„REC” (skrót od record) to seria dziewięciu krótkich, dwunastominutowych zaledwie, odcinków. Może się wydawać, że z nieco ponadpółtoragodzinnego serialu nie może wyjść nic dobrego. A jednak – twórcom „REC” udało stworzyć się krótką i przyjemną serię, idealną na chandrę lub po prostu wolne dwie godziny.
Dwudziestosześcioletni Fumihiko Matsumaru pracuje w dziale marketingu firmy produkującej chipsy o wdzięcznej nazwie Ha. Któregoś dnia udaje mu się zaprosić do kina koleżankę z księgowości, ale ta wystawia go do wiatru i nie przychodzi na umówione spotkanie. Zdenerwowany amant chce pozbyć się biletów na seans, jednak „ratuje” je – „przemawiając” ich głosem – pewna dziewczyna. Całe to zajście kończy się tak, że Matsumaru i dziewczyna razem idą do kina na „Rzymskie wakacje”. Chłopak jest bardzo niezadowolony z faktu, że jego towarzyszka wszystkie napisy w filmie czyta na głos. Gdy po seansie Matsumaru widzi dziewczynę, z którą się umówił, w objęciach innego faceta, popada w rozpacz. Jego seansowa dziewczyna – chcąc pocieszyć nieszczęśnika – zaprasza go na kolację. Okazuje się, że jest ona wielką fanką filmów z Audrey Hepburn, z tego to powodu czytała wszystkie kwestie w filmie (na wszelki wypadek wyjaśniam: „Rzymskie wakacje” to jeden z filmów, w którym wystąpiła Hepburn, niegdyś wielka filmowa gwiazda). Gdy wracają do domu, okazuje się, że mieszkają bardzo blisko siebie, jednak oboje rozchodzą się w swoją stronę. W nocy dochodzi jednak do pożaru, w którym dziewczyna traci prawie wszystko, co posiada. Matsumaru przygarnia ją pod swój dach, a po chwili oboje znajdują się w łóżku. Wtedy też właśnie oboje przypominają sobie, że nawet nie wiedzą, jak się nazywają. Dziewczyna przedstawia się jako Aka Onda, początkująca seiyū.
Niedługo później Matsumaru odnosi swój pierwszy branżowy sukces – szef zaakceptował jego projekt reklamy chipsów. Na potrzeby telewizyjnego spotu potrzebna jest osoba o odpowiednim głosie. Wśród tych, którzy zgłosili się na casting, jest właśnie Aka. Udaje jej się wygrać, co okazuje się być jej kluczem do kariery.
My obserwować będziemy nie tylko zawodowe perypetie Matsumaru i Aki, ale – przede wszystkim – relacje, jakie powstaną pomiędzy tą dwójką mieszkających pod jednym dachem, ale – jakby nie patrzeć – obcych sobie ludzi.
Nie spodziewałem się po tym serialiku niczego specjalnego. Jest to ekranizacja pierwszego tomu pięciotomowej i nadal powstającej mangi – czymże jest jeden tom? Tym bardziej, że mamy do czynienia z mangą z gatunku seinen, czyli komiksu dla dorosłych, a przeglądając opisy w Internecie natknąłem się na informację, że anime zostało znacznie złagodzone – kategoria wiekowa spadła z mature do teenagers. Jak się jednak okazało, pomyliłem się, bo twórcy wykorzystali swoje sto osiem minut bezbłędnie, nie pozwalając widzowi ani przez chwilę się nudzić. Idealnie udało im się połączyć wątki komediowe, romansowe, zawodowe, a także wpleść odrobinę dramatu. Spodobało mi się także to, że – pomimo iż Matsumaru miał kosmate myśli, czego nawet nie ukrywał – wszystko było w miarę realistyczne, a nie przesadzone jak w komediach ecchi.
Jak już powiedziałem, materiał z mangi został złagodzony, co jednak wyszło temu anime na dobre. Co prawda bohaterowie lądują w łóżku, ale to wszystko – nawet nic nie zostaje pokazane. Nie da się ukryć, że Matsumaru ma ochotę na Akę, ale kiedy ta kilkakrotnie odrzuca jego natarczywe zaloty, przestaje się narzucać. Nawet jej nie podgląda, chociaż ślini się na samą myśl. Zboczeńcom z ecchi-komedyjek coś takiego by się nie udało! Nie zabrakło także sceny w onsenie, ale i tutaj nie przekroczono granicy dobrego smaku – zero fanserwisu, a do tego Matsumaru zachował się wobec Aki jak dżentelmen, a nie napalony samiec. Ten zabieg również zwiększył realizm tego anime.
Mimo wszystko nie jest to anime idealne, a to przez krótki czas trwania. Skoncentrowano się jedynie na wątku Matsumaru-Aka i ich życiu zawodowym, całkowicie pomijając całą resztę. Dla przykładu: koleżanka Matsumaru, która wystawiła go do wiatru, powiedziała, że nie lubi, gdy facet tak łatwo godzi się z tym, że daje mu kosza i coś w związku z tym będzie musiała zrobić. Niestety, nie poznajemy dalszych jej zamiarów, ale opowiada o tym dodatkowy odcinek o numerze 7,5.
O postaciach powiem krótko: sto osiem minut to bardzo mało, aby dokładnie przedstawić bohaterów. Mimo to twórcy wykorzystali cały możliwy czas, aby Matsumaru i Aka wypadli jak najlepiej – i udało im się to. Nie mamy tu do czynienia z biuściastą panienką (albo i całym ich wianuszkiem) i obślinionym hentajem, ale dwójką najzwyklejszych ludzi, muszących odnaleźć się w zaistniałej zwariowanej sytuacji. Nie muszę chyba mówić, że postaci poboczne to tylko dodatki, które właściwie niewiele wnoszą do całości? No, może poza panią prezes (Manejā desu).
Technicznie „REC” prezentuje się średnio. Grafika jest co prawda ładna, ale przeciętna, nawet jak na serial telewizyjny. Niektóre animacje mogą budzić pewne zastrzeżenia, ale nie zwraca się na to zbytnio uwagi. Nie spodobał mi się projekt postaci Mastrumaru, ale mimo to reszta jest bardzo przyjemna, a z czasem i do głównego bohatera można się przyzwyczaić. Serial jest za to ładnie udźwiękowiony, czego największą zasługą są przede wszystkim dobrze dobrani seiyū. Jedynym mankamentem strony audio jest opening – mały koszmarek dla uszu, ale na szczęście ten element można pominąć podczas oglądania.
Spodobał mi się zastosowany przez twórców chwyt. Ponieważ Aka jest fanką filmów z Audrey Hepburn, jako tytuły odcinków wykorzystano... tytuły filmów z ową aktorką (odpowiednio: „Rzymskie wakacje”, „Sabrina”, „Doczekać zmroku”, „Śniadanie u Tiffany’ego”, „Miłość po południu”, „Niewiniątka”, „Wojna i pokój”, „My Fair Lady” i „Dwoje na drodze”). W każdym z odcinków Aka wypowiada jakiś cytat z Hepburn, a dokładniej – z filmu, którego tytuł pojawia się w odcinku. Cytaty te mniej lub bardziej pasują do sytuacji, w jakiej obecnie znajdują się Aka i Matsumaru. Jeśli ktoś interesuje się kinem, w openingu wyłapie także kilka kadrów, na których Aka stylizowana jest na swoją ulubioną aktorkę – zobaczyć można ją między innymi z fifką, co jest nawiązaniem do „Śniadania u Tiffany’ego”.
Nie wszystko, co krótkie, musi okazać się złe. „REC” to przyjemna miniseria, odpowiednia do tego, aby przywrócić uśmiech na twarzy. To przyjemny i romans z naturalnymi postaciami, połączony z odpowiednią dawką komedii i odrobiną dramatu. Mówiąc krótko: dla miłośników romansów – dobrze spędzone półtora godziny. A zarazem przykład tego, że obniżenie kategorii wiekowej względem oryginału niekoniecznie musi wyjść na gorsze.