Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Jak się okazuje, Japończycy i Koreańczycy także po mundialu w 2002 roku potrafią stworzyć coś wspólnie, czego przykładem jest anime „Shin angyō onshi: Ostatni strażnik magii”, powstałe na podstawie manhwy (koreański komiks). Ową produkcję zaprezentowało Polakom Anime-Gate i muszę powiedzieć, że jestem nią mile zaskoczony. Z czystym sercem przyznaję, że firma rycerza ze świetlnym mieczem wydała nareszcie coś porządnego.

Fabularnie anime nie prezentuje się najlepiej. Co prawda nie miałem okazji przeczytać manhwy, ale główny jej sens przedstawiony został w filmie. Chodzi o to, że potężne królestwo Jushin upadło, a wraz z nim zacni wojownicy amen-osa (w japońskim przekładzie angyō onshi; ta wersja znajduje się w polskim tytule, w filmie mówi się jednak amen-osa). Przy życiu pozostał tylko jeden wojownik – Munsu. Poprzysiągł on zemstę na osobie odpowiedzialnej za upadek Jushin, w tym więc celu przemierza niebezpieczną krainę. Tego dowiadujemy się z prologu filmu. W dalszej części przedstawione zostają losy Munsu, ale wygląda na to, że zostały one wybrane „na wyrywki” z manhwy. Z każdej opowieści wynika banalny morał: samo się nie zrobi i nie baw się w boga, bo źle skończysz. Co prawda owe historyjki mają sens i razem jakoś się ze sobą łączą, ale mimo wszystko ogólne wrażenie nie jest najlepsze. Widz zostaje rzucony gdzieś w środek komiksu – bohaterowie po prostu są, a wydarzenia toczą się swoim torem. Niestety, my nie bardzo wiemy, skąd bohaterowie się tu wzięli, co jest przyczyną tych wydarzeń itd. To trochę jak czytanie książki od środka, wybranie z niej dwóch rozdziałów. Niedosyt jest tym większy, że ostatecznie nie dowiadujemy się tego, jaki był wynik podróży Munsu i czy znalazł on zdrajcę.

Przez takie rozwiązanie ucierpieli zarazem bohaterowie, bo są oni bez wyrazu. Większość z nich to postaci epizodyczne, jednak nawet o dwóch głównych bohaterach – Munsu i jego sando (pomocnik wojownika amen-osa, tutaj jest nim piękna dziewczyna) – wiemy praktycznie niewiele. Poznajemy parę faktów z ich przeszłości, możemy obserwować podejmowane przez nich decyzje i działania... I to praktycznie wszystko, jeśli chodzi o bohaterów.

O niebo lepiej ma się strona techniczna. Na uwagę zasługują tutaj świetne animacje i scenografie (dość szczegółowe), mogące naprawdę zauroczyć widza. Co prawda czasami twórcy poszli na łatwiznę i szczegółowość zanika, ale są to jednak nieliczne momenty. Zauważyłem także, że w scenie, w której Munsu stoi na dworze władcy, mając walczyć z jego armią, powtarza się sekwencja piasku niesionego przez wiatr. Poza tym jednak grafika prezentuje się pierwszorzędnie. Nawet zastosowane w tym filmie animacje komputerowe niezbyt rażą widza, dość dobrze zlewając się z tradycyjną animacją. Na pochwałę zasługują także bardzo dobre projekty postaci.
Nieco gorzej sprawa ma się z muzyką, której w tym filmie do pewnego momentu po prostu się nie zauważa. Nie licząc początku i końca, mnie udało się uchwycić ją dopiero w momentach akcji. I do tego chyba została stworzona muzyka z tym filmie – dla podkreślenia co ciekawszych scen i nadania im lepszego klimatu.

Polskie wydanie jest raczej skromne. Do dyspozycji mamy ścieżkę japońską bądź z polskim lektorem (obie 5.1) oraz polskie napisy. Do napisów mam małe zastrzeżenia, ponieważ zdarzają się w nich błędy interpunkcyjne czy ortograficzne (np. super-heros, chociaż na okładce cząstka super- pisana jest poprawnie, tzn. łącznie). Jak zwykle po obejrzeniu filmu przejrzałem parę fragmentów z lektorem, ale jego głos raczej mnie zniechęcił do tej ścieżki (na lektora mogę się zdecydować tylko wtedy, gdy czyta Borowiec albo Gudowski, ale tylko przy kolejnym oglądaniu filmu – pierwszy zawsze jest z napisami). Wśród dodatków znalazły się cztery zwiastuny filmu (wszystkie z lektorem; najśmieszniejszy był moment, w którym mówił on anime gate, zamiast anime gejt, kiedy podawał adres strony) oraz trzy wywiady z seiyū (Keiji Fujiwara, Sanae Kobayashi, Paku Romi; łącznie około trzydziestu dwóch minut), także z lektorem na stałe. Poza tym standardowy dodatek: zwiastuny innych filmów Anime-Gate oraz próbki Vision Music (kilkunastosekundowe sample). Nadal przed rozpoczęciem seansu skazani jesteśmy na oglądanie reklam – aby zobaczyć menu, musimy przeczekać półtorej minuty i przebrnąć przez obowiązkową dawkę kazimierskiej z przeklętym Żmijewskim, 4fun.tv i jakiegoś magazynu filmowego.
Oprócz bonusów na płycie, do filmu dołączone zostały karty kolekcjonerskie (jakościowo niewiele różniące się od tych z „Dragon Balla”, które kilka lat temu dodawane były do chio chipsów) oraz typowe już ulotki od wydawnictwa dla osób, które swoją przygodę z anime dopiero zaczynają.
Na telewizorze film prezentuje się ładnie, jednak jeśli zdecydujemy się oglądać go na komputerze, zauważyć możemy niedoskonałości obrazu. Ścieżka dźwiękowa nagrana została przyzwoicie.

Anime jest dość brutalne, dlatego odradzam jego oglądanie młodszym widzom. Polecam za to osobom lubiącym dobrą akcję i wszelkiego rodzaju walki. Moim zdaniem „Shin angyō onshi: Ostatni strażnik magii” to dobry sposób na półtorej godziny relaksu i odprężenia, kiedy to można pooglądać walkę pomiędzy demonami a ludźmi, w tym walczącą piękną kobietę. Anime to może nie poraża fabułą, ale mimo to polecam – to pierwsza produkcja spod logo Anime-Gate, która przypadła mi do gustu. Trzydzieści złotych to moim zdaniem idealna cena dla tego wydawnictwa, odpowiednia zarówno dla jakości filmu, jak i wydania DVD. Sobie i Wam mogę życzyć sobie tylko tego, aby w przyszłości wydawano już tylko porządne anime.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Apetyt rośnie w miarę ........


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn