„I’’s: Kolejna wakacyjna opowieść” to pierwsze OAV na podstawie mangi autorstwa Masakazu Katsury. Nie ukrywam, że mangę tę zaliczam do swoich ulubionych, dlatego dość osobiście podszedłem do obu jej ekranizacji. Wersję, o której teraz piszę, z mangą łączą jedynie główni bohaterowie, ponieważ w warstwie fabularnej mamy do czynienia z czymś, co możemy uznać chyba za opowieść alternatywną.
Ichitaka Seto i Iori Yoshizuki chodzą do tej samej klasy. Ichitaka jest w Iori nieszczęśliwie zakochany; pragnie, aby dziewczyna o tym wiedziała, ale nie potrafi zdobyć się na to, aby szczerze jej to wyznać. Robi podchody, jednak nie udaje mu się zdobyć na tych kilka słów. Trwają akurat letnie wakacje, a Iori – robiąca karierę modelki – ma sesję zdjęciową w plenerze. Zrządzeniem losu w pobliżu jej planu zdjęciowego znajdują się też Ichitaka oraz Itsuki i Yūsuke (w mandze nie występował) – przyjaciele Ichitaki z dawnych lat. Dziećmi będąc obiecali sobie, że spotkają się w tym miejscu za dziesięć lat... Dziś w tym spokojnym miejscu nad jeziorem otoczonym przez las wydarzą się dramatyczne i romantyczne wydarzenia...
Fabuła nie jest najmocniejszą stroną omawianego anime. Jest bardzo naiwna i mocno przewidywalna, a co najgorsze, niczym ciekawym nie potrafi widza zaskoczyć. Oglądałem tę wersję „I’’s” dwa razy, za każdym jednak nie do końca umiałem się w tym odnaleźć: czy Iori i Ichitaka są ze sobą, czy nie? W jakim stopniu ich znajomość i uczucie są już zaawansowane? Trudno znaleźć na to tak jednoznaczną odpowiedź, bo fabuła jest trochę chaotyczna – czasem wygląda na to, że są już dobrymi przyjaciółmi i mają ze sobą świetny kontakt, za chwilę mamy wrażenie, że prawie w ogóle się nie znają.
Jednak tym, co najbardziej nie spodobało mi się w fabule, jest owa jej przewidywalność, o której wspomniałem wcześniej. Manga potrafiła wciągnąć widza tak, że po prostu chciał wiedzieć, co jest dalej. Katsura umiał rozplanować wszystko tak, aby zaskoczyć widza, a później wgnieść go w ziemię czymś jeszcze ciekawszym. Odpowiednio dzielił i przedstawiał materiał, kończąc tomy w momencie, gdy czytelnik chciał natychmiast wiedzieć, co się wydarzy dalej. Byłem naprawdę zdumiony tym, że manga o miłości może być tak dobra i wciągająca. Tutaj wszystko jest monotonne, nieciekawe; z większą lub mniejszą dokładnością mogę powiedzieć, co zdarzy się za chwilę i jakie będzie zakończenie. To smutne, że z wciągającej mangi zrobiono tak apatyczny film, jednak – jak to się mówi – dla chcącego nic trudnego.
Trudno jest ocenić „Kolejną wakacyjną opowieść” w niektórych kategoriach, przede wszystkim tempa akcji. Cała fabuła zawarta została w około godzinie czasu, więc wydarzenia następują w miarę szybko. Z drugiej jednak strony akcja wlecze się niemiłosiernie, autorzy serwują nam jakieś wstawki z przeszłości (w drugim odcinku także obszerne przypomnienia tego, co było w pierwszym!), zupełnie niepotrzebnie – powinni od razu przejść do sedna sprawy lub lepiej zagospodarować czas.
Strona techniczna jest trochę bardziej zadowalająca, ale niczym szczególnym się nie wyróżnia; nie wykracza poza zwykłą przeciętność. Scenografie są średnie – nie odrzucają, ale nie ma też na czym zawiesić oka, bo jakoś specjalnie się na nie nie zwraca uwagi. Animacje to już inna sprawa, bo te czasem naprawdę mogą razić. Mnie w pamięć zapadł szczególnie samolot oraz bieg Iori nad hotelowym basenem. Takich momentów było więcej, jednak nie ma sensu ich wymieniać, ponieważ nie o to tutaj chodzi.
Chara design również został położony. Bohaterowie są uczniami liceum, jednak ich wygląd przywodzi na myśl szkołę podstawową. Podobnie sprawa ma się z ich charakterami i osobowościami: motywy działań często są niejasne, niejednokrotnie wręcz śmieszne. Najbardziej widać to na Ichitace, który właściwie nie wie, czego tak naprawdę chce. Poza tym ich twarze są najzwyczajniej w świecie brzydkie (tutaj prym wiedzie Iori).
Jeśli już mowa była o dzieciach dzieciach... Także głosy bohaterów zostały bardzo nieszczęśliwie dobrane, jeszcze bardziej potęgując wrażenie, że ogląda się uczniów szkoły podstawowej. Porównać mógłbym to z emitowanymi na Jetiksie „Odlotowymi agentkami” czy „WITCH”, w których to głosy podkładają zupełnie nieodpowiednie osoby – brzmią za staro dla postaci, albo za młodo, lub z dubbingowanym na język polski „Harrym Potterem”.
Będąc przy dźwięku, nie można zapomnieć o muzyce. Podobnie jak seiyū, jest nie na miejscu, nie pasując do scen, które obrazuje. Można mieć wrażenie, że muzyka została wkomponowana do obrazu na wyrywki, bez sprawdzania, czy pasuje, jakoś komponuje się z całością.
Całość utrzymana została w ciepłych, jasnych kolorach, co jeszcze bardziej podkreśliło „dziecięcość” tego anime.
„I’’s: Kolejna wakacyjna opowieść” to zmarnowany potencjał – z mangi Katsury można było zrobić naprawdę dobre anime, jednak zaprzepaszczono to. Zupełnie niepotrzebnie zdecydowano się na opowieść alternatywną. Zatracono przy tym wszystkim mangowy klimat, zepsuto postaci, całość odarto z emocji, w wyniku czego otrzymujemy nudną opowiastkę miłosną bez doraźnej grupy odbiorców. Jeśli nie czytałeś mangi, odradzam oglądanie tego anime, bo możesz się zrazić do komiksu, który – moim zdaniem – warto znać. Jeśli mangę przeczytałeś albo nie masz zamiaru jej czytać i zastanawiasz się, czy warto sięgnąć po to anime, mówię: nie warto, szkoda tej godziny. Jeśli koniecznie chcesz zobaczyć „I’’s”, lepiej sięgnąć po drugie OAV z 2005 roku („I’’s Pure”) – jest ono w miarę dokładną adaptacją mangi, ciekawszą i lepszą technicznie, ale to już temat na osobną recenzję. Jeśli miałbym krótko podsumować wersję, której recenzję czytasz, użyłbym jej (wersji) podtytułu: kolejna wakacyjna opowieść. To już było, podane w lepszej i bardziej zjadliwej formie.