Dalej uważam MONSTERA za arcydzieło
Podobno Agata Christie jest mistrzynią suspensu, ale w takim razie Urasawa jest mistrzem mistrzem ;) bo nie potrafię porównać jej książek do dzieł znakomitego mangaki. Podobnie jest z adaptacją mangi. Nie ma lepszego thrillera, po prostu nie ma. To co widziałem i słyszałem na długo pozostawi ślad w mojej pamięci. Wszystko jest tu prawie doskonałe, nawet muzyka, która wiele dodaje do klimatu, a opening i 2 endingi naprawdę pasują do tego tytułu. Anime to idealna ekranizacja mangi. Wzruszenie, podekscytowanie (tak tak andrenalinka się wyzwala przy anime co niezwykle rzadko się u mnie zdarza), złość i radość. Wszystkie te uczucia Monster wyciągnął ze mnie i na trwałe pozostawił ślad w mojej pamięci. To właśnie po obejrzeniu pierwszych 2 odc. anime zdecydowałem się przeczytać mangę. Mimo że nie lubię obyczajowych tytułów w stylu ostry dyżur, to jednak Monster miał w sobie to coś, co sprawiło że chciałem wiedzieć co będzie dalej. Zainteresował mnie aż tak, że ja - wielbiciel akcji, którego odstraszają ambitne dzieła wziąłem się za mangę (słowo ambitne jest pojęciem względnym). Myliłem się jednak, bo w Monsterze akcji nie brakuje. Baa, jest tu jej więcej niż w niejednym tytule nastawionym wyłącznie na nią. Trzeba jednak dojść do 4 odcinka, ale przypuszczam, że moje namowy są zbyteczne i po przeczytaniu tej i innych opinii ludzie zaczną wystawiać tytułowi 10.
Nie zgodzę się z autorem recenzji, że fabuła, czy zachowania bohaterów są przewidywalne. Oczywiście zdarzają się takie momenty, ale proszę wskazać mi taki tytuł gdzie ich nie ma , a mimo to postacie zachowywałyby się racjonalnie, a fabuła nie stawałaby się sztucznie przeciągana. Jest tu przecież wiele sutuacji w których chciałoby się walnąć 2 głębsze, bo nadmiar emocji i nieprzewidywalny zwrot akcji nie pozwalają na narzekanie co do fabuły.
Co do wtórności, ja jako laik (nie przeczytałem żadnej powieści szpiegowskiej czy thrilleru) nie bardzo mogę się wypowiadać, jednak nie zauważyłem podobieństwa do scenariusza któregoś z thrillerów czy filmów szpiegowskich, a trochę tego widziałem.
Zgodzę się jednak, że "los za bardzo sprzyja fabule". O ile spotkanie się ważniejszych postaci w jednym miejscu niekoniecznie by pod to podchodziło (w końcu każdy miał swój powód by ścigać tytułowego "potwora" lub osobę ścigającą Johanna), o tyle odpowiedni pacjenci/lekarze "napatoczali" się sami, a cudów tez nie brakło (jeden z głównych bohaterów miał 9 żyć niczym ten frankenstein z "Maski" ,albo Szczęka z Bonda). Jest jednak dla tego logiczne uzasadnienie - autor nie chciał na siłę przeciągać fabuły o kolejne tomy starając się za wszelką cenę urealnić fikcyjne zdarzenia, ale chciał dostarczyć rozrywki, co moim zdaniem udało mu się wyśmienicie, moralizatorstwo zaś dodało tytułowi dodatkowego "smaczku" i nie uważam że było to zbyteczne (pojawiało się niezykle rzadko i było momentem do przemyśleń/dłubania w nosie - dla każdego coś miłego

.
Góral - 14.06.2006 18:35