podczas flauty "Królika". No cóż, parę wiosen na głowie, moja ukochana małżonka i moja córeczka-kiteczka w wieku mniej więcej Pino. Bywają takie dni (szczególnie podczas Świąt), gdy zapada flauta - przestajemy myśleć o codziennej gonitwie, a skupiamy się na sobie. "Czy ONA widzi mnie w ten sposób?" Nie, żebym się przeglądał w lustrze (dziurawych skarpetek nie mam i raczej opuszczam deskę od klozetu..... czy aby zawsze????), ale to wyraźny ukłon twórców wobec nieco starszej (brrrr, jak ja nie lubie tego słowa) widowni.
Polecam ten film - dla mnie jest może nie arcydziełem na miarę Feliniego, Bergmana czy Antonioniego, ale cudownie operuje naszymi emocjami nie skłaniajac do ciężkich filozoficznych dysput, dajac jednak widzom wiele do myślenia. Ten film po prostu niesamowicie gra na emocjach bazujac na raczej prostych przekazach, co nie jest wcale jego wadą, przeciwnie ta gra emocji stanowi mocny atut.
W innej recenzji przeczytałem o braku jasnego przesłania - "film jest, bo jest" - czy to ujma??? W mojej ocenie absolutnie NIE - czasami prosta historia walki o przetrwanie, bez jakichś myśli przepełnionych niezrozumiałym patosem jest bardziej wiarygodna, ot co!!! Inaczej mielibyśmy jakiś cudaczny "moralitet" w stylu

"Independence day"

Noob - 24.12.2007 23:33