Odp.: Bez tematu
Hm, cytat raczej nie pokrywa się z ogólną treścią komentarza

. Moim zdaniem muzyka była taka sobie – Hisaishiego stać na zdecydowanie więcej, co już niejednokrotnie udowodnił. Tutaj, w porównaniu z „Księżniczką mononoke” albo „Spirited Away: W krainie bogów”, ścieżka dźwiękowa wypada naprawdę blado – brak jej tej „monumentalności”, nie przechodzą mnie miłe ciarki, gdy ją słyszę, jak miało to miejsce w przypadku poprzednich soundtracków Hisaishiego-sensei. I jest jakaś taka podobna do poprzednich.
Nie krytykuję „Hauru” dlatego, że nie jest taki jak „Spirited Away” – mówię tylko, że jest gorszy od poprzedników. Niepowtarzalny klimat filmów Miyazakiego nie jest tu aż tak wyczuwalny, a z czasem film staje się trochę zagmatwany. Jest w jakiś sposób jak jakaś amerykańska baśń, pozbawiona tego niezwykłego japońskiego uroku. Jak to powiedział ktoś z redakcji – za bardzo disneyowski. Ma wady, ale spokojnie da się go obejrzeć.
Pottero - 2.10.2006 1:20