Odp: rozczarowany
Ogólnie też zgadzam się z autorem recenzji, jednak w przeciwieństwie do niego i reszty komentatorów widzę sens w tej zmianie nastroju.
Wraz ze zniknięciem Sayuri, kończy się sielanka młodości i wkraczamy w nieprzyjemny świat dorosłości - tu właśnie następuje nagła zmiana w nastroju i klimacie prowadzenia historii - z pięknej, ciepłej opowieści o przyjaźni i marzeniach zostajemy wrzuceni w zimny, techniczny świat dorosłości. Szok jest ogromny, też ciężko to zniosłem

Dalsza część filmu jest walką z tą pustką i zimnem dorosłości - poznajemy mroki samotności i zwątpienia, brudy polityki... Jednak po pewnym czasie klimat filmu znowu zaczyna się zmieniać - zaczyna zmierzać w kierunku snów, marzeń i miłości. Techniczne SF znowu zaczyna być tłem, uczucia i marzenia zaczynają zwyciężać, a wątki naukowe niepostrzeżenie zmieniają się w niemal mistyczne (czy wszechświat śni?). Oczywiście powrót do klimatu z początku filmu jest niemożliwy, walka toczy się tu o odzyskanie chociaż części tego co się straciło. Na tym tle zaczyna narastać konflikt pomiędzy dawnymi przyjaciółmi - wkrótce będą musieli oni zdecydować, co jest dla nich najważniejsze. Marzenia, czy rzeczywistość? Polaryzacja postaw dwójki głównych bohaterów osiąga zenit i wygląda na to, że porozumienie jest niemożliwe. A jednak........
To co się dzieje po pierwszych 30 minutach, MA zdenerwować widza, MA go wybić z wcześniejszej sielanki, MA złamać poetycki nastrój - widz MA się poczuć tak jak główni bohaterowie - wplątany w coś co mu się nie podoba, w coś czego nie rozumie, co tak naprawdę nie jest ważne - i właśnie o tym jest dalsza część filmu, o odzyskiwaniu tego co ważne - marzeń, nadziei, sensu życia, mistycznej i duchowej strony życia...
Konstrukcja filmu została zaplanowana perfekcyjnie, jednak faktycznie, przyznaję również - Makoto Shinkai nie osiągnął pełnego porozumienia z widownią, coś poszło nie tak - zrobił coś niezrozumiałego dla większości widzów, coś co ciężko zaakceptować w aktualnej formie. I tyle, pozdrawiam.
filippiarz - 6.09.2006 13:38