Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

„Shin-chan” to dobry przykład na to, jaka jest różnica kulturowa pomiędzy Japonią a Polską. W Japonii „Shin-chan” emitowany jest jako serial dla dzieci, u nas – dla młodzieży i dorosłych. Co może o tym świadczyć? Chociażby godzina emisji w polskiej telewizji – kiedyś było to kilka minut przed północą, później ramówka kilkakrotnie się zmieniała, ale nigdy serialu nie wyemitowano wcześniej niż przed 22.30. Któregoś dnia przygody małego Japończyka niestety po prostu zdjęto z anteny.

Początki historii niesfornego Shinnouskego Nohary sięgają magazynu „Weekly Manga Akushon”, gdzie publikowana była manga Yoshita Usuiego. W późniejszym czasie mangę zaadoptowano na serial anime. Serial ten kochają dzieci, nienawidzą za to ich jednostki rodzicielskie. Powód? Kilkuletni bohater daje zły przykład ich dzieciom: ma lekceważący stosunek i jest opryskliwy względem dorosłych, używa sprośnego języka, uwielbia oglądać nagie kobiety, przy każdej okazji zdejmuje spodnie, aby pokazać komuś goły tyłek... To tylko wierzchołek góry lodowej. Utarło się porównanie, że Shin-chan jest japońskim (łagodniejszym) odpowiednikiem Barta Simpsona z amerykańskiej kreskówki. W Polsce serial jest mało znany – wielka szkoda, ponieważ, mimo braków technicznych, jest to jedno z najlepszych anime, jakie było mi dane oglądać.

Długo zabierałem się do napisania tej recenzji, ponieważ: trudno jest mi ocenić serial, aby nie narazić się fanom i aby nie mieć później wyrzutów sumienia. Już raz zdarzyło mi się pisać recenzję tego serialu, kilka miesięcy temu. Od tego czasu moje spojrzenie na niektóre aspekty serialu bardzo się zmieniło, tak więc – teoretycznie – są to dwie różne recenzje.

Przez dziesięć lat powstało wiele odcinków, w Polsce emitowanych jest zaledwie kilkadziesiąt. Serial nie ma ciągłej fabuły, więc brak w naszej telewizji pozostałych odcinków sam w sobie nie jest wadą, ponieważ nie można się zgubić w fabule. Jeden odcinek trwa około trzynastu minut, a składają się na niego trzy krótkie epizody z życia Shin-chana i jego znajomych. Przeważnie są to odrębne historie, ale w ramach całego odcinka zdarzają się też trzy (czasami dwie) powiązane ze sobą historie stanowiące spójną całość. W tym miejscu pojawia się pierwszy problem: jak ocenić scenariusz, skoro serial nie ma ciągłej fabuły? Po długich rozmyślaniach postanowiłem wstawić maksymalną ocenę: pod uwagę wziąłem po prostu pomysłowość twórców przy tworzeniu historyjek. Poniekąd należą one do kategorii „proza życia”, jednak w wykonaniu Shin-chana i spółki stają się powodem do niepohamowanego śmiechu. Ta gromadka najzwyklejszy wypad na narty czy dzień w przedszkolu potrafi zamienić w katastrofę, ku uciesze widza.

Najsłabszą stroną serialu jest jego wykonanie. Całość jest dość skromna, nie ma tu wielu elementów mogących dodatkowo cieszyć widza: w domu / w sklepie / w przedszkolu, wszędzie tam znajduje się tylko to, co powinno być. Tła także są skromne – kolorowe, czasami bardzo sztuczne. Najdziwniejsze są postaci: wyglądające nienaturalnie, często powykrzywiane. Jest to jednak jeden z oryginalniejszych projektów postaci, jakie widziałem – dotychczas nie oglądałem poza „Shin-chanem” żadnego anime, w którym wykorzystano podobny zabieg. Postaci, jak mniemam, są efektem zamierzonym twórców. Jak jest z resztą? Tutaj nie mogę odpowiedzieć jednoznacznie: albo także było to zamierzone, albo po prostu nie posiadano wystarczającej ilości środków, aby zrobić coś lepszego. Pod uwagę należy wziąć też to, że pierwsze odcinki powstały piętnaście lat temu. Jeżeli chodzi o animacje: mając na uwadze to wszystko, co przed chwilą powiedziałem, na tym tle wypadają one dobrze. Jeżeli chciano by je zastosować gdzieś indziej... Nie wiem, czy byłoby to najlepszym pomysłem.
Także muzyka nie robi na widzu wrażenia. Mamy opening, ending. Niewiele więcej mogę powiedzieć o muzyce, ponieważ nie uświadczam jej zbyt często. Poza openingiem i endingiem muzykę mamy na początku epizodu, kiedy to pojawia się plansza z jego tytułem i kilka pierwszych sekund. Tła muzyczne w trakcie serialu są raczej rzadkością. Czasem pojawiają się partie wokalne, którym towarzyszy muzyka, ale biorąc pod uwagę talent muzyczny Shin-chana...
Oceniając tę stronę techniczną skłonię się do następującej konkluzji: twórcy prawdopodobnie założyli (słusznie), że nie ważne jest tutaj superwykonanie, a pokazywane widzom historie, co przeciąga mnie na stronę osób twierdzących, że słabość strony technicznej jest efektem zamierzonym. Serial powstawał przez wiele lat, shinchanowy biznes jest w Japonii opłacalny, powstało kilkanaście filmów z tym bohaterem – nie sądzę, aby twórcy cierpieli na brak funduszy. Być może dalsze odcinki, które chyba nigdy nie zostaną wyemitowane w Polsce, są lepiej wykonane technicznie, czego nie mogę jednak ocenić.

To była najsłabsza strona, teraz przejdźmy do najmocniejszej: humoru. Co prawda jest to humor raczej dla „wybranych”, ponieważ nie każdemu przypadnie do gustu, ale nic to – gusta są inne, ja także nie rozumiem pewnych rodzajów humoru, dlatego bez ogródek piszę: humor w serialu jest świetny. Śmieszność serialu zawarta jest głównie w warstwie słownej. Humor wizualny jest bardzo stereotypowy dla anime: charakterystyczne krople potu z tyłu głowy, upadające postaci, którym widać tylko podniesione do góry nogi, gdy ktoś powie coś głupiego, pojawiająca się kolorowa plansza z zygzakami i odgłos uderzenia – ktoś dostał, co za chwilę widać: na jego głowie pojawia się ogromny, komiczny guz (czasami nawet kilka). Niby stare i oklepane, ale mnie to nadal śmieszy.
W polskiej telewizji serial oglądać możemy z naszym dubbingiem. Przypuszczam, że jest on dość daleki od oryginału: opiera się on na dubbingu angielskim, w którym to pozamieniano imiona, a żarty zrozumiałe dla Japończyków zastąpiono amerykańskimi. Przypuszczam że to właśnie za sprawą Królestwa Hamburgerów w polskim dubbingu bohaterowie mówią o Melu Gibsonie, Michaelu Jacksonie czy Marilynie Mansonie. Mimo tych swego rodzaju błędów, nasz dubbing jest bardzo dobry. Nie uznaję dubbingu w anime, a wyróżniam tylko kilka wyjątków – między innymi „Spirited Away: W krainie bogów” i „Shin-chana”. Dubbing wypada świetnie także w porównaniu z innymi dubbingowanymi tytułami Jetiksu, jak na przykład „Teknomanem”, „Królem szamanów” czy serialami „Jak dwie krople wody” i „Dziwne przypadki w Blake Holsey High”. Głosy są bardzo dobrze dobrane, a dialogi po prostu przekomiczne. Na mnie dubbing ten zadziałał jak ten ze „Shreka”: dziś często posługuję się cytatami z „Shin-chana” w życiu codziennym, na przykład absurdalnymi Czy to rano czy o zmierzchu, lubię tyłek mieć na wierzchu! albo Może mi pani pogrzebać w pępku? Chyba mi tam guma wpadła.

Bohaterów także trudno jest ocenić. Przez wszystkie te odcinki, które dane było mi obejrzeć, są oni prawie tacy sami: naprawdę bardzo sympatyczni, lubię każdego z nich, ale całkowicie zaniedbano ich rozwój (emocjonalny): Shin-chan, którego oglądałem pierwszy raz, niezmiennie pozostaje tym samym niesfornym brzdącem. Co prawda pojawiają się momenty, w których płacze czy przeżywa coś bardziej niż zwykle, co w jakiś sposób rozbudowuje jego postać, ale jest to raczej rzadkie. Nauczyłem się ostatnio jednak, że produkcji psychologicznych nie można traktować na równi z rozrywkowymi, w obydwu doszukując się rozbudowanych postaci i oceniając je na podobnej zasadzie, dlatego teraz inaczej oceniam anime „głębokie”, a inaczej rozrywkowe. Stąd taka, a nie inna ocena. Głupotą byłoby zresztą zmieniać Shin-chana, bo to właśnie taka a nie inna jego postać jest tą, w której zakochały się miliony widzów: uczuciowy i spokojny Shin-chan? Nie wyobrażam sobie tego!

„Shin-chana” naprawdę trudno jest ocenić. Bodaj pół roku temu nie sprawiło mi to większego problemu, recenzję napisałem w niespełna dwie godziny, dobę zajęło mi jej przeredagowanie i wysłanie. Obecną recenzję zacząłem pisać kilka dni temu (9 stycznia 2006 r.), skończyłem dopiero dzisiaj (16 stycznia). Sprawdzając datę jej dodania do serwisu przekonacie się, że od tego czasu minęło już parę dni. Wystawione przeze mnie oceny dla strony technicznej mogą wydać się kontrowersyjne, jednak proszę o zrozumienie: biorąc pod uwagę lata powstawania serialu, prawdopodobnie zamierzone słabe efekty oraz ogólny poziom serialu, postanowiłem wstawić takie, a nie inne.

Gorąco polecam „Shin-chana” każdemu. Jest to serial dla ludzi ze specyficznym poczuciem humoru, jednak – patrząc na oceny i opinie w Internecie – bardzo wielu osobom się to podoba. Słabą stronę techniczną wynagradza warstwa fabularna: mnóstwo humoru, śmiesznych gagów i dialogów oraz ogromna pomysłowość twórców sprawiają, że jest to jeden z tytułów, które oglądać mogę wiele razy. Niech za rekomendację posłużą inne tytuły: „Pulp Fiction”, „Ojciec chrzestny”, „Król Lew” czy dwa seriale – „Neon genesis evangelion” i „Świat według Bundych”.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Nazwa naszej planety?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn