Odp: Boszszsz...
Oj, kontrowersyjny jestem! :P
Pottero napisał(a): Czym są kategorie właściwe dla „Dragon Balla”?
"Fabuła", "Bohaterowie", "Obraz", "Dźwięk" - żaden szanujący się portal o filmach nie ma takich kategorii. Bardziej do gier to pasuje... Albo do anime opartych na fabule, bohaterach, grafice i dźwięku. W "Hoshi no Koe" żadna z tych kategorii nie ma znaczenia, bo ten film powstał dla
sposobu opowiedzenia pewnej historii.
Co do recenzji: jej autor zbył cały sens i treść filmu stwierdzeniem "prosta historyjka, której brak oryginalności", a dalej skupił się na bliższych mu zapewne sprawach: wyglądzie krwi, mechach, oryginalności zagadnienia dylatacji czasu (wyeksploatowanego przez SF już w latach 60 poprzedniego wieku), czy "fajności" wyglądu obcych...
Tymczasem, ten film jest jak poezja, a recenzent podszedł do niego jak do Hip-Hopu i napisał, że "słabe rymy". A dlaczego poezja i artystyczne kino? Bo za pomocą standardowych rekwizytów (mechy, obcy) autor opowiedział o czymś zupełnie innym niż to, co widać na ekranie. Nie każcie mi tego tłumaczyć, to trzeba poczuć...
Nie jestem Otaku, jestem kinomaniakiem i nie mówię o Polsce i anime, tylko o całej kinematografii. Faktycznie, na świecie anime to nie tylko pokemony, ale mimo wszystko raczej nie jest traktowane zbyt poważnie... Nie przypominam sobie animków (oprócz Studia Ghibli i GITS2) na żadnym większym festiwalu filmowym, sporym wydarzeniem jest to, że "Paprika" (reż. Satoshi Kon) wystartowała w najnowszym konkursie o Lwy w Wenecji...
Na razie chyba jedynie Studio Ghibli jest ogólnie znane na świecie, ale mimo, że tworzy filmy bardzo dobre, to ich zbliżony do kina familijnego styl średnio je nobilituje... Natomiast Makoto Shinkai to zupełnie inna historia - młody, wyjątkowo uzdolniony, nie jest szefem wielkiej wytwórni (Europa nie lubi wielkich wytwórni), a jego filmy rozgrywają się na innej płaszczyźnie niż tradycyjny tandem fabuła -bohaterowie. A to Europa bardzo lubi...
Piszę o kinie europejskim (Amerykę pomińmy milczeniem, bo dla niej kino zagraniczne właściwie nie istnieje) bo najbardziej lubię właśnie kino europejskie i w miarę kojarzę co cenią sobie europejscy krytycy (w Europie rządzą krytycy) - Makoto Shinkai ma "to coś" i dlatego jest szansą i ma szansę....
filippiarz - 4.09.2006 5:35