O shōjo trudno jest pisać facetowi, szczególnie jeśli chodzi o gatunek ten w czystej niemal postaci. W przypadku „Paradise Kiss” nie pomaga też umieszczenie jego akcji w świecie mody, o którym autor tego tekstu ma takie pojęcie jak hiphopowiec o rocku progresywnym. Wreszcie ostatnim utrudnieniem jest fakt kompletnej nieznajomości prac Ai Yazawy – autorki bardzo popularnej na rynku mangi, posiadającej na swoim koncie wiele już tytułów. Postaram się jednak z uwagą opisać ten tytuł i wskazać jego zalety oraz wady.
Yazawa karierę mangaki zaczynała w 1985 roku, kiedy miała 17 lat. Najbardziej znanymi tytułami w jej dorobku są: „Tenshi Nanka Ja Nai”, „Gokinjo Monogatari”, „Paradise Kiss” oraz „Nana”. Niektóre z jej mang doczekały się adaptacji animowanych, a część nawet aktorskich ekranizacji filmowych. Yazawa ma własny ciekawy styl rysowania, a jej upodobanie do mody zawsze jest w jej pracach zauważalne i czyni je bardzo charakterystycznymi. Jest autorką nowoczesną, która nie boi się ukazywać postaci buntowniczych i dzisiejszych, nie do końca poprawnych zachowań. Nie znajdziemy w jej pracach tytułów przesłodzonych – to nie są proste, słodkie romanse do jakich przyzwyczaiła nas Yuu Watase. Ai Yazawa tworzy realniejsze shōjo, przeznaczone dla poważniejszych czytelniczek.
Nie inaczej jest w przypadku niezwykle popularnego w Japonii „Paradise Kiss”, którego ekranizację pragnę właśnie przybliżyć. Mangę tę autorka zaczęła publikować w roku 2000 w magazynie „Zipper”. Była to bardzo luźna kontynuacja „Gokinjo Monogatari” – mangi opowiadającej o dziewczynie imieniem Mikako, pragnącej zostać kreatorką mody (w opisywanym tytule pojawia się kilkakrotnie jako siostra jednej z główniejszych bohaterek), jednak „Paradise Kiss” przedstawia historię zupełnie niezależną i znajomość powyższego tytułu nie jest potrzebna, aby prawidłowo odebrać przedmiot tej recenzji. Manga ta doczekała się 5 tomów i o ile się nie mylę została już zakończona.
Emisję animowanej adaptacji rozpoczęto w zeszłym roku, a rolę producenta animacji podjęło się renomowane studio Madhouse. W przypadku tego anime ważne bowiem było powierzenie wykonania doświadczonemu studiu, które poradziłoby sobie z dosyć nietypowym podejściem do animacji, jakie mamy tu okazję oglądać. Co prawda łączenie digitalizacji z animacją miało już miejsce w przemyśle anime, ale nie na taką skalę, a użycie faktur na strojach postaci wymagało fachowości i dokładności, z czym tylko takie studio mogło sobie dać radę.
Serial opowiada o losach osiemnastoletniej Yukari Hayasaki, podporządkowującej się wysokim oczekiwaniom rodziców względem wykształcenia, która cały czas spędza na nauce. Pod presją niespełnionych nadziei myśli tylko o nadchodzących egzaminach. Nie ma nawet czasu, aby zastanowić się co dalej. W głębi duszy nie cierpi nudnego życia jakie prowadzi, chciałaby robić wiele różnych rzeczy, ale poczucie obowiązku od zawsze brało górę.
Pewnego dnia zaczepił ją na ulicy niekonwencjonalnie ubrany chłopak, który wyglądał na punka. Metal w uszach, agrafka w ustach, włos stoi – jednym słowem był kimś, z kim porządna dziewczyna teoretyczne zadawać się nie powinna. Ów młodzieniec nie miał jednak względem niej złych zamiarów, szukał modelki do pokazu mody, który odbywał się co roku w szkole Yaza, nauczającej młodzież pod kątem projektowania mody. Yukari jako stosunkowo wysoka i urodziwa, nadawała się do tej roli idealnie.
