„I’’s Pure” to kolejna próba przeniesienia mangi „I’’s” Masakazu Katsury na ekran. Pierwsze OAV, „I’’s: Kolejna wakacyjna opowieść” z 2002 roku, przez fanów komiksu przyjęte zostało dość chłodno, wielu nie szczędziło nagan i ostrych słów pod jego adresem. Wśród osób nie zainteresowanych mangą owa ekranizacja nie wzbudziła większego zainteresowania, oceniona została raczej średnio. W 2005 roku premierę miało kolejne OAV na podstawie komiksu. Zdecydowanie bardziej udane niż poprzednik, jednak nadal pozostawiające niedosyt u fanów.
Akcja rozpoczyna się w wigilijny wieczór – wiadomo, to czas cudów. Ichitaka Seto i Yasuo Teratani przechadzają się po zatłoczonym centrum Tokio w oczekiwaniu na Iori i ich znajomą, z którymi spędzą Wigilię. Tego wieczoru Ichitaka chce wyrzucić z siebie od dawna skrywane przed Iori uczucia i wyznać, że ją kocha. Nim się jednak spotkają, wraz z Teratanim wspominają historię owej cichej miłości do Iori – od samego jej początku, kiedy to podkochujący się w dziewczynie Seto wraz z nią miał przygotować przedstawienie z okazji przyjęcia w ich szkole pierwszoroczniaków.
Fabuła podzielona została na dwie części. Pierwsza, rzeczywista, rozgrywa się właśnie w ów wigilijny wieczór oraz po nim. Druga to wspomnienia z przeszłości, dominujące przez pierwsze cztery odcinki. Zarówno ta szczególna noc, jak i minione wydarzenia miały miejsce w mandze, zostały one jednak podzielone tak, aby dobrze komponowały się jako film. Można było oczywiście przedstawić je tak, jak pokazano w mandze, ale biorąc pod uwagę ograniczoną ilość odcinków i czas ich trwania, to rozwiązanie wydaje się być bardziej trafne. Pod koniec piątego odcinka sposób opowiadania się zmienia – od tego momentu będziemy oglądać głównie wydarzenia bieżące.
Z racji ograniczonego czasu wyjęto tylko ważniejsze wątki z mangi, w efekcie czego niektórym osobom – nie znającym komiksu – fabuła może wydać się dość chaotyczna, a pewne wydarzenia mogą rozgrywać się dla nich zbyt szybko, bez żadnego wytłumaczenia. Taki zabieg sprawił, że ogólnie „I’’s Pure” przedstawia się trochę jak kolejny ckliwy romans o nastolatkach, mało oryginalny i z obowiązkowym happy endem.
Bohaterowie... Nie ukrywam, że ci mangowi byli zdecydowanie lepsi. Katsura bardzo wiele miejsca i uwagi poświęcił temu, aby pokazać ich emocje i targające nimi uczucia; stworzył mnóstwo scen mających obrazować rodzące się pomiędzy nimi pozytywne lub negatywne relacje, przekraczanie pewnych barier itd. W mandze przedstawiono życie nastolatków ze wszystkimi ich problemami, fantazjami itd. Może i było to nieco przerysowane, ale bliskie rzeczywistości, czytelnik często mógł utożsamiać się z bohaterem. W anime nacisk położono na wątek miłosny, czyniąc z niego typową opowieść o miłości. Zdecydowano się na usunięcie niektórych scen, moim zdaniem niepotrzebnie – usunięto takie momenty, w których wyraźnie rysowały się uczucia głównych bohaterów. Tutaj, poprzez zrezygnowanie z owych scen, widz nieobeznany z mangą może mieć wrażenie, że zachowania bohaterów są nie do końca zrozumiałe. Ogólnie jednak rzecz ujmując, bohaterowie są w miarę bliscy mangowym pierwowzorom. Oczywiście brakuje im do swoich papierowych odpowiedników, ale można ich polubić i zaciekawić się losami, w przeciwieństwie do tego, co pokazano w „Kolejnej wakacyjnej opowieści”. Mimo to nie są one najlepiej poprowadzone, dlatego większości widzów pewnie nie do końca się spodobają, moim zdaniem całkiem słusznie – w ogólnym rozrachunku są mało wyraziste i trochę zagubione, znacznie spłycone względem mangowych pierwowzorów.
Twórcy, starając się być wierni mandze, wprowadzili najważniejsze mangowe postaci – Ichitakę, Iori i Itsuki. Niestety, anime opowiedziane zostało tak, że Itsuki wydaje się w nim jedynie zbędnym dodatkiem – pojawia się na chwilę i znika, pozostawiając w głowie Ichitaki zupełnie niezrozumiały dla oglądającego zamęt. Gdybym wcześniej nie przeczytał komiksu, zupełnie nie zrozumiałbym zachowań głównego bohatera.
Grafika jest ładna, ale dość przeciętna. Najczęściej wszystko utrzymane jest w jasnych kolorach, jednak nie aż tak jak w pierwszym OAV. Animacje, tła i scenografie są ładne i poprawne, ale mogą pozostawiać co nieco do życzenia – przeważnie są skromne i surowe, pasują raczej do serialu telewizyjnego, niż do serii OAV. Projekty postaci wyraźnie bazują na postaciach z mangi, więc nie mamy tutaj takich dziecinnych twarzy jak w „Kolejnej wakacyjnej opowieści”. Mimo to nadal mam pewne zastrzeżenia co do Iori – w mandze była ona zdecydowanie ładniejsza i lepiej narysowana. Dodatkowym smaczkiem dla fanów komiksu mogą być sceny, w których wykorzystano pokolorowane obrazki z mangi. Słabą stroną „I’’s Pure” jest dość ubogi i nieciekawy opening – białowłose postaci rozebranych do połowy dziewcząt na białym tle...
Strona dźwiękowa również prezentuje się przyzwoicie, ale bez większych rewelacji. Muzyka w openingu i endingu to typowy j-pop – kompozycje ładnie brzmią i ogólnie pasują do serii, jednak poza nią raczej bym się nimi nie zainteresował. Jako tło wydarzeń służy kilka powtarzających się motywów, granych m.in. na skrzypcach, gitarze czy fortepianie, oraz nucący coś kobiecy głos.
Manga, stanowiąca coś w rodzaju ilustrowanego pamiętnika nastolatka, zawierała wiele elementów ecchi – tu czyjeś majteczki, tu naga panienka, tu któraś pokaże się bez stanika... W anime elementy te zostały mocno ograniczone, przez co całość wydaje się być ugrzeczniona. Dla miłośników tych ecchi momentów twórcy stworzyli jednak „Dziennik fantazji Ichitaki”, stanowiący coś na wzór scen usuniętych. Każdemu odcinkowi towarzyszy półtoraminutowy filmik, przedstawiający jakieś erotyczne marzenie lub doświadczenie głównego bohatera.
„I’’s Pure” jest zdecydowanie bardziej udaną ekranizacją mangi. Twórcy nie zdecydowali się na opowiedzenie alternatywnej historii, ale na w miarę dokładną ekranizację. Co prawda poczynili oni zmiany, aby ciekawiej ułożyć i przedstawić wydarzenia w wersji filmowej, niepotrzebnie zrezygnowali z niektórych scen, ale nadal jest to to samo „I’’s”, co papierowy pierwowzór. Miłośnicy mangi powinni być w miarę zadowoleni, ponieważ otrzymali w końcu przyzwoity produkt na jej podstawie, ale wielu na pewno będzie odczuwało spory niedosyt. Nie ma tu tego mangowego klimatu, postaci zostały zubożone, ale po sześciu półgodzinnych odcinkach nie można znów oczekiwać zbyt wiele – cała manga to raczej materiał na co najmniej trzynastoodcinkowy serial, niż kilka odcinków OAV. Mimo iż nie jest do „I’’s” do końca pure, fanom mangi polecam jako ciekawostkę. Poza tym może zainteresują się tym miłośnicy romansów, ale uprzedzam, że jest to bardzo średni romans.