W 2001 roku wyemitowano w japońskiej telewizji 26-odcinkowy serial, zatytułowany „Jungle Wa Itsumo Hale Nochi Guu”, w którym pokazywano życie mieszkańców pewnej wioski w dżungli, widziane oczami dziesięciolatka. Nie była to zwyczajna wioska, ponieważ momentami bardzo przypominała Japonię, a dżungla, mimo iż wyglądała tradycyjnie, porastała tu i ówdzie oryginalną roślinnością i zamieszkiwały ją różne dziwne stwory. Serial pokazywał perypetie chłopca imieniem Hale, który był nadzwyczaj spostrzegawczy i cieszył się sporą dozą zdrowego rozsądku, w przeciwieństwie do matki i innych dorosłych mieszkańców wioski. Hale prowadził normalny i spokojny żywot wesołego dziecka, aż pewnego razu w jego domu zamieszkała Guu – miła dziewczynka o anielskim uśmiechu, która okazała się najbardziej przewrotną magical girl, jaką tylko sobie można wyobrazić. Dało to początek niesamowicie zwariowanych przygód, z dużą ilością humoru i parodii oraz świetną grą Rikako Aikawy, bezbłędnie oddającej charakter głównego bohatera. Od premierowej emisji minął rok, a na półki sklepowe trafiła sześcioodcinkowa kontynuacja OAV.
Po dłuższym pobycie w mieście Weda, Hale oraz Guu wrócili do dżungli. Radość chłopca nie trwała jednak długo. W szkole pojawiła się nowa, piękna nauczycielka o ciekawych metodach wychowawczych, ale nie to było najgorsze. Razem z doktorem odkryli okrutną prawdę: Weda spodziewa się dziecka! Hale, znając tryb życia matki, zrozumiał, że teraz nie tylko będzie gotował dla całej rodziny, ale i wychowywał rodzeństwo. Braciszek lub siostrzyczka... Przez moment nawet się z tego cieszył, ale kiedy dotarło do niego, że Guu będzie mu w tym pomagać, załamał się kompletnie. Wtedy Weda wpadła na jeszcze lepszy pomysł, ale o tym dowiecie się sami, o ile po przeczytaniu tej recenzji nadal będziecie dodatkiem tym zainteresowani.
Niestety, jak często bywa z różnego rodzaju kontynuacjami, tutaj sprawa również ma się niezbyt ciekawie. Twórcy postanowili przelecieć się po serialu telewizyjnym, wybrać najsmaczniejsze kąski i nakręcić je od nowa. Mamy więc kolejny teleturniej, w którym nagrodą jest Weda, kolejny odcinek poszukiwań Ojisana przez Damę, stylizowaną na przedstawiciela bestiariusza filmów „Alien”, czy odcinek poświęcony kolejnym problemom Chorou z owłosieniem klatki piersiowej. Mari po raz kolejny spróbuje zdobyć serce Halego, a doktorek znów zostanie trochę pomęczony przez Bell. Oczywiście nie wszystkie odcinki pochodzą z recyklingu, ale i te nowe wybitnie ciekawe też nie są. O głównych bohaterach też niewiele nowego się dowiemy, poznamy właściwie tylko mały epizodzik z dzieciństwa Wedy, no i przekonamy się, jak zachowuje się Hale po spożyciu szklanki sake – tu Rikako Aikawa przechodzi samą siebie.
Jeśli chodzi o elementy parodii, to rzecz jasna jest tu ich sporo. Znajdziemy nawiązania do „Ah! My Goddess”, „Urusei Yatsura”, „Sakura Wars” i zapewne do kilku innych, jak np. gry „Tokimeki Memorial”. Usłyszymy wykład na temat konsoli i gier RPG, a Hale będzie miał wyjątkową okazję zagrania w grę symulującą wychowanie dzieci.
Podsumowując, nie mogę powiedzieć, żeby ta kontynuacja należała do udanych. Widać, że twórcom brakuje pomysłów, a humor się stępił i momentami zbliża się do niesmacznego. Oczywiście są momenty bardzo zabawne, ale to zupełnie nie to, co w serii telewizyjnej. Nic nie zmieniło się za to w wykonaniu, te same scenografie, projekt postaci i animacja. Tylko piosenka tytułowa zmieniła się, niestety na gorsze, bo jest to bardzo nieudana wariacja openingu z serialu telewizyjnego. Anime to polecić można chyba tylko tym, którzy zachwycili się pierwszym tytułem z tej serii. Inni nie powinni raczej zawracać sobie nim głowy.