Hyper ostatnio kupuje coraz gorsze serie. Zaczynali dość wysoko, kiedyś mogliśmy trafić na takie tytuły jak Vision of Escaflowne, Cowboy Bebop czy Grobowiec Świetlików. Tym razem po długim męczeniu Gundamem dostaliśmy 12 odcinków „The Candidate For Goddess” plus jeden odcinek określany jako OAV. Gdzieniegdzie seria ta jest opatrzona tytułem „Pilot Candidate”. Strasznie nie lubię określenia space opera (a takim właśnie mianuje się seriale tego typu), ponieważ ono tak naprawdę nic nie mówi. Cóż można się spodziewać po takim anime? Wiadomo, że będzie kosmos i że będzie bardziej fiction niż science, a jak znam życie znowu będziemy podziwiać jakieś super mechy. Niestety nie pomyliłem się.
Zacznijmy jednak od początku. Jedynej zamieszkanej przez ludzi, niebieskiej planecie zwanej Zion grozi poważne niebezpieczeństwo. Obcy nazywani przez mieszkańców „Wiktimami” (victim – ofiara), atakują planetę coraz zacieklej. Broni jej pięć supermechów o ludzkich twarzach – tytułowe Goddess. Ich pilotami są chłopcy posiadający specjalną moc EX, a każda Bogini ma specjalnie dobranego pilota i mechanika. Aby zapewnić stały przypływ pilotów stworzono akademię GOA, która zajmuje się szkoleniem kandydatów na pilotów. Opowieść rozpoczyna się w momencie kiedy kandydat imieniem Zero przylatuje do akademii. Jest to typ człowieka, który wie, że zostanie pilotem i po prostu realizuje swoje zamiary. Jest bardzo otwarty i jak to się mówi entuzjazm rozsadza go od środka. Ma także jedną przypadłość, w stanie nieważkości ma mdłości... Z chłopcem przylatują także inni kandydaci, między innymi zamknięty w sobie, niedostępny Hiead, z którym Zero będzie ostro rywalizował. Każdy z kandydatów otrzymuje do pomocy koleżankę – mechanika, która ma go wspierać zarówno podczas walk, jak i poza nimi. Głównemu bohaterowi pomaga bardzo sympatyczna Kizna (skąd oni biorą pomysły na imiona...), posiadająca śliczne kocie uszęta, która z początku trochę się kłóci z Zerem – ach, jak ja to lubię...
Ja widać pomysł serii taki sobie. Gdyby jeszcze zrealizowano go porządnie, może nie byłoby nic w nim złego, jednak pomysł nie jest najgorszym aspektem tego anime. Niestety sceny walk są renderowane. Panowie z Production I.G, które jest za animację 3D odpowiedzialne, robili je chyba po godzinach za darmo, bo są tak beznadziejne, że wyglądają na kompletną amatorszczyznę. Momenty nierenderowane są natomiast bardzo miłe, co w połączeniu z milutkimi twarzyczkami postaci powoduje, że chętnie się na nie patrzy. Scenariusz za to jest bardzo niedopracowany, właściwie oglądamy codzienne, normalne życie kandydatów – co jest w sumie bardzo miłe i zabawne, z domieszką walk treningowych. W między czasie obserwujemy dosyć nudne zmagania prawdziwych pilotów walczących z tajemniczymi kosmitami. Autorom nie chciało się nawet wyjaśnić skąd się biorą i dlaczego pragną zniszczyć Zion. Oglądając ostatni odcinek serii głównej mamy wrażenie, że anime nie ma żadnego zakończenia! Opowieść urywa się tak jakby czekało nas kolejne 12 odcinków. Pełen nadziei obejrzałem odcinek dodatkowy... Nie dowiedziałem się nic więcej poza tym, że mogłem go sobie darować. Żeby nie było, że się czepiam, napiszę o jednej pozytywnej rzeczy. Podobała mi się muzyka, zarówno optymistyczna orkiestrowa czołówka jak i piosenka kończąca większość odcinków, chyba jedna z lepszych ending theme, jakie ostatnio słyszałem.