Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

„Ocean Waves” to kolejny film studia Ghibli, nie będący bajką dla dzieci. Jeśli poszukać wśród produkcji spod tego szyldu, będzie mu bliżej do „Whisper of the Heart”, niż do takich filmów jak „Księżniczka Mononoke” czy „Mój sąsiad Totoro”. Ciekawsze jest jednak to, że szefostwo studia po raz pierwszy powierzyło reżyserię własnego filmu komuś spoza Ghibli. Tym człowiekiem był Tomomi Mochizuki, specjalizujący się w historiach miłosnych. Nie jest wielką postacią w przemyśle anime, zdarzały mu się takie wpadki, jak opisywany niedawno na łamach tego serwisu film „Maison Ikkoku”, którego był reżyserem. Ale brał też udział przy tworzeniu kilku bardziej udanych tytułów takich, jak „Kimagure Orange Road” czy „Ranma ½”. Tym razem dano mu pracować nad realizacją filmu telewizyjnego, który nie był zwariowaną komedią romantyczną, a historią o miłości i przyjaźni wziętą niemal z życia.

Studiujący w Tokyo Taku Morisaki wraca do domu, aby wziąć udział w spotkaniu dawnej klasy liceum, do którego uczęszczał w rodzinnym mieście Kochi. Na stacji kolejowej wypatruje po drugiej stronie peronu dziewczynę, przypominającą dawną szkolną koleżankę Rikako Muto, przez którą miał w przeszłości różne ciekawe problemy. Lecąc samolotem do domu, zaczyna przypominać sobie dzieje tej dziwnej przyjaźni.

Poznał ją razem z przyjacielem Yutaką Masuno, kiedy byli w drugiej klasie liceum. Przeniosła się wtedy z Tokyo do Kochi z powodów rodzinnych. Była piękna i inteligentna, bardzo dobrze się uczyła, świetnie grała w tenisa, ale jej nieprzyjazny sposób bycia powodował, że koleżanki z klasy nigdy jej nie lubiły. Chłopcy natomiast bardzo ją podziwiali, ale Rikako nie interesowali chłopcy z prowincji, miała zresztą problemy osobiste. Podziwiali ją także Taku i Yutaka, ale ten ostatni czuł do niej coś więcej. Taku obawiał się, że taka dziewczyna może tylko zranić jego przyjaciela, a może po prostu martwił się, że go straci? Jednak Rikako, będąc osobą nie cofającą się przed wykorzystywaniem innych, do czego używała małych podstępów, i jemu zaczęła dawać się we znaki. A że, jako dobrze wychowany młodzieniec, nie potrafił odmawiać damie w potrzebie, ta często stawiała go w krępujących sytuacjach, bardzo nietypowych zresztą (raz miał wątpliwą przyjemność nocowania w wannie). Doprowadzała go tym do szewskiej pasji, ale dzięki temu Taku zaczął lepiej ją poznawać. Zawsze jednak przyjaźń z Yutaką stawiał na pierwszym miejscu, więc nigdy nie próbował zawrzeć z nią bliższej znajomości, tym bardziej, że zadawała się z nim tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebowała. Ale czy naprawdę była tylko pustą, arogancką i zarozumiałą dziewuchą z miasta?

Taku, przypominając sobie w samolocie tamte zdarzenia, zastanawia się, co teraz o niej sądzi, czy przez ten czas się zmieniła? Ich drogi rozeszły się kiedy ukończyli liceum. Yutaka wyjechał na studia do Kyoto, a Rikako została w miasteczku, którego nie cierpiała. Jego rozmyślania przerwało lądowanie samolotu. Wieczorem wszyscy mają się spotkać...

„Ocean Waves” to oficjalny angielski tytułu „Umi Ga Kikoeru”, które można przetłumaczyć jako „Słyszę szum morza”. Anime to powstało na podstawie książki Saeko Himuro, znanej pisarki subtelnych historii miłosnych dla dziewczyn, która od 1991 roku publikowała kolejne rozdziały tej powieści na łamach pisma „Animage”. Ilustrował je Katsuya Kondo, który od dwudziestu lat pracuje w studiu Ghibli. Dwa lata później wydano książkę i na jej podstawie nakręcono animowany film telewizyjny. Jego realizację powierzono stosunkowo młodym ludziom, miał być wykonany szybko i małym kosztem, ale ostatecznie nie dotrzymano terminów, a budżet został przekroczony. Reżyser Mochizuki uwielbiał opowieści Himuro i zawsze chciał zrobić animowaną ekranizację jednej z nich. Propozycję otrzymał w trakcie realizacji serii OAV „Here is Greenwood”, a że za nic nie chciał przepuścić takiej okazji, zgodził się zająć oboma projektami równocześnie. Skończyło się to dla niego pobytem w szpitalu z powodu stresu i przemęczenia, ale dopiął swego.

Saeko Himuro w 1995 roku ukończyła drugą część powieści, tytułując ją „Umi ga Kikoeru 2: Ai ga Arukara”. Ją również ilustrował Kondo, lecz tym razem studio Ghibli nie było już niestety zainteresowane ekranizacją. Animowana wersja nigdy nie powstała, ale na podstawie obu powieści został nakręcony film aktorski. Jak twierdzą naoczni świadkowie, okazał się on totalną porażką.

Wielka szkoda, że nie doczekaliśmy się animowanej kontynuacji, ponieważ z pierwszej części wyraźnie wynika, że jest to tylko połowa historii i kto wie, czy nie ta gorsza połowa. Oczywiście nie umniejsza to w żaden sposób wartości tego filmu, ale aż się prosi poznać dalsze losy bohaterów. To film o zakochiwaniu się, a o miłości opowiada druga część. Dlatego niedosyt jest raczej uzasadniony i pewien żal pozostaje, że dzieło to po prostu nie zostało dokończone, chociaż tych, którzy nie cierpią urwanych zakończeń, pragnę uspokoić, że akurat w tym filmie jest ono zrealizowane całkiem sensownie.

Wykonanie stoi na wysokim poziomie, choć budżety filmów telewizyjnych na pewno nie są tak wysokie, jak w przypadku filmów kinowych. Scenografie są dość szczegółowe, w pewnych momentach nawet bardzo realistyczne, ale obawiam się, że twórcy, chcąc oszczędzić sobie pracy, korzystali często z lekko obrobionych digitalizacji, co – muszę przyznać – wpasowano znakomicie, ale z artystycznego punktu widzenia jest to raczej praktyka niezbyt twórcza. Projekt postaci jest oczywiście charakterystyczny dla tego studia, aczkolwiek nie tak dziecinny, jak zwykle i myślę, że jest to jeden z bardziej udanych projektów studia Ghibli. Muzycznie sprawa przedstawia się mizernie. Przez film przewija się jeden temat, często w szczątkowej aranżacji, chociaż jest to melodia dobrze pasująca do obrazu i na pewno wprawi starszego widza w nostalgiczny nastrój.

Chociaż nie uważam tej historii za wybitną, to oglądałem ją z dużą przyjemnością, choćby ze względu na magię studia Ghibli, która jest tu oczywiście wszechobecna. Trudno się do czegokolwiek przyczepić, fabuła nie ma dziur, postacie są ciekawe i realistyczne. Mam jednak wrażenie, że taka historia znacznie lepiej wypadłaby w serialu, choćby w sześcioodcinkowym OAV. Nie wspominając o równie obszernej kontynuacji na podstawie drugiej powieści. No, ale nie można mieć przecież wszystkiego...

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Na głowie u diabła?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn