„Monster” jest jednym z niewielu anime o tak rozbudowanej, wielowątkowej fabule i takim ogromie różnorodnych postaci w nim występujących. Autor mangi, na podstawie której serial nakręcono, wyszedł poza dosyć ograniczone ramy japońskiego komiksu i stworzył historię dorównującą niemal rozmachem bestsellerom pisarzy specjalizujących się w powieściach sensacyjnych. Co prawda autor „Monstera” nie do końca był w stanie swój ambitny plan udźwignąć, jednak faktem jest, że w ciągu ostatnich lat, przemysł seriali animowanych w Japonii i na świecie nie wyprodukował równie ciekawego i tak rozbudowanego thrillera, z klimatem, którego nie powstydziliby się uznani reżyserzy kina aktorskiego, kręcący filmy w tym gatunku.
Kimże jest więc autor tego słynnego już na świecie komiksu? Naoki Urasawa urodził się w 1960. roku w Osace. Mangę zaczął rysować w liceum. Studiował ekonomię na uniwersytecie w Meisei, ale kariery mangaki nie zaniechał i w 1982 roku otrzymał nagrodę dla nowych talentów od wydawnictwa Shogakukan. Profesjonalną karierę mangaki rozpoczął rok później, komiksem zatytułowanym „Beta!”. Do dziś wydał sporo tytułów. Najbardziej znanymi, obok „Monstera” są „Yawara!” oraz „Master Keaton”. Każdy z nich doczekał się animowanej adaptacji. Autor był wielokrotnie nagradzany w Japonii, ale dopiero „Monsterem” otworzył sobie drogę na zachód, gdzie do tej pory ledwie go zauważano. Tytuł ten narodził się na kartach magazynu „Big Comic Original”, gdzie ukazywał się w latach 1994-2002. Wersja samodzielna mangi została zawarta w osiemnastu tomach i w końcu doszło do realizacji serialu animowanego, którego emisję rozpoczęto w kwietniu 2004 roku.
Tak duża popularność tytułu, który został przetłumaczony na co najmniej 5 języków (Newline Cinema kręci obecnie film aktorski na jego podstawie), wiąże się zapewne z tym, że autor umieścił jego akcję w Europie, a historię opisał w sposób zachodni. Nie zawiera żadnych niuansów zrozumiałych wyłącznie w Kraju Kwitnącej Wiśni, a na Japonię i jej mieszkańców spogląda się tu z naszej perspektywy, co momentami zakrawa na autoironię. Autor przenosi nas do Niemiec, zaraz przed runięciem Berlińskiego Muru, co bynajmniej nie oznacza, że zabiera się tu za szpiegów i zimną wojnę – tematy już dawno wyeksploatowane w literaturze i filmie. Tamten czas i rejon sprzyjał jednak wizji jego potwora, a szczególnie podłoża jego szaleństwa, ale bez mieszania do tego polityki czy super-szpiegów.
Rzecz dzieje się w Düsseldorfie, gdzie młody, bardzo zdolny neurochirurg z Japonii rozpoczyna karierę. Kenzou Tenma ma dobrą posadę, piękną narzeczoną, i wspaniałe horyzonty, ale jest idealistą, wierzącym, iż kolejność ratowania życia nie powinna zależeć od pozycji czy pochodzenia pacjenta. Dyrekcja szpitala, w którym pracuje, ma jednak poglądy zgoła odmienne i nasz chirurg, jako specjalista kierowany jest w pierwszej kolejności do „ważniejszych” pacjentów. Pewnej nocy ma miejsce tragedia. W napadzie na rodzinę uciekinierów z bloku wschodniego giną rodzice, a ich dzieci – jedno postrzelone w głowę, drugie w ciężkim szoku – trafiają do szpitala. Postrzał jest bardzo poważny, kula utkwiła w trudnym do zoperowania miejscu. Jednak Tenma wierząc w swe zdolności, podejmuje się operacji, wbrew decyzji dyrekcji, która nagle wyznacza mu „ważniejszy” zabieg.
Operacja chłopca się udaje, ale Tenma zostaje zdegradowany do roli regularnego lekarza. Odwracają się od niego wszyscy, nawet narzeczona. I wtedy wydarzają się trzy morderstwa. Otruty zostaje dyrektor szpitala wraz z dwoma ważniejszymi lekarzami. Byli to ludzie, którzy stanęli na drodze dalszej kariery neurochirurga. Tej samej nocy w tajemniczych okolicznościach znikają dzieci. Podejrzenia o morderstwa spadają na Tenmę, ale z braku dowodów zostaje oczyszczony z zarzutów. Pewien uparty detektyw z wydziału specjalnego policji nie daje się jednak przekonać i postanawia zaczekać na nieostrożny ruch lekarza.
Do sprawy powraca jednak dopiero 8 lat później, kiedy w szpitalu, w którym Tenma zajmuje stanowisko ordynatora oddziału chirurgii, wydarza się morderstwo przeprowadzone w identyczny sposób. Tym razem nasz bohater odkrywa kim jest morderca, nie ma jednak świadków i nikt nie chce mu uwierzyć. Musi uciekać przed policją i upartym detektywem. Postanawia na własną rękę odkryć przeszłość psychopaty i powstrzymać go za wszelką cenę...
Z powyższego wprowadzenia i samego serialu możemy wywnioskować, że mamy tu do czynienia z klasycznym thrillerem, napisanym przez autora, od dawno siedzącego w tym gatunku. Zaskakujące jest jednak to, że Urasawa tworzy mangi w bardzo szerokiej gamie gatunków i w każdym czuje się pewnie. Tym większy należy mu się więc podziw, że „Monsterem” wkroczył w nowy rejon i od razu stworzył coś wyjątkowego, aczkolwiek brak doświadczenia na tym polu spowodował, iż tytułowi temu do uznania dziełem wybitnym troszeczkę brakuje.
Zacznijmy od fabuły, która składa z wielu wątków, przeplatających się ze sobą wielokrotnie. Każdy jest dobrze opracowany i przemyślany. Autor nie ogranicza się do jednego miasta i kraju, mamy np. spory wątek w dawnej Czechosłowacji. Budując wizerunek potwora, wykorzystuje wątek eksperymentów na dzieciach we wschodnioniemieckich sierocińcach. Fabułę urozmaica motywem grup profaszystowskich, chcących postawić kolejnego Hitlera na czele Niemiec, byłymi agentami czechosłowackich służb specjalnych, którzy posługują się dawnymi metodami w nowej rzeczywistości, czy mrocznymi sprawkami zorganizowanego światka przestępczego. Jednak jest to tylko tło do pokazania ciemnych zakamarków ludzkiego umysłu. Autor opowiada także dużo o zwyczajnych ludziach i ich zwykłych sprawach, znajdziemy więc epizody nic nie wnoszące do wątku głównego. Mimo wszystko nie ma tu miejsca na nudę, autor wie jak zatrzymać widza przy swoim komiksie i w odpowiednich momentach wprowadza nowe, ciekawe i przemyślane wątki oraz przedstawia sensownie opisane postacie. Opowieść jest bardzo mroczna, momentami klimat ten wylewa się wręcz z ekranu. Wiele fragmentów obserwujemy w sporym napięciu, czasem trafi się dynamiczna akcja. Na sam koniec autor funduje nam świetny wątek z miasteczkiem grozy, który sam w sobie, mógłby być tematem na oddzielny film.
Urasawa nie stworzył jednak scenariusza wybitnego. „Monster” jest do pewnego stopnia przewidywalny i nie zawiera pomysłów oryginalnych, powiedziałbym nawet, że pochodzą z kilku klasycznych powieści szpiegowskich i thrillerów. Los czasami za bardzo sprzyja fabule, w której, w punktach kulminacyjnych, wszyscy zainteresowani spotykają nagle w jednym miejscu. Na drodze naszego neurochirurga zbyt często pojawiają się osoby, którym mógłby udzielić pomocy jako lekarz i jak na moje oko jest zbyt dużym cudotwórcą. Cuda zdarzają się także i jemu, bez większych obrażeń przeżywa np. dwa solidne zderzenia z samochodem. Są też inne niewielkie dziury w scenariuszu. Poza tym, moim zdaniem autor zawarł w swym dziele zbyt wiele naiwnego moralizatorstwa, jednak z uwagi na fakt, iż jest to serial telewizyjny dla dosyć szerokiej widowni, można to twórcy darować. Zresztą wszystkie te wady nie są na tyle istotne, aby poważnie zaszkodzić temu anime.
Autor przedstawia nam bardzo wiele postaci o przeróżnych charakterach i osobowościach, zarówno ludzi zwyczajnych, jak i tych kompletnie wypaczonych. W obu przypadkach robi to bardzo starannie i z sensem. Prawie każda postać ma realistyczną osobowość, dylematy i postępuje zgodnie z logiką. Wiele z nich bardzo ewoluuje podczas całego serialu. Tenma z naiwnego idealisty stanie się człowiekiem obdartym z wszelkich złudzeń. Ratujący życie skalpel zamieni na broń, którą równie zręcznie nauczy się posługiwać. Jego narzeczona, Eva Haineman z egoistycznej snobki stanie się kimś zupełnie innym, przechodząc nie jedną metamorfozę. Nawet uparty detektyw Lunge, posiadający matematyczny umysł i twarz zakapiora Stasi, który poza obsesją na punkcie doktora, nie dostrzega świata zewnętrznego, ma pewną elastyczność. Niestety znów powraca sprawa zbytniej przewidywalności w zachowaniu i decyzjach jakie podejmują bohaterowie. Od czasu do czasu występują tu przerysowane zachowania, czy wyolbrzymione cechy charakteru, jednak wobec ogromu zalet serialu są to drobnostki.
Niczego natomiast nie można zarzucić technicznej i artystycznej stronie serialu. Dużą zaletą jest fakt wzięcia na tapetę skończonej mangi, co nie zdarza się często w przemyśle anime. Nie zastanie nas więc dziwne zakończenie w środku wątku głównego. Trzeba przyznać, że twórcy tej ekranizacji wiedzieli jakiego kalibru komiks adaptują i zadbali o każdy szczegół wykonania. Projekt postaci, tak jak zresztą w mandze, jest zbliżony do naturalnego, a każda twarz narysowana jest inaczej. Nie ma tu mowy o pomyleniu jakiejś postaci, których jest tu przecież mnóstwo. Animacja jak na serial TV jest ponadprzeciętna i co ważniejsze jej jakość nie spada w żadnym momencie. Nie żałowano także na scenografie i tła. Przez cały serial przewija się mnóstwo, dokładnie narysowanych krajobrazów, budynków oraz wnętrz. Mnogość i różnorodność scenografii zapiera momentami dech w piersiach. Jednym słowem kolejny duży plus dla Madhouse. Muzycznie postawiono na klimat i trzeba przyznać, że dzięki temu budowany jest tu wyjątkowy nastrój.
Na koniec trzeba powiedzieć, że mimo wymienionych przeze mnie wad, „Monster” jest jednym z najlepszych serialowych thrillerów, jakie widziałem i sądzę, że to się prędko nie zmieni. To na pewno jedno z najlepszych anime ostatnich lat i jako takie, nie powinno być ominięte przez tych, którzy lubią rozbudowane fabuły i ciekawych bohaterów.