Ona jednak nie chciała o niczym słyszeć, tym bardziej, kiedy się okazało, że pozostali członkowie grupy to równie ekscentryczni ludzie. Nie wyglądali jej na poważnych, a ona miała przed sobą tak ważne przecież egzaminy. Nie poznała jeszcze wtedy George’a – niezwykle utalentowanego lidera Paradise Kiss, który okazał się przystojnym dżentelmenem. Yukari zaczęła się wahać, poczucie obowiązku nakazywało kontynuowanie nauki, ale chęć wyzwolenia od nudnego trybu życia była silniejsza, a i urok George’a miał w tym niemały udział. Caroline, bo taki pseudonim otrzymała od nowych przyjaciół, znalazła nowy pomysł na życie... Ale czy to na pewno był dobry pomysł?
„Paradise Kiss” to regularne shōjo, bez dodatków podgatunkowych: akcji, thrillera czy fantasy, do których inne autorki shōjo sięgają chętnie, zapewne z uwagi na to, że nie potrafią przytrzymać swoich czytelniczek wyłącznie głównymi elementami gatunku. Komiks Ai Yazawy ma te elementy starannie skonstruowane: dobrze opisane, interesujące osobowości, trudne dylematy dorastania oraz oczywiście wątek romantyczny, który jednak utrzymano w odpowiednich proporcjach. Dodanie elementów mody (wybaczcie panie to uogólnienie, jeśli się nie mylę są to elementy street fashion oraz gotyckich lolit) nadaje Parakissowi oryginalny styl i jak sądzę uatrakcyjnia ten tytuł z punktu widzenia docelowego odbiorcy gatunku.
Fabuła nie jest specjalnie wyszukana. To historia wzięta niemal z życia, obracająca się wokół tematów dorastania i szukania swego miejsca w świecie, ubarwiona szczyptą humoru i elementami mody, ale w końcu w tym gatunku mniej więcej o to właśnie chodzi. Problemem natomiast jest spadek jakości fabuły pod koniec serialu. Akcja jakby nagle przyspiesza i staje się trochę chaotyczna, jakby twórcy chcieli zmieścić więcej niż przewidywał czas emisji serialu. Nie można jednak wykluczyć, że winę za to ponosi sama autorka mangi.
Bohaterowie główni są starannie opisani, natomiast nie każda z postaci drugoplanowych została wystarczająco dobrze przedstawiona. Oczywiście nie powinniśmy się tu spodziewać osobowości wyjątkowo oryginalnych, dobrze mieszczą jednak w granicach gatunku i podejrzewam, że główne odbiorczynie serialu nie będą na to narzekać i uznają je za całkowicie odpowiednie. Jeśli główna para nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród swoich odpowiedniczek w innych historiach romantycznych, to powinniśmy zwrócić uwagę na dość ciekawy związek Arashiego i Miwako. Ciekawostką jest, że temu pierwszemu głosu udziela zawodowy muzyk, który swoim nietypowym głosem dodaje swej roli charakteru. Nie wiele wiem o zespole, w którym występuje on na co dzień, ale muzykiem jest wrażliwym i wokalistą niezłym, co udowadnia w jednym z odcinków.
Na uwagę zasługuje nietypowe wykonanie serialu. Przede wszystkim widać tu rękę artysty, która zgrabnie połączyła masowo wykorzystane digitalizacje tła z rysowanymi postaciami. O ile w innych anime zastosowanie takiego efektu nie wygląda za dobrze, o tyle w tym anime jest dosyć naturalnie i po kilku odcinkach przestajemy zauważać, że połączono diametralnie różne środki wyrazu. O animacji nie można powiedzieć żeby była płynna, jednak nie szczędzono w niej szczegółów np. podczas ruchu ust. Brak płynnej animacji musimy tłumaczyć drugim niecodziennym elementem wykonania tego anime, jakim są faktury w strojach postaci. Dostosowanie ich do ruchu postaci było zapewne dosyć żmudnym zajęciem, jednak efekty są zadowalające i trzeba powiedzieć, że oprawa wizualna naprawdę wyróżnia ten serial z tłumu. Muzycznie jest nieźle, piosenki bardzo pasują do ogólnego klimatu serii i są dosyć oryginalne jak na dzisiejsze czasy.
Ostateczną ocenę proszę traktować ostrożnie, ponieważ jako przedstawiciel grupy, dla której anime to teoretycznie nie jest przeznaczone, nie jestem w stanie do końca przewidzieć jak podziała ono na płeć piękną. Zapewne moja ocena będzie nieco zaniżona, ale podejrzewam, że na półce shōjo można tytuł ten postawić dosyć wysoko i raczej będzie się podobał.