Bez tematu
Pottero napisał(a): Niestety, coś nie wyszło z muzyką. Nie jest to szczyt możliwości pana Hisaishiego, który teraz zaserwował nam muzykę trochę tylko ponadprzeciętną
JA uważam ,ze mimo wszystko dobrze wyszła ścieszka dźwiekowa.I film jest na swój sposób piękny.Powstało coś nowego a nie squel do sprited away.Nie rozumiem ludzi którzy tylko krytykują Miyazakiego

za „Ruchomy zamek Hauru” Bo NIE JEST JAK Spirited Away: W krainie bogów

Odp.: Bez tematu
Hm, cytat raczej nie pokrywa się z ogólną treścią komentarza

. Moim zdaniem muzyka była taka sobie – Hisaishiego stać na zdecydowanie więcej, co już niejednokrotnie udowodnił. Tutaj, w porównaniu z „Księżniczką mononoke” albo „Spirited Away: W krainie bogów”, ścieżka dźwiękowa wypada naprawdę blado – brak jej tej „monumentalności”, nie przechodzą mnie miłe ciarki, gdy ją słyszę, jak miało to miejsce w przypadku poprzednich soundtracków Hisaishiego-sensei. I jest jakaś taka podobna do poprzednich.
Nie krytykuję „Hauru” dlatego, że nie jest taki jak „Spirited Away” – mówię tylko, że jest gorszy od poprzedników. Niepowtarzalny klimat filmów Miyazakiego nie jest tu aż tak wyczuwalny, a z czasem film staje się trochę zagmatwany. Jest w jakiś sposób jak jakaś amerykańska baśń, pozbawiona tego niezwykłego japońskiego uroku. Jak to powiedział ktoś z redakcji – za bardzo disneyowski. Ma wady, ale spokojnie da się go obejrzeć.
Odp: Bez tematu
Witam. Jestem "początkująca" w oglądaniu anime... choć z dziecinstwa pamiętam seriale jak "Czarodziejka z księżyca" czy "Generał Daimos".... Na muzyce i filmie znam się więcej niż przeciętny człowiek. Zanim trafiłam na tą recenzję obejżałam w kolejności : „Spirited Away” ,a potem "Ruchomy zamek Hauru" ... I powiem,że to raczej drugi film przypad mi do gustu... bardziej fabuła do mnie przemawiała.. choć przyznaję,że w obu animacjach istnieją niedopowiedzenia w "odpowieści" i to dziwne,że nikt w recenzjach nie skupia na tym uwagi,bo szczerze dzięki właśnie tym niedopowiedzeniom filmy oba są ciekawe i wciągające,co baaardzo różni obie projekcje od produkcji zachodnich ,a konkretnie disneyowskich.Tam jest wszystko powiedziane do ostatniego słowa- widz nie musi się zastanawiać,a to rozleniwia

Myślę ,że sam pomysł filmów był świetny i trafiony.Muzyka w obu była świetna i nic co osoba pisząca ta recenzję wymieniała w przykładach- nic nie miało pokrycia. Moim zdaniem świetnie muzyka wkomponowana w film i oddająca klimat i urok.Animacje też przypadły mi do gustu,a wcześniej nie przepadałam za filmami anime. Właśnie "Ruchomy Zamek Hauru" zmienił moje nastawienie i spojżenie na świat anime.
Co do "Zamku Hauru" obejżałam ten film pierwszy raz w październiku czy listopadzie 2007 w kinie i przyznam,że chodzi za mną każdy jego frament.Chętnie puszczam go w oryginale z polskimi napisami i robię to niezwykle bardoz cząsto.Częściej niż „Spirited Away” cz "Mój sąsiad Totoro" .. Nie powiem dlaczego. Poprostu był tak kolorowy,barwny i magiczny,że padłam w jego sidła. i chyba już tak zostanie. Pozdrawiam fanów anime i "Hauru"
Hauru
Uważam , że autor recenzji nie ma racji, co do muzyki w filmie. Mnie ona urzekła. Podobnie opowiedziana historia. Kiedy tylko film się skończył, włączyłam go ponownie od początku. Nie mogłam się pożegnać z bohaterami tak po prostu. Nieczęsto mi się to zdarza, by po skończeniu filmu (lub książki) tak prędko do niego wracać.
Widziałam również "W krainie bogów", ale nie zrobił na mnie tak silnego wrażenia, choć do tej pory czasem "chodzą za mną " kadry z tego anime- choćby palacz, czy Yobaba ( nie wiem, jak się pisze to imię - z góry przepraszam za błąd)
Pozdrawiam miłośników anime!
Odp: Hauru
dokładnie Yubaba