Yoshitoshi ABe znany jest w światku mangi i anime z dosyć oryginalnego i charakterystycznego projektu postaci. Jego rękę widać w takich serialach, jak „Serial Experiments Lain”, „Haibane Renmei”, czy „Texhnolyze”. Ale ABe nie tylko rysuje, potrafi wymyślić także niezłą historię, czego przykładem jest „Haibane Renmei”. Dziś zajmę się jego poprzednim pomysłem, który rozpoczął się jako manga, a zakończył jako anime. Mimo że tematyka obu anime jest zgoła odmienna, obie te produkcje łączy nie tylko podobny projekt postaci, ale w pewnym sensie również klimat.
Małe, zwyczajne, prowincjonalne miasteczko japońskie Enohana. Czas tu biegnie powolnym tempem, a ludzie nigdzie się nie spieszą. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, nawet po czymś takim, jak odwiedziny kosmitów. Nikt nie wie skąd się wzięli, ani dlaczego pojawili się na Ziemi. Przybyli w wielkim statku kosmicznym z dużą anteną w kształcie grzechotki, wyglądają prawie jak ludzie, więc w ciągu kilkudziesięciu lat zaadaptowali się do naszych warunków wyśmienicie i dziś nikogo już nie dziwi widok obywatela z antenką na głowie. Jednak ci obcy, mimo wielu podobieństw do ludzi, są niezłymi oryginałami. Mają własny, rozbudowany system hierarchii społecznej, w której poza wieloma klasami pełnoprawnych obcych, istnieje wiele klas podkosmitów, liczonych aż do poziomu siódmego. Przedstawiciele tych ostatnich poziomów nie posiadają nawet antenki i są traktowani jako wyrzutki społeczeństwa. Podkosmici spotykają się regularnie na specyficznych mityngach, które mają na celu podniesienie ich statusu społecznego, ale z takiego materiału, jaki zamieszkuje okolice miasteczka Enohana, trudno zrobić porządnych kosmitów.
Ale wróćmy do Ziemian. Jedną z głównych bohaterek serialu jest Mayuko Chigasaki, uboga uczennica szkoły przygotowawczej do egzaminów wstępnych na studia, która sama zarabia na swoje utrzymanie, imając się różnych prac dorywczych, takich jak rozwożenie gazet, czy dostarczanie dań do klientów pewnej małej restauracyjki. Dziewczyna wynajmuje pokój na piętrze w małej łaźni publicznej, gdzie również dorabia. Niestety ledwo starcza jej do przysłowiowego pierwszego i często nie ma co włożyć do garnka. Mayuko jest osobą raczej spokojną i dość nieśmiałą, choć jeśli ktoś doprowadzi ją do ostateczności, odkryje, że w tej oazie spokoju mieszka również potwór. Mayuko nie ma czasu na koleżanki, ani na chłopaka, za to osiąga dobre wyniki w nauce. Największym jej problemem jest jednak to, że właściwie nie ma sprecyzowanych planów na dalsze życie i nie wie, czego tak naprawdę pragnie.
Jeśli już mowa o problemach dziewczyny, to nie możemy pominąć jej oryginalnej sublokatorki. Niea, podkosmitka siódmej kategorii, to kompletne przeciwieństwo Mayuko. Nie pytając o zgodę, wprowadziła się pewnego dnia do jej pokoju, i tak już zostało. Niea nigdzie nie pracuje, robi to co chce, włóczy się dokąd chce i zupełnie nie przejmuje się tymi, którzy mają ją za zakałę kosmicznej nacji. Jednym słowem Niea jest darmozjadem i to takim, który ostro domaga się wyżywienia od biednej współlokatorki.
Ulubionym zajęciem kosmitki, poza jedzeniem rzecz jasna, jest robienie spodków latających z różnego rodzaju złomu, po który wyprawy urządza do pobliskich wysypisk śmieci. Jej „ufami” bardzo interesuje się jedyna koleżanka Mayuko – Chiaki Komatsu, mająca kompletnego świra na punkcie kosmitów i będąca częstym gościem łaźni. Tu, nie tylko może podziwiać kolejne wynalazki Niei, ale ma także możliwość sfilmowania wielkiego statku obcych, widocznego z dachu budynku.
Niea uczestniczy w mityngach obcych, gdzie może najeść się do syta, podejrzanie wyglądającymi, pikantnymi potrawkami, gotowanymi przez nie mniej podejrzanego kucharza. Tu nasza bohaterka wdaje się także w ciekawe dyskusje z inną podkosmitką, Karną, która posiadając antenkę, czuje się znacznie bardziej wartościowa od wszystkich kosmitów w okolicy i przy każdej okazji nie oszczędza naszemu darmozjadowi kilku „ciepłych” słów dotyczących jego niskiej pozycji społecznej. Niea, która uwielbia drażnić się z innymi, nigdy nie pozostaje Karnie dłużna i zawsze ma na podorędziu stosowną, soczystą ripostę.
Łaźnia, będąca dawniej własnością rodziny Chigasaki, teraz należy do przedsiębiorczej Kotomi Hiyamy, która cały czas obmyśla plany przyciągnięcia większej liczby klientów do podupadającej łaźni. W realizacji owych śmiałych planów pomagają nasi bohaterowie, ale pomysły Kotomi nie zawsze odnoszą zamierzony skutek. Jest biednie, interesy idą kiepsko, jak to w małym miasteczku. Ale mieszkańcy Enohana cenią sobie spokój. Wolą kiedy czas płynie wolniej i nikomu nigdzie się nie spieszy.
Właściwie serial ten powinien być zakwalifikowany do gatunku troszkę zwariowanych komedii obyczajowych. Trudno doczepić mu etykietkę science-fiction, ponieważ element kosmitów jest tylko i wyłącznie tłem do pokazania różnych filozofii życia i podejścia do świata. Mamy Mayuko, która ciężko pracuje, aby zdobyć wykształcenie, ale właściwie nie wie do czego jej to potrzebne. Widzimy Nieę, mającą w nosie status społeczny, która, może często bywa głodna, ale za to jest absolutnie wolna. Kotomi nie chce sprzedać łaźni, mimo że cały czas przynosi straty i zabiera jej mnóstwo czasu, ale lubi w niej przebywać. Karna walczy o podniesienie swego statusu społecznego, choć to tylko numer, który przecież niczego nie zmieni. Przesłanie serialu jest oczywiste.
Anime to nie jest zrealizowane w sposób wybitny. Animacja jest dosyć uboga, scenograficznie też nie prezentuje się najlepiej, a projekt postaci, mimo iż oryginalny, do wyjątkowo miłych nie należy. Muzyka dobrze podkreśla wolne tempo nieskomplikowanego życia mieszkańców miasteczka. Najczęściej są to nieskomplikowane melodyjki gitarowe, po prostu takie swobodne niekonkretne granie. Seiyuu natomiast dobrano znakomicie. Mamy niecodzienną okazję posłuchania wydzierających się Ayako Kawasumi i Tomoko Kawakami, oraz niezrównanej w takich sytuacjach Yuko Miyamury (Asuka Soryu Langley) w roli Niei.
Mimo zwariowanych kosmitów i wielu przekomicznych scen, bo właściwie jest to komedia, serial ten niesie ze sobą wyraźne przesłanie. Czy zwariowana komedia może dawać do myślenia? „Niea Under Seven” dowodzi, że tak. I choć twórcy nie przedstawiają nam jakichś wyjątkowo głębokich przemyśleń, to serial ten zasługuje na coś więcej, niż tylko miano zwariowanej komedii. Należy jednak wyraźnie powiedzieć, że nie jest to serial dorównujący „Haibane Renmei”. Jest to propozycja lżejsza, zawierająca sporo niecodziennego humoru. Jednak, choć ma podobny klimat oraz, w pewnym sensie, tematykę, to nie jest tak ciekawa, jak inne pozycje, w których tworzeniu uczestniczył Yoshitoshi ABe.