Jeżeli ktoś spodziewa się po „Akane Maniax” kontynuacji „Kimi Ga Nozomu Eien”, ten srodze się zawiedzie. Srodze to może nawet nie jest odpowiednie słowo na określenie stanu, w którym znajdzie się osobnik lub osobniczka po obejrzeniu tej produkcji, spodziewający się po tym anime czegoś w stylu poważnej kontynuacji. Tego co dzieje się w tym trzyodcinkowym OAV, mogą nie przeżyć ci, którzy serial główny polubili i mają ochotę na więcej. Tym państwu dziękujemy już w zasadzie za uwagę. Dodatek ten przeznaczony jest dla bardzo wąskiego grona odbiorców i nie będą to wszyscy fani serialu głównego. Jak mówi tytuł, widzami tego dodatku powinni zostać wyłącznie maniacy Akane.
Wszyscy chyba pamiętają Akane Suzumiyę, siostrę poszkodowanej w wypadku i zapadłej na śpiączkę Haruki. Serial opowiadał o trójkącie miłosnym, pomiędzy rzeczoną poszkodowaną, jej koleżanką Mitsuki Hayase i Takayukim Narumi, którzy zostali uwikłani w ciężki dylemat życiowy. Akane stała jakby na uboczu, tłumiąc swe uczucia i zamykając się w sobie. W rezultacie przewijała się po ekranie z miną jak sto nieszczęść, a widz bardzo chciał, żeby też coś z tego miała i w myślach dusił głównego bohatera za niezdecydowanie.
Twórcy oryginalnej gry poskrobali się po głowach i ustalili, że tak być nie może, Akane musi dostać swoje pięć minut i adoratora, który zrobiłby dla niej wszystko... Tylko dlaczego wyciągnęli go z domu wariatów? Tak, Jouji Gouda jest szalonym licealistą, który do tej pory żył tylko w jednym celu: zostać najlepszym młodzieżowym baseballistą Japonii. To człowiek o wyobraźni wielkości galaktyki, a może po prostu za dużo naoglądał się anime, bo jego wizje okupowane są głównie przez czysto shounenowe atrybuty, takie jak np. mechy. Niestety przy tak potężnej wyobraźni, pozostałe funkcje mózgu musiały zadowolić się resztkami miejsca pod nierównym zresztą sufitem. Miejsca wystarczyło natomiast na pozornie nieważny element człowieczeństwa jakim jest zdolność do miłości.
Ta dopadła go resztką sił, kiedy przeniesiono go do nowej szkoły, gdzie został rażony gromem przez doprowadzonego do rozpaczy amora, który złamał już na nim roczny przydział strzał miłości. Amor został co prawda zawieszony w czynnościach za przekroczenie obowiązków służbowych, ale tak przysolił naszemu bohaterowi, że ten w pierwszej sekundzie się w Akane zakochał, w drugiej oświadczył, a w trzeciej ona powiedziała „nie”...
Nie doceniła jednak naszego bohatera, któremu nie obce były słowa: zwyciężać, pokonywać, wygrywać oraz zdobywać. Anime z gatunku shounen wbiły mu do głowy ważne wyrażenia, takie jak „nie przegram”, czy „nie mogę uciekać”. Widział przecież co zrobił sierżant Sousuke Sagara z teamem rugby. Taki człowiek postanowił, że zdobędzie serce Akane i przez całe trzy odcinki, będzie imał się różnych szalonych metod, aby przekonać dziewczynę do siebie i wywołać na jej twarzy choćby jeden uśmiech, czego ja, sympatyk Akane, życzę mu z całego serca.
Seria ta powstała na podstawie czegoś w rodzaju kontynuacji gry „Kimi Ga Nozomu Eien”. „Akane Maniax” była grą rozgrywającą się zaraz po swojej poprzedniczce, ale z postaci głównych ostała się tam wyłącznie Akane. Po tej grze, powstała kolejna, a raczej cała seria gier pod wspólnym tytułem „MuvLuv”, z których jedna rozgrywała się w alternatywnym świecie, gdzie regularną hentajówkę połączono z walkami mechów... Okazuje się więc, że anime to nie tylko jest adaptacją gry o tym samym tytule, ale też nawiązuje do jej kontynuacji.
Nie będę ukrywał, że produkcja ta właściwie jest pozbawiona sensu. Jeśli twórcy chcieli rozwinąć wątek Akane, mogli to zrobić i bez wprowadzania elementu szalonego licealisty. Jeśli chcieli zrobić zwariowaną komedię, mogli zatrudnić do tego postacie bardziej kompetentne, takie jak duet Ayu & Mayu. Cóż jednak mogli poradzić twórcy anime, skoro w adaptowanej grze było jak było. Połączyli więc rzeczy, które w normalnym anime współgrać ze sobą właściwie nie powinny. I początkowo rzeczywiście nie współgrają, a jednak maniacy Akane raczej nie będą narzekać na taki stan rzeczy. Do wybryków Joujiego można się przyzwyczaić. Jego chore wizje nie są też całkowicie pozbawione elementu uczciwej rozrywki. Dzięki nim sparodiowano „MuvLuv” i anime z gatunku mecha, przy okazji zażartowano też nawet z samego „Kimi Ga Nozomu Eien”. Wątek główny, czyli rozterki dziewczyny, jest przedstawiony raczej dobrze, choć zmieszczono by go w piętnastu minutach anime. Oczywiście to wszystko za mało, aby uratować tę serię, ale sądzę, że dzięki tym drobnym pozytywom nie można serii tej całkowicie zmieszać z błotem.
Plusem „Akane Maniax” jest całkiem niezłe wykonanie, przynajmniej w porównaniu do serialu głównego. Być może jak na serię OAV nie jest to rzecz wybijająca się, ale wrażenie pozostawia jak najbardziej pozytywne. Scenografie z pewnością nie grzeszą nadmierną ilością szczegółów, ale na projekt postaci, kolorystykę i animację z pewnością nie można narzekać. Muzycznie sprawa ma się trochę gorzej niż w „Kimi Ga Nozomu Eien”, w openingu mniej tym razem przekonująca Minami Kuribayashi, ale pozwolono także zaśpiewać Kaori Mizuhashi, odtwórczyni głównej roli, co zapewne nie będzie argumentem obojętnym dla maniaków Akane.
Jeśli już mowa o tych, którzy nie jedno przełkną, żeby móc na swoją ulubienicę choćby popatrzeć, albo usłyszeć z jej ust „saite!”, to trzeba powiedzieć, że dla nich ten dodatek nie będzie kompletną stratą czasu. Jeśli więc jesteś drogi czytelniku maniakiem Akane lub fanem gier spod znaku Age, możesz spokojnie serial ten obejrzeć. Jeśli jednak do tej grupy się nie zaliczasz, omijaj tę produkcję z daleka.