Brawurowa adaptacja znanej powieści Aleksandra Dumasa, utrzymana w futurystycznych realiach i nieortodoksyjnej oprawie. Młody szlachcic poznaje podczas karnawału bogatego i tajemniczego hrabiego. Ten ratuje go z nielichej opresji, w zamian prosząc o rekomendację paryskiej śmietance towarzyskiej.
| odcinki | 24 x 24 min - łącznie 576 min | |
| przypisania | ||
| ta recenzja | Tassadar (17.04.2011) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 9.00 |
Zaadaptowanie literackiego klasyka do formy anime nie jest prostym zadaniem, tym bardziej jeśli chce się dopasować treść oryginału do zgoła odmiennej formy przekazu, nie tracąc przy tym podstawowych walorów. Wyzwanie wzmaga dodatkowo presja pogodzenia preferencji statystycznego odbiorcy z krytycznym spojrzeniem wielbicieli książki, co w omawianym przypadku miało szczególne znaczenie. Wszak „Hrabia Monte Christo” należy do najwybitniejszych dzieł Aleksandra Dumasa i każda znacząca ingerencja w fabułę to potencjalne ryzyko sprawdzenia się porzekadła, że lepsze jest wrogiem dobrego, czego dowodem może być film popełniony w Hollywood w 2002 roku przez Kevina Reynoldsa i spółkę.
Na szczęście dla pracowników studia GONZO trzytomowa powieść francuskiego pisarza zalicza się do grona historii bardzo uniwersalnych i przy tym genialnych w swej prostocie. Pozwoliło to na odważną, ale przemyślaną zagrywkę autorów anime, którzy niemal całą zawartość pierwszego tomu wykroili ze scenariusza i przytaczali ją jedynie w dialogach między bohaterami lub krótkich retrospekcjach. Czytelnicy „Hrabiego” natychmiast zrozumieją celowość takiego postępowania, zaś pozostałym należy się słowo wyjaśnienia. Otóż wydarzenia w książce ukazane są w sposób chronologiczny, z początku relacjonując szczegółowo okoliczności, w jakich doszło do pewnych tragicznych wypadków. Z kolei anime (jak i dalsza część powieści) rozgrywa się już wiele lat później, kiedy to przeszłość zaczyna dawać o sobie znać w życiu ludzi pamiętających dawne czasy. Nie zdradzając nic więcej – intryga jest przednia i świetnie poprowadzona, w czym po równo rozdzieliłbym zasługi Dumasa i Japończyków. Ukrycie przed widzem kluczowych fragmentów przydało opowieści suspensu, który docenią szczególnie ci niezaznajomieni z lekturą.
Akcja serialu przedstawiona jest w głównej mierze z punktu widzenia młodego Alberta de Morcerf, szlachcica, któremu tytułowy hrabia ratuje życie podczas karnawału. Staje się to początkiem znajomości pomiędzy dwoma mężczyznami, z których jeden jest pełnym optymistycznej naiwności gołowąsem, zaś drugi tajemniczym i potężnym osobnikiem o nieokreślonych, ale podejrzanych pobudkach. Gdy hrabia przybywa do Paryża i zaznajamia się z tamtejszą arystokracją, beztroskie życie Alberta zaczyna się stopniowo zmieniać. Zarówno rodzina, jak i przyjaciele na własnej skórze, choć w różny sposób odczuwają coraz wyraźniej skutki poczynań Monte Christo w stolicy. Atmosfera się zagęszcza, a wokół enigmatycznego arystokraty narastają podejrzenia, którym tylko jego nowy znajomy nie chce dać wiary. W rdzeń tej części autorzy postanowili specjalnie nie ingerować, pozostawiając bieg wydarzeń w ogólności takim, jakim go zastali, dopiero pod koniec wprowadzając istotne zmiany w scenariuszu. Przez to alternatywne zwieńczenie historii jest bardziej uwspółcześnione i politycznie poprawne, ale nie znaczy to, że bardziej przewidywalne. Kilka zaskakujących chwytów zastosowanych pod koniec zasługuje na szczere słowa uznania. Naprawdę ciężko się do czegoś przyczepić w warstwie fabularnej i jeśli kogoś pociągają skrupulatnie prowadzone intrygi, ten „Hrabiego Monte Christo” nie powinien w swej kolekcji pominąć.
Ku rekomendacji skłaniam się tym bardziej, że od strony charakterologicznej serial prezentuje się równie zadowalająco. Wybranie Jōjiego Nakkaty do roli tytułowej było strzałem w dziesiątkę i po seansie trudno sobie wyobrazić głos, który lepiej oddawałby postać hrabiego. Co jednak ciekawe, mimo że kradnie dla siebie sporo z przedstawienia, to dzięki równomiernemu rozłożeniu przebiegu zdarzeń pomiędzy bohaterów nie ma się wrażenia, że reszta postaci to tylko drugoplanowe dodatki. Każdy z otoczenia Alberta ma do odegrania w historii swoją rolę, zachowuje się wiarygodnie i zgodnie z mentalnością przedstawicieli wyższych sfer, mających nieco inne priorytety niż przeciętny obywatel. Działania hrabiego w Paryżu, poza tymi wynikającymi bezpośrednio z jego tajemniczej motywacji, stopniowo stawiają pod ścianą kilku młodych ludzi, w tym i Alberta. Ci z kolei w trudnej sytuacji dojrzewają, spoglądają na świat z nowej perspektywy, do tej pory przyćmionej przez nieżyciowe i bezprzedmiotowe cele. Podobać się może przede wszystkim to, że GONZO nie zmieniło w sposób istotny osobowości bohaterów i, w imię większej przystępności dla widza, nie uległo pokusie spłycenia moralnych dylematów, co wcześniej studiu regularnie się niestety zdarzało.
Najważniejsze zmiany, z punktu widzenia porównań z oryginałem, objęły za to pierwiastek wizualny anime. Zamiast osadzić wydarzenia w dziewiętnastowiecznej Francji, twórcy zdecydowali się przenieść akcję w pełne kiczowatego przepychu szóste tysiąclecie, z ludzkością podróżującą między planetami, nawiązującą kontakty z obcymi rasami i używającą na co dzień wysoce zaawansowanych technologii. Afrykańskiego służącego zastępuje więc zielonoskóry kosmita, szable ustępują miejsca wielkim robotom, a barwny Rzym - odległej Lunie. A jednak czasy te, mimo że tak odległe, są niemal identyczne z dawnymi. Światem rządzą arystokraci, style architektoniczne są bez wyjątku pstrokate i pełne przesadnego przepychu, a pod pozornie romantyczną fasadą codziennego życia kryją się rozmaite mroczniejsze sekrety. W efekcie autorzy uzyskali ciekawe połączenie, które powinno zadowolić zarówno literackich koneserów mogących wyłapywać rozliczne analogie, jak i absolutnych laików, jeśli chodzi o znajomość książkowych realiów.
Czas jednak nieco wstrzymać pochlebne opinie, by wspomnieć o największej bolączce, jaka trawi recenzowany tytuł i wynika bezpośrednio z chęci zastosowania owej futurystycznej stylizacji. Potencjalną piętą Achillesową produkcji jest bowiem zbiór technik użytych do stworzenia animacji i poszczególnych obiektów. Wrażenia estetyczne są co prawda w ogólnym rozrachunku raczej pozytywne, ale zastosowane środki są mocno kontrowersyjne i mogą zniechęcać z przyczyn czysto praktycznych. Kolorystyka jest bardzo agresywna i na dłuższą metę męcząca dla oczu, co miało podkreślić klimat opowieści i dobrze odwzorowywać realia, ale animatorzy w swych zapędach poszli za daleko. Momentami naprawdę ciężko ogarnąć więcej niż jeden odcinek bez ryzyka oczopląsu od nadmiaru wrażeń i takie choćby „Mononoke” to przy tym małe piwo. Do tego dochodzą standardowo już w przypadku tego studia powszechne modele trójwymiarowe, które prezentują się nieźle, dopóki nie zaczną się poruszać, a czynią to ślamazarnie i nienaturalnie. Ciekawym i raczej udanym zabiegiem są za to nieruchome tekstury ubrań czy fryzur, które sprawiają, że poruszające się postacie są bardziej żywotne. Ostateczna ocena oprawy jest jednak bardzo subiektywna i każdy powinien poświęcić kilka chwil na obejrzenie umieszczonych poniżej kadrów bądź dostępnych powszechnie zwiastunów, by zadecydować, czy tak nieortodoksyjny i jaskrawy styl nie będzie stanowił trudnej do ogarnięcia przeszkody.
O muzyce warto z kolei wspomnieć bardziej optymistycznie, gdyż ścieżka dźwiękowa jest nienaganna, choć pomijając przyjemny wokalnie opening, nie stanowi niczego, co mogłoby specjalnie zaskoczyć. Ot, parę dobrze wykonywanych i znanych utworów muzyki klasycznej na przemian z elektronicznymi brzmieniami typowymi dla filmów science-fiction. Zdarzają się także wmieszane partie wokalne z oper lub połączenia obydwu stylów w podniosłe melodie o szybkim tempie. Kompozycje dobrze ze sobą kontrastują, podobnie jak prezentowane realia. Ponadto gdy trzeba, muzyka podkreśla bardziej tajemniczy i niepokojący nastrój wielu