Trzecia odsłona ekranizacji powieści z cyklu „Full Metal Panic!” trafiła w ręce fanów, niecierpliwych poznania dalszych losów pary głównych bohaterów – Sousukego Sagary i Kaname Chidori. W zasadzie należałoby powiedzieć, że fani „Full Metal Panic!” czekali tylko na jedno: możliwość zobaczenia jeszcze raz swojej bogini, bez której cykl ten byłby trochę nudny. Na szczęście w trzeciej części animowanej ekranizacji powieści Shoujiego Gatou Kaname Chidori nie zabraknie, choć nie będzie gościć na ekranie tak często, jak w poprzednim serialu.
Celem wprowadzenia należy wspomnieć o tym, co działo się w częściach poprzednich. Historia ta opowiadana jest z perspektywy młodego najemnika, który od małego żył wojną i innego świata nie zna. Zawsze wykonywał rozkazy i tak się w tym wprawił, że własnego życia nie posiada. Został najemnikiem potężnej organizacji, która wykorzystując wiedzę ludzi, obdarzonych niewytłumaczalnymi zdolnościami, a nazywanych „Whispered”, przeciwdziała na całym świecie atakom terrorystycznym i działaniom niebezpiecznych szaleńców. „Whispered” to ludzie posiadający przede wszystkim zaawansowaną wiedzę techniczną, wykraczającą poza ramy cywilizacji, w której przyszło im funkcjonować, dlatego organizacja Mithril posiada arsenał, z którym mierzyć się nie może żaden kraj na świecie. Na jej wyposażeniu jest broń konwencjonalna, wielkie roboty i ultranowoczesna łódź podwodna, którą dowodzi Teresa Testarossa – młoda dziewczyna w wieku licealnym, która będąc „Whispered”, jako jedyna jest w stanie efektywnie kontrolować łódź. Do pomocy ma dwóch fachowców zaprawionych w sztuce wojennej, których radzi się w trudnych sytuacjach. Jednak mimo tak młodego wieku w pełni zasługuje na to stanowisko.
A wszystko zaczęło się od tego, że nasz bohater został ochroniarzem uczennicy liceum, podejrzanej o bycie „Whispered”. Okazała się nią Kaname Chidori – piękna, inteligentna, samodzielna, do tego wzorowa uczennica, bezlitosna jednak dla tych, którzy wejdą jej w drogę. Niestety jej ochroniarz, życia po cywilu nigdy nie zaznawszy, wszelkie najbłahsze problemy rozwiązywał metodami militarnymi. Szkolne grunty stały się dla niego polem bitwy, a uczniowie i personel siedliskiem potencjalnych szpiegów i terrorystów. Jego wybryki doprowadzały Chidori do szewskiej pasji, a szkołę do ruiny. Sousuke nie przypuszczał nigdy, że chroniona przez niego osoba stanie się najsurowszym „przełożonym”, jakiego kiedykolwiek miał. Zaprawiony w boju najemnik bardziej obawiał się złości dziewczyny, niż śmierci na polu bitwy. Realia wyglądały więc tak, że przewrażliwiony wojak utrudniał życie uczennicy, a ona chroniła przed nim szkołę, jej uczniów oraz personel...
Oczywiście w końcu typy spod ciemnej gwiazdy zainteresowały się ukrytymi talentami Chidori, ale obok niej zawsze był sierżant Sagara, który nie z takimi problemami już sobie poradził. Trzeba bowiem wiedzieć, że w Mithril jest jednym z najcenniejszych najemników. On jako pierwszy i jedyny był w stanie uruchomić i skutecznie wykorzystać najnowszą broń organizacji, tzw. „Lambda Driver” – tajemnicze urządzenie, reagujące na myśli pilota, czyniące z jego pojazdu broń, której mało co może się oprzeć. Sousuke nie opanował jednak obsługi tego urządzenia na tyle, żeby móc z niego korzystać w każdej sytuacji.
Akcja „The Second Raid” rozpoczyna się pół roku od dnia, w którym Sousuke pojawił się w szkole, aby chronić Chidori. Nasz najemnik nie zmienił się ani na jotę, nadal skutki jego akcji załamują władze szkoły, a Kaname wciąż bezlitośnie okłada wachlarzem swego „podwładnego”, który jej kary przyjmuje z najwyższą pokorą. Oboje być może coś do siebie czują, ale żadne jeszcze nie dało tego wyraźnie poznać po sobie. Mithril tymczasem stanął naprzeciw nowego szaleńca, który jakimś sposobem pozyskał tajemną wiedzę „Whispered” i przy pomocy Chinek-bliźniaczek planuje wywołać kolejny kryzys zbrojny.
„Full Metal Panic!” zaistniało w 1998 roku. Najpierw były powieści ilustrowane przez Shikiego Douji, w których przeważał wątek wojenny, ale w między czasie autor pisywał także zabawne historyjki, opowiadające o życiu bohaterów poza polem walki. Ukazywały się w „Dragon Magazine”, ale szybko okazało się, że z powodzeniem rozejdą się w większym nakładzie. Powstawały więc kolejne tomy, zawierające zabawne opowiadania na przemian z poważnymi opowieściami wojennymi. Na tej podstawie powstały dwie serie mangi oraz trzy serie anime. W pierwszej przeważały wątki wojenne, w które wpleciono kilka zabawnych epizodów na podstawie opowiadań. W drugiej serii mieliśmy do czynienia wyłącznie z humorystycznymi historyjkami, które były tak dobre, że wielu uważało, iż był to lepszy serial niż jego poprzednik. Sam muszę przyznać, że humor sytuacyjny na takim poziomie nie zdarza się często w anime. W trzeciej części postanowiono powrócić do konwencji wojennej, aczkolwiek tym razem nawet poważny wątek okraszono niewielką ilością niezłych żartów. Postarano się także, aby Kaname odegrała w serialu poważniejszą rolę.
Właściwie nie bardzo lubię oglądać wojenne kino akcji i cyklem tym nigdy bym się pewnie nie zainteresował. Bo cóż ciekawego jest w tym, że wielka organizacja militarna walczy z kolejnymi szaleńcami przy pomocy ultranowoczesnej łodzi podwodnej i mechów? Pierwszy serial miał raczej przeciętną fabułę. Historyjka o „Whispered” była naciągana. Nastolatka kapitanem łodzi podwodnej – brzmiało śmiesznie. A już szalony terrorysta, który ukradł głowicę nuklearną i bohater, który ratuje świat, byli czymś wręcz żałosnym. Ale wynalazek Shoujiego Gatou – Chidori – nie tylko pozwolił przetrwać nieciekawe historyjki wojenne, ale właściwie odsunął je na dalszy plan. Połączenie ze sobą postaci Sousukego i Kaname dało efekt piorunujący. Wielu fanów nie chciało oglądać jakichś tam akcji wojskowych, chcieli tylko Chidori musztrującej Sagarę za jego szkolne przewinienia. Ktoś powie, że to do oryginalnych pomysłów także nie należy, ale inteligentne poczucie humoru autora spowodowało, że komiczność tych scen rozbawi nawet ambitniejszego widza.
Oglądając pierwsze odcinki „The Second Raid”, odetchnąłem z ulgą, że humor autora nie stępił się od czasu wydania pierwszej powieści. Ucieszyłem się tym bardziej, kiedy się okazało, że obecny szaleniec jest świetną karykaturą psychopaty i że element patosu przestanie drażnić tak, jak w pierwszej części. Ucieczka Sousukego, Melissy i Kurtza samochodem, podczas gdy prowadzący Sousuke rozmawia przez telefon z Chidori, jest miejscami tak komiczna, że nie sposób nie parsknąć kilkakrotnie śmiechem. Szkolny humor także jest nie byle jaki, choć serial jest znacznie bardziej nastawiony na wątek wojenny. Autor wpadł też w końcu na to, że dwójce głównych bohaterów przydałby się wreszcie jakiś rozwój emocjonalny, czy też pożądana przez fanów ewolucja wątku romantycznego, choć ten niestety za daleko znowu się nie posunie. Jednak Sousuke zacznie wreszcie zastanawiać się nad tym, co jest dla niego ważne, a Chidori w chwili zagrożenia uświadomi sobie, jak ważnym człowiekiem stał się on dla niej.
Od początku serial z odcinka na odcinek staje się coraz ciekawszy, w pewnym momencie obserwujemy losy bohaterów w sporym napięciu. Jest też odpowiednia dawka dramatyzmu oraz odrobina krwawej przemocy. Świetnym elementem była ucieczka Chidori przed napastnikiem, kiedy to zaczęła stosować metody Sousukego. Tutaj twórcy postanowili dać fanom odrobinę fanserwisu, pokazując ich boginię w podartym ubraniu, w strugach deszczu. Wracając do fabuły: niestety pod koniec serialu staje się ona mniej ciekawa i mniej przekonująca, moim zdaniem nie do końca przemyślano wątek główny. Tak czy inaczej jednak serial ogląda się jednym tchem i z nieukrywaną przyjemnością. Pozostaje tylko żal, że ta kontynuacja jest taka krótka i apetyt na przynajmniej kolejny pół-sezon...
Do oglądania zachęca także świetne wykonanie. Przede wszystkim kompletnie zaskakuje animacja. Anime ogólnie znane jest z tego, że postacie wykonują wyłącznie gesty konieczne do przedstawienia danej sytuacji i to przy najmniejszej liczbie klatek. Tutaj jest inaczej i aż rzuca się to w oczy. Ruchy postaci nie są może wyjątkowo płynne, ale zdecydowanie bardziej dopracowane w szczegółach. Scenografie są ładne, ale nie powalają. Mechy wyglądają bardzo dobrze, również są świetnie zanimowane i na szczęście nierenderowane. Wstawki komputerowe zdarzają się rzadko, ale przy kilku ma się wrażenie, że robili je amatorzy. Muzyka prawie się nie zmieniła. Tytułowa piosenka jest znów piekielnie nieoryginalna, ale raczej przyjemna w odbiorze. Natomiast muzyka podkładowa jest identyczna jak w „Fumoffu!”.
„Full Metal Panic! The Second Raid” to pozycja obowiązkowa dla fanów cyklu i jestem pewien, że ich nie zawiedzie. Fanom dobrej komedii szkolnej poleciłbym poprzednią część serii: „Full Metal Panic? Fumoffu!”, a tym, którzy lubią mechy, militaria i akcję, a cyklu nie znają, radziłbym zapoznanie się z nim od początku. Na pewno nie jest ambitny, ani oryginalny, jednak w swojej klasie zajmuje dość wysoką pozycję i warto go wypróbować.