Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Nie jestem znawcą „Gundama” i właściwie nie powinienem rozpisywać się o czymś, co ma ćwierć wieku tradycji, a ja znam tylko wierzchołek tej góry lodowej. Obejrzawszy kilka lat temu „Gundam Wing”, utwierdziłem się tylko w przekonaniu, iż w dziedzinie mechów, poza seriami z cyklu „Macross”, nie istnieje nic ciekawego. Mechy w tym cyklu były zawsze znacznie bardziej realistyczne, a fabuła nie tylko mówiła o wojnie i pokoju, ale opowiadała także o rzeczach bardziej przyziemnych, co bardzo ją urozmaicało, choć złośliwy Gundamowiec mógłby powiedzieć, że w „Macrossie” jest więcej „Maison Ikkoku” niż samych mechów. Do tej pory byłem zdania, że Gundam posiada wiele wad i prawie żadnych zalet. Do obejrzenia kolejnej serii z tego cyklu nie zachęciły mnie jednak mechy. Głównym magnesem okazały się dwie piękne piosenki, które miały się w nim pojawić. W sumie byłem też ciekaw, czy wszystkie „Gundamy” są tak beznadziejne jak „Gundam Wing”. Zasiadając przed telewizorem byłem nastawiony bardzo sceptycznie, ale dotrwałem do końca. Przekonajmy się, czy zmieniłem zdanie...

Przenieśmy się w bliżej nieokreśloną przyszłość. Zmieniło się wiele rzeczy, inżynieria genetyczna została opanowana do perfekcji, kosmiczne kolonie kwitną, a w dziedzinach militarnych dokonał się wielki postęp. Jedno natomiast się nie zmieniło. Stary, znajomy gatunek ludzki nadal uprawia profesję, której nauczył jeszcze w epoce kamienia łupanego – wojnę. A powód? Powód zawsze się znajdzie. Tym razem padło na rasizm. Ludzie zaczęli grzebać w genach i stworzyli lepszych ludzi – koordynatorów. Początkowo wszyscy żyli razem, budowali kolonie na orbicie, razem dokonywali odkryć naukowych, ale w końcu ci niezmodyfikowani zaczęli wytykać palcami koordynatorów, obarczać ich własnymi błędami... Sami wiecie, stara śpiewka. Koordynatorzy przenieśli się więc do kolonii i tak się zaczęło. Earth Alliance, czyli sprzymierzone narody ziemskie, zaczęły uczestniczyć w małych konfliktach zbrojnych z koloniami PLANT, aż w pewnym momencie zniszczyły pociskiem nuklearnym jedną z dwunastu kolonii. Wojna była nieunikniona. Mimo ogromnej przewagi sił ziemskich, ZAFT – armia chroniąca kolonii – nie został pokonany, choćby dlatego, że w jego szeregach byli znacznie sprawniejsi koordynatorzy, a naukowcy PLANT wynaleźli bardzo przydatne urządzenie, zwane Neutron Jammer, które uniemożliwiało wykorzystywanie energii nuklearnej w jego zasięgu. ZAFT zarzucił Ziemię tymi „wynalazkami”, co spowodowało wieloletni, globalny kryzys energetyczny sprzymierzonych Ziemian i wyrównało siły obu stron.

Na małej wyspie na Pacyfiku uchował się jednak Orb – naród neutralny w tym konflikcie. Orb posiadał kolonię w kosmosie – Heliopolis, którą zamieszkiwali ludzie i koordynatorzy, mający w „głębokim poważaniu” całą tę wojnę, pragnący żyć w pokoju. Naiwnie sądzili, że wojna ich ominie. Nie wiedzieli jednak, że w tajemnicy budowano tu nową broń dla Earth Alliance. Pięć nowoczesnych maszyn typu Gundam oraz statek kosmiczny Archangel, gotowe do użycia, oczekiwały na załogę, gdy siły ZAFT postanowiły te „zabawki” bezczelnie sobie przywłaszczyć. Wszystko by im się udało, ale trafili na kogoś, komu drogie było życie przyjaciół, a ten ktoś postanowił zrobić wszystko, aby ich uratować.

Kira Yamato, koordynator, który kochał pokój, uczył się w tutejszej szkole razem z przyjaciółmi, ufającymi, że wojna ich zupełnie nie dotyczy. Ale wojna miała inne plany. W mgnieniu oka pojawiła się przed ich oczami. Kira szukając schronu, znalazł się w centrum walk o nowe maszyny. Spotkał wtedy kogoś, kto był mu w młodości bliski jak brat. Był jednym z napastników ZAFTu, ale Kira do spółki z major Ramius nie pozwolili mu zabrać ostatniej z maszyn. Uruchomili gundama i dzięki koordynatorskim zdolnościom Kiry odparli atak ZAFTu. Chłopak odnalazł przyjaciół, ale fakt, iż widzieli nową broń, objętą tajemnicą wojskową, spowodował, że stali się przymusową załogą Archangela. A to był dopiero początek długiej i pełnej niebezpieczeństw drogi, podczas której dwójka przyjaciół stanie po dwóch stronach barykady, a pokojowo nastawiona młodzież będzie zmuszona do walki o przetrwanie...

Rozpoczynając oglądanie serialu, byłem do niego uprzedzony, mówiąc ogólnie zacząłem szukać dziury w całym i oczywiście wiele dziur znalazłem. Dla przykładu, po co Earth Alliance gundam, który efektywnie wykorzystany może być jedynie przez koordynatora? Albo jak to jest możliwe, że wybita w kolonii dziura wielkości statku kosmicznego nie wyssała z niej całego powietrza, albo jak ludzie w stanie nieważkości mogą swobodnie stać na nogach, albo...

A jednak w pewnym momencie przestałem się interesować uchybieniami scenarzystów, bowiem wartka akcja i postacie występujące w serialu okazały się znacznie ciekawsze. Oczywiście nadal poruszamy się po skali wartości serialu o mechach, ponieważ idea i główny tor fabuły nie odbiega zbytnio od „Gundam Wing”. Domyślam się, że każdy poprzedni Gundam również wiele się nie różnił pod tym względem. Znowu chodzi o wojnę i pokojowo nastawionych chłopców w wielkich robotach. Swoją drogą, twórcy mają talent do wymyślania imion i nazwisk, których sami nie są w stanie wypowiedzieć – choć właściwie nie tylko oni, bo imię Athrun Polakom też za dobrze nie wychodzi i wolą wymowę japońską (Asran).

Wracając do bohaterów, dostrzec jednak można pewne różnice w osobowościach. Gundam Seed ma bardziej niż w Wingu dopracowane postacie, które mają sensowniejsze dylematy i bardziej ewoluują, ale przede wszystkim dają się polubić od pierwszej chwili. Nawet przesłodzona z początku Lacus okazała się posiadać ciekawą osobowość. Fabuła jest bardziej wciągająca, są zwroty akcji, a widz głębiej przeżywa losy bohaterów. Nie ma tu za wiele humoru, w końcu panuje wojna, giną ludzie. Twórcy nie oszczędzają nam emocji, pewne sceny naprawdę wzruszają. Przymyka się oko na walki mechów, bo tu nic się nie zmieniło. Gundamy nadal mają tarcze, miecze, kosy, kule na łańcuchach... Walki nadal są trochę nudne, ale widz i tak chętnie sięga po kolejne odcinki, ponieważ chce poznać dalsze losy ulubionych bohaterów, a ich liczba jest na tyle duża, że każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście nie na zasadzie komercyjnego schematu studia AIC. Tutaj, podobnie jak w „Infinite Ryvius”, mamy poważne postacie, o sporym wachlarzu osobowości, a więc możliwości odnalezienia w tej grupie siebie, czy kogoś, kto nam się spodoba, są spore. Niemały w tym udział ma także projekt postaci, który moim zdaniem jest przepiękny.

Całość jest wykonana bardzo ładnie – nie ma się co dziwić, Sunrise na swoim produkcie flagowym nigdy nie oszczędza. Mamy więc niezłą scenografię, ładnie wykonane gundamy i dobrą animację, która jest szczególnie widoczna podczas efektownych walk i wybuchów. Znajdziemy kilka renderingów, np. Archangel jest często animowany w trzech wymiarach. Na szczęście oszczędzono tego gundamom, które nadal są bardzo tradycyjne.

Najlepsza jest w tym wszystkim bardzo klimatyczna muzyka podkładowa, którą świetnie uzupełniają piękne piosenki, choć poza „Shizukana Yoruni”, „Mizu no Akashi” i „Find a Way”, znajdziemy wiele prostackich pioseek. Jednak dla tych trzech kompozycji warto się pomęczyć przy wielu ciężkostrawnych openingach. Jeśli jesteśmy przy piosenkach, to zastanawiające jest podarowanie jednej z postaci piosenki do zaśpiewania – czyżby nawiązanie do Macrossa? W każdym razie Rie Tanaka do przeciętnych wokalistek nie należy i teledysk z Lacus w roli głównej wyszedł naprawdę pięknie. Z innych zapożyczeń można wymienić Star Wars – wielka broń jednej ze stron jako żywo przypomina działo umieszczone na Death Star.

Powracając do pytania z początku recenzji, muszę przyznać, że „Gundam Seed” zaskoczył mnie pozytywnie. Oczywiście nadal jest to tylko serial o mechach, ale twórcy wykonali kawał dobrej roboty i stworzyli anime, które każdego fana mechów zadowoli, a może nawet nie tylko jego, bo nawet amator ambitniejszych produkcji, jeśli tylko przymknie oko na dziury i nudne walki, może przy czymś takim miło spędzić czas. Na pewno jest to kolejny dobry serial dla nastolatków (główni bohaterowie serialu są w tym wieku). Jest dobry również dlatego, że nie tylko zawiera silne przesłanie antywojenne, ale uczy tolerancyjności i tego, żeby nie poddawać się roli owcy, która zrobi wszystko, co jej każą, niezależnie od tego, czy jest to słuszne, czy nie.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Apetyt rośnie w miarę ........


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn