Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Jak to szło? Ustawić fotel, oparcie, kierownicę, lusterka... Wcisnąć sprzęgło, zwolnić ręczny, wrzucić wsteczny, powoli puścić sprzęgło, dodać gazu... No, nareszcie! Jedziemy, panie i panowie! Ale nie będzie to zwykła przejażdżka! Jeśli nie macie samochodu z NOS-em (podtlenek azotu) i jeździcie tak, jak to opisałem przed chwilą, możecie od razu darować sobie jazdę, bo nic tutaj nie zdziałacie. Zapraszam was do świata wyścigów „Initial D”!

„Initial D” to anime powstałe dla specyficznej grupy odbiorców. Nie chodzi jednak o miłośników pokojówek, osoby śliniące się obserwując nierządne czyny z małymi dziewczynkami lub chłopcami, a o środowisko zainteresowane wyścigami samochodowymi i tuningiem samochodów. Zaryzykuję stwierdzenie, że „Initial D” to odpowiednik takich na przykład „Szybkich i wściekłych”, tyle że starszy i – jakby nie patrzeć – trochę lepszy fabularnie. Ponieważ „Szybcy i wściekli” są dobrze znani w kraju nad Wisłą, do nich będę się odnosił recenzując to anime, jako że innego tytułu z podobnego gatunku nie znam.

Takumi Fujiwara i Itsuki Takeuchi są uczniami japońskiego liceum. Akurat zaczynają się wakacje, które spędzą pracując od rana do wieczora na stacji benzynowej. Itsuki snuje plany o kupnie samochodu – marzy mu się przede wszystkim „stara, ale jara” toyota trueno, czym bez przerwy nęka Takumiego. Samochód jednak, jakikolwiek, pozostaje w sferze jego marzeń: nawet pracując przez całe wakacje nie uzbiera wystarczająco dużo pieniędzy na jego zakup. Takumi zdaje się zupełnie nie przejmować utyskiwaniami Itsukiego, nie bardzo rozumiejąc, o co mu chodzi i dlaczego z powodu samochodu robi tyle hałasu. Mimo to w nocy chłopak zamienia się w mistrza szos – codziennie o czwartej rano przemierza drogi góry Akina, dostarczając tofu ze sklepu swojego ojca do hotelu. To ojciec, dawny mistrz kierownicy, wszystkiego go nauczył, to on daje mu swoją toyotę, którą Takumi pędzi po szosach Akiny. Gdy któregoś dnia w okolicy pojawia się zespół rajdowców Redsuns, wyzywa lokalną ekipę na pojedynek. Wicelider Redsuns, Keisuke Takahashi, pewnej nocy zostaje pokonany przez truena, którego kierowca wykonuje niezwykły drift (upraszczając: kontrolowany poślizg). Lider lokalnej ekipy Speed Stars, Kōichiro Iketani, ulega wypadkowi i nie może uczestniczyć w wyścigu. Po okolicy rozchodzi się plotka, że Keisuke i jego tuningowana mazda zostali pokonani przez starą toyotę. Iketani i Keisuke chcą odnaleźć właściciela toyoty – Iketani, aby namówić go do reprezentowania Speed Stars w wyścigu przeciwko Redsuns, Keisuke, aby się zemścić. Ów wyścig będzie jednak dopiero początkiem emocjonujących wydarzeń, jakie rozegrają się na górskich szosach...

Graficznie serial prezentuje się nienajlepiej. Tym, co już na samym początku zniechęca widza, to brzydkie projekty postaci oraz sztuczne i okropne renderingi. W znanych u nas produkcjach samochodowych (głównie amerykańskich), samochodami zajmują się przystojniacy à la Vin Diesel czy Paul Walker, a towarzyszą im piękne dziewczyny. Dzięki temu, że obsada aktorska jest niezwykle atrakcyjna, owe służące czystej rozrywce produkcje przyciągają nie tylko mężczyzn, ale i kobiety. Tutaj jednak „ciasteczek” i „laseczek” nie zobaczymy, ponieważ bohaterowie wyglądają raczej jak – nie obrażając jego osoby – świętej pamięci aktor Walter Matthau. Jeżeli miałbym porównać do czegoś chara design, najbliżej byłoby chyba do „Shin-chana”, chociaż nie jest to porównanie idealne. Projekty postaci zostały, niestety, całkowicie sfuszerowane.
Innym poważnym mankamentem są renderingi samochodów. Produkcja ta ma już swoje lata, a technologie bez przerwy się rozwijają. Przypuszczam jednak, że nawet w 1998 roku, kiedy to „Initial D” debiutowało, nie stało pod tym względem na wysokim poziomie. Renderingi są sztuczne i wręcz rażą, mogąc na jakiś czas – lub trwale – zniechęcić widza do dalszego oglądania. Brzydko prezentują się nie tylko samochody, ale także ich animacje. Trudno jest to opisać, trzeba samemu zobaczyć. Co ciekawe, renderowane samochody oglądać możemy głównie w czasie wyścigów, co miało zapewne podnieść ich jakość. Poza wyścigami pojazdy zazwyczaj animowane są w tradycyjny sposób. Niestety, ani renderingi samochodów, ani standardowa animacja nie są zadowalające.
Co można jeszcze zaliczyć na minus, jeśli chodzi o stronę techniczną? Może widzów, którzy obserwują wyścigi zza ochronnych barierek, którzy to, jak i inne elementy w czasie wyścigu, wyglądają niczym bitmapy w starszych grach samochodowych – płaskie i nieruchome.
Karoserie samochodów wyglądają jednolicie, czasami trudno odróżnić, gdzie kończy się jakiś jej element, a zaczyna drugi. Samochody w tych scenach to wygładzone modele. Omawiane anime powstało głównie po to, by pokazywać w nim samochody – niestety, ten istotny element nie zadowala graficznie.

Dziwna jest tutaj muzyka, przez niektórych nazywana „japońskim disco polo”. Nie wiem, czy jest to do końca trafne porównanie, ale miejscami można się z tą opinią zgodzić. Opening i ending to dla mnie coś w rodzaju połączenia rocku i popu z lat 80., fachowo określanego mianem eurobeatu. Taki rodzaj muzyki często towarzyszy też wyścigom. Poza tym pojawiają się utwory w stylu techno lat 90. oraz kompozycje mogące przywodzić na myśl... Abbę. Powtarzającym się motywem muzycznym jest też fragment kompozycji „Toccata und Fuge d-Moll BWV 565” Bacha, towarzyszący przede wszystkim momentom, w których pojawia się czarny samochód Nakazata z Kinght Kids. Muzyka ta wykorzystana była między innymi w „Ojcu chrzestnym” oraz „Doktorze Jekyllu i mister Hydzie” z 1931 roku, więc sprawa jest dość komiczna, gdy na ekranie pojawia się czarny samochód w jej akompaniamencie. Oprócz tego wszystkiego pojawiają się też inne kompozycje, ale raczej nie zwraca się na nie uwagi i nie zapadają w pamięć. Muszę powiedzieć, że strona dźwiękowa dobrze uzupełnia całość, choć nie jestem do końca przekonany do takiej muzyki i na pewno nie chciałbym jej słuchać poza tym anime.
Spodobało mi się za to udźwiękowienie: ryk samochodów, pisk opon – ładne efekty, ich nie mogę się przyczepić. Nie jestem maniakiem samochodowym, więc trudno mi powiedzieć, czy ryk silnika samochodu Takumiego to naprawdę odgłos toyoty trueno, jednak dla motoryzacyjnego laika powinno być to zadowalające.

Postaci zawodzą nie tylko graficznie, ale i jako osobowości. Jest tu kilku stałych bohaterów, później pojawiają się kolejni śmiałkowie chcący zmierzyć się z Takumim. Najczęściej zostają oni po wyścigu w mieście, aby obserwować rozwój wydarzeń. Mimo dużej ilości postaci, są one mało ciekawe – w głowach im głównie samochody. Jednymi z bohaterów myślącymi o czymś innym jest kilka dziewczyn, między innymi Mogi podkochująca się w Takumim. Sam Takumi na początku jest osobą, która nie wie czego chce i aby mieć święty spokój podporządkowuje się innym – ojciec każe mu rozwozić tofu, więc robi to, ale bez większego przekonania. Dopiero później jazda samochodem zaczyna mu się podobać, ale mimo to nadal pozostaje mało wyrazistą postacią...

Fabuła skupia się prawie w całości na samochodach – dominują oczywiście wyścigi samochodowe. Poza tym pojawia się wątek miłosny – kilka postaci się zakochuje, ale jest to bardzo miałkie i przewidywalne. Tym, co niektórym może się nie spodobać, jest zbytnia rozwlekłość twórców, typowa dla niektórych produkcji. W takim na przykład „Dragon Ballu” jeden pojedynek mógł trwać przez kilka odcinków; przypomnijmy sobie chociażby, ile czasu Son Gokū na początku serii „Z” walczył z Saiyanami! Tutaj mamy podobną sytuację – dajmy na to, przez dwa odcinki trwają przymiarki do wyścigu, dwa kolejne to sam wyścig... Sytuacja ciągle się powtarza: ktoś wyzywa Takumiego, wyzywający przegrywa, po czym pojawia się kolejny przeciwnik.

Mimo tych licznych wad, „Initial D” potrafiło mnie zainteresować. Sam nie umiem dokładnie powiedzieć, co jest tego przyczyną – samochodami zbytnio się nie interesuję, produkcje tego typu lubię sobie pooglądać dla czystej rozrywki, ale przeważnie wystawiam im niskie noty... Wyścigi w tym anime są bez polotu, ogląda się je bez większych emocji. Coś jednak sprawia, że z chęcią chcę obejrzeć kolejny odcinek, chociaż i tak wiem, że Takumi znów wygra, a później pojawi się kolejny rywal...

Sądzę, że wart wspomnienia jest fakt, iż wchodzenie w zakręt i drifting z prędkością ponad stu dwudziestu kilometrów na godzinę to samobójstwo dla zwykłego użytkownika samochodu. Także dla profesjonalistów jest to niezwykle niebezpieczne, dlatego nikt nigdy nie powinien próbować powtarzać tricków i akcji, które przedstawiono w tym anime. Tutaj twórcy zadbali o swego rodzaju humanitaryzm – rajdowcy upewniają się, czy na trasie ich wyścigu nie pojawiło się żadne auto, gapie nie zostają potrącani, a nawet największy dupek w wypadku samochodowym nie odnosi żadnych obrażeń, tylko mądrzeje... W prawdziwym życiu nie wszystko jednak jest takie łatwe, a skutki szaleńczej jazdy mogą okazać się naprawdę tragiczne.

Anime to ma mnóstwo wad, ale mimo wszystko przyciągnęło mnie i zaciekawiło. Jeżeli szukasz dobrej fabuły i szybkiej akcji, raczej odradzam, bo srodze się zawiedziesz. Odradzam także osobom lubiącym ładne technicznie seriale, ponieważ ten stanowi istny koszmar. Jeżeli chcesz czuć prawdziwe emocje związane ze ściganiem się samochodem, radzę zagrać w „Need for Speed: Underground” lub inną potrafiącą nieźle wkręcić grę. Jeśli kręcą Cię takie rzeczy, możesz spróbować, ponieważ środowiska związane z nielegalnymi wyścigami samochodowymi i tunerskie cenią sobie to anime.

Przypuszczam, że fani samochodów ocenią to anime wyżej, ale pewnie nie zabraknie też osób, które wystawią mu niższą ocenę. Mimo to serial dobrze się sprzedał, a o jego powodzeniu świadczyć mogą chociażby kontynuacja, film aktorski i kinowy, OAV czy gry komputerowe na jego podstawie.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Ile Ziemia ma księżyców?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn