Boszszsz...
Gratuluję tupetu. Oceniać dzieło artystyczne kategoriami dobrymi dla Dragon Balla???
Po "Kumo no Mukou, Yakusoku no Basho" postanowiłem sobie przypomnieć ten film i obejrzałem go po raz drugi po bodajże 3 latach. Szczerze mówiąc miałem obawy, że po tej wielkiej produkcji ta samoróbka będzie jak jej uboga i brzydka córka... A doznałem niezłego wstrząsu - film broni się znakomicie, nawet w konfrontacji z czymś teoretycznie "śliczniejszym" i dojrzalszym... Makoto Shinkai jest niezwykle utalentowanym grafikiem, reżyserem i scenarzystą. Ale przede wszystkim jest dojrzałym artystycznie wizjonerem, nadzieją na wyrwanie anime z "pokemonowego getta". Osobiście uważam, że jesteśmy świadkami narodzin artysty klasy Akiro Kurosawy, a kolega będzie się kiedyś BARDZO wstydził tej recenzji...
filippiarz - 2.09.2006 15:19
Odp: Boszszsz...
Ja bym prosił jednak o jakieś konkretne argumenty... Bo lać wodę to każdy potrafi. Proszę wytlumacz mi drogi Kolego, dlaczego jest to dzieło artystyczne i co czyni z Shinkaia drugiego Kurosawę.

Dark Rael - 2.09.2006 15:50
Odp.: Boszszsz...
Właściwie to podpisuję się pod pytaniami Dark Raela, ale chciałbym dołożyć własne.
Czym są
kategorie właściwe dla „Dragon Balla”? Nie wydaje mi się, żeby DR opisał to anime w podobny sposób jak seriale czy filmy komercyjne, do których – jak sądzę – zaliczyć należy „Dragon Balla”, bo z całą pewnością nie jest on produkcją artystyczną. W dzisiejszych czasach trudno powiedzieć, co jest sztuką, a co komercją. Jeśli ktoś ze swojego dzieła ma pieniądze, jest to od razu produkcja komercyjna. W mniejszym lub większym stopniu, ale zawsze. Czysta sztuka powstawała kiedyś, chociażby w średniowieczu, kiedy to wszystko tworzono ku chwale Boga, w starożytnym Rzymie, gdzie malowidłami ozdabiało się naczynia, bądź jeszcze dawniej – gdy nasi przodkowie skrobali na ścianach w Lascaux ludzików i zwierzęta, używając do tego najprostszych narzędzi. To jest dzieło artystyczne – powstałe, aby cieszyć odbiorcę, a nie po to, aby autor czerpał z niego pieniądze. I choć dziś powstają takie filmy/książki/obrazy itd., to większość i tak zaliczyć należy do komercji.
Dzięki Shinkaiowi anime ma wyrwać się z „pokemonowego getta”?! Człowieku, chyba sobie żartujesz! Pragnę przypomnieć, że to w Polsce anime utożsamiane jest z „Pokémonami”, hentajami i szajsem dla dzieci, ponieważ nasze społeczeństwo nie ma o japońskich animacjach bladego pojęcia. Nie wiem, jak ma się sprawa w wielu innych krajach, ale w takich na przykład Stanach, Wielkiej Brytanii czy Francji anime ma się lepiej – w telewizji puszcza się ambitne (chociaż i tak komercyjne) produkcje, a nie tylko badziewie dla dzieci. Otaku wiedzą, że „Pokémony” to nic nie warty chłam, wiedzą, że istnieje multum anime, które z całą pewnością mogłyby spodobać się także niefanom. Ale niestety, niefanów nie przekonasz. choćbyś nie wiem co zrobił, w najbliższych latach ten stereotyp wśród Polaków się nie zmieni. Mogą sobie nawet w telewizji puścić coś Shinkaia, a Polacy i tak okrzykną to „bajką dla dzieci” i anime u nas za cholerę nie wyrwie się z „pokemonowego getta”. Żeby Polacy zmienili swoje zdanie o anime, trzeba ich najpierw o tym nauczyć, a do tego potrzeba by było kilku lat i zakrojonej na szeroką skalę akcji, a nie kilka filmów kolesia, któremu udało się wybić (za przeproszeniem).
Pottero - 2.09.2006 17:39
Odp: Boszszsz...
Oj, kontrowersyjny jestem! :P
Pottero napisał(a): Czym są kategorie właściwe dla „Dragon Balla”?
"Fabuła", "Bohaterowie", "Obraz", "Dźwięk" - żaden szanujący się portal o filmach nie ma takich kategorii. Bardziej do gier to pasuje... Albo do anime opartych na fabule, bohaterach, grafice i dźwięku. W "Hoshi no Koe" żadna z tych kategorii nie ma znaczenia, bo ten film powstał dla
sposobu opowiedzenia pewnej historii.
Co do recenzji: jej autor zbył cały sens i treść filmu stwierdzeniem "prosta historyjka, której brak oryginalności", a dalej skupił się na bliższych mu zapewne sprawach: wyglądzie krwi, mechach, oryginalności zagadnienia dylatacji czasu (wyeksploatowanego przez SF już w latach 60 poprzedniego wieku), czy "fajności" wyglądu obcych...
Tymczasem, ten film jest jak poezja, a recenzent podszedł do niego jak do Hip-Hopu i napisał, że "słabe rymy". A dlaczego poezja i artystyczne kino? Bo za pomocą standardowych rekwizytów (mechy, obcy) autor opowiedział o czymś zupełnie innym niż to, co widać na ekranie. Nie każcie mi tego tłumaczyć, to trzeba poczuć...
Nie jestem Otaku, jestem kinomaniakiem i nie mówię o Polsce i anime, tylko o całej kinematografii. Faktycznie, na świecie anime to nie tylko pokemony, ale mimo wszystko raczej nie jest traktowane zbyt poważnie... Nie przypominam sobie animków (oprócz Studia Ghibli i GITS2) na żadnym większym festiwalu filmowym, sporym wydarzeniem jest to, że "Paprika" (reż. Satoshi Kon) wystartowała w najnowszym konkursie o Lwy w Wenecji...
Na razie chyba jedynie Studio Ghibli jest ogólnie znane na świecie, ale mimo, że tworzy filmy bardzo dobre, to ich zbliżony do kina familijnego styl średnio je nobilituje... Natomiast Makoto Shinkai to zupełnie inna historia - młody, wyjątkowo uzdolniony, nie jest szefem wielkiej wytwórni (Europa nie lubi wielkich wytwórni), a jego filmy rozgrywają się na innej płaszczyźnie niż tradycyjny tandem fabuła -bohaterowie. A to Europa bardzo lubi...
Piszę o kinie europejskim (Amerykę pomińmy milczeniem, bo dla niej kino zagraniczne właściwie nie istnieje) bo najbardziej lubię właśnie kino europejskie i w miarę kojarzę co cenią sobie europejscy krytycy (w Europie rządzą krytycy) - Makoto Shinkai ma "to coś" i dlatego jest szansą i ma szansę....
filippiarz - 4.09.2006 5:35
Odp: Boszszsz...
I nadal zadnych konkretow, i nadal nic o Kurosawie. Doceniam Twój komentarz, ale ja kilka tygodni myslalem jak ocenic to anime, dyskutowalem z kolegami, to nie jest recenzja nastolatka, ktory obejrzal i w 15 minut machnal tekscik. Uwierz mi nad kazda recenzja siedze dlugo i kazde zdanie i zarzut dlugo przetrawiam. Nie mam monopolu na prawde i nie masz go rowniez Ty. Szanuje Twoje zdanie, uszanuj i moje.
filippiarz napisał(a): Bo za pomocą standardowych rekwizytów (mechy, obcy) autor opowiedział o czymś zupełnie innym niż to, co widać na ekranie.
Jest wiele filmow, ktore opowiadaja o rzeczach innych niz widac na ekranie, np mind game, millennium actress i te filmy sa zrobione dobrze, bez zadnych ale, to jest sztuka. A Shinkai eksperymentowal z prostymi elementami i historyjka, ktora mozna wymyslic w 15 minut, i wcale nie opowiedzial jej idealnie. Widziales takie filmy jak Ursa minor blue, czy Glassy ocean? To sa miniaturki zrobione z pomyslem, uzywajace ciekawych metafor, to jest kino ambitne. Wekszosc z tych filmow dostala prestizowa nagrode mainichi. Voices zadnej prestizowej nagrody nie dostalo, a wiekszosc z nich odnosila sie do obrazu, a nie treści.
filippiarz napisał(a): Makoto Shinkai ma "to coś" i dlatego jest szansą i ma szansę
Ma, ale jeszcze tu jej nie wykorzystal, sam tego byl swiadom i stawianie go w tej chwili na rowni z Satoshim Konem, czy Hayao Miyazakim jest nietaktem, nie mowiac juz o Kurosawie...
A jesli uwazasz, ze zle ocenilem ten film, mozesz sam napisac recenzje, jesli bedzie na poziomie chetnie ja umiescimy w serwisie. Pozdrawiam

Dark Rael - 4.09.2006 11:12
Odp: Boszszsz...
Przeczytalem recenzje i widze, ze cos w niej jest nie tak, opisalem pieczolowicie wady, a zapomniałem o najwazniejszej zalecie filmu

Z tej perspektywy rozumiem juz o co Ci chodzilo, biore sie za poprawki. Dzieki, gdyby nie Ty nie zauwazylbym nawet tego.
Dark Rael - 5.09.2006 12:24
Odp: Boszszsz...
Dlatego ja nie piszę recenzji - nawet nie potrafiłem sprecyzować co
dokładnie tak mi się nie spodobało w Twojej

Cieszę się, że kończy się ten mały spór i przepraszam za napastliwość, aczkolwiek gdyby mnie szlag nie trafił, to bym nic nie napisał

Cóż, "Voices" jest jednym z moich ulubionych
filmów...
Co do Kurosawy to może przesadziłem, bo lata temu oglądałem jego filmy i mam tu tylko przebłyski pewnych nieuchwytnych podobieństw, natomiast ostatnio widziałem "Ame agaru", który
stricte Kurosawą co prawda nie jest, ale to dzieło poruszyło te same miejsca w mojej duszy co filmy Makoto Shinkai i Kurosawy. Uśmiechałem się po nim przez tydzień
Życzę powodzenia w pisaniu tej i kolejnych recenzji, no i oczywiście zawitam tu jeszcze i jak mi coś nie będzie pasowało to będę marudził. Ale obiecuję być bardziej konkretnym

filippiarz - 5.09.2006 18:24
Bez tematu
Nowa wersja się mi podobać
Bardzo się cieszę, że zwróciłeś uwagę na ten szkolny mundurek, symbolika jest tu teoretycznie oczywista, ale gdzieś wyczytałem opinię, że jest to błąd techniczny ze strony twórcy filmu :P
Bardzo ładna i obiektywna jest teraz ta recenzja, z paroma rzeczami oczywiście nie do końca się zgadzam, ale to już sprawa subiektywnych ocen... Zwrócę tylko uwagę, że teoretyczny rozdźwięk pomiędzy walkami mechów a historią miłosną jest dla mnie jednym z największych plusów tego filmu - widać cały bezsens tych walk, Mikako absolutnie nie ma do nich serca, myślami jest gdzie indziej i pomimo jej niewątpliwego talentu do walki, odcina się od niej, odcina się od wszystkiego - nawet od kontaktu z obcymi(?). Jej całym światem i życiem jest Noboru... Dodatkowo sekwencje walk są zestawione z prawie statycznymi obrazami życia Noboru - stylizacja jest tu oczywista - oksymoron obrazów stwarza tu dodatkowe napięcie, którego zwykła historia miłosna byłaby pozbawiona. Jedynym problemem jest skuteczność tych zabiegów, nie na każdego podziałają, ale co tam - na mnie działają

filippiarz - 6.09.2006 4:23
Mi
A do mnie ten film wogóle nie trafil . To , że wszycy się nad nim rozpuszczja nie znaczy że każdemu musi się podobać, a jeżeli chodzi o ukazanie milości to jest mocny przesadzone i nasuwa mi sie tu jedno slowo "egzaltacja".

Odp: Mi
Obejrzałem ta ova'ke ponownie i cokolwiek by koledzy z redakcji nie powiedzieli nadal mi się bardzo podoba. Nie znam wielu dzieł w które w tak dobry sposób zostały przedstawione uczucia rozłąki/samotności. Voices of a Distant Star pozostawiło u mnie niezapomniane wrażenie i mimo swojej prostoty wywołało uczycie melancholi i pobudziło do rozmyślen. Co prawda mozna ja rozłozyc na czesci i zanalizowac jak program komputerowy ale straci się z pola widzienia obraz całości i przeslanie or co najważniejsz klimat.
Piotr-san - 17.12.2006 2:54
Piękne i tyle;)
Film pod względem technicznym nie jest ideałem

Jednak, co by nie mówić bardzo mi się podobał. Po prostu lubię poetyckie historie. Nie obchodzi mnie, iż w dziele jest trochę wad. Zwyczajnie lubię się czasem "rozpłynąć" a artystyczne dzieła Shinkai idealnie się do tego nadają

Mają swój specyficzny styl, który mi się podoba. To tylko moje zdanie i można się teraz nad nim pastwić

Pzdrawiam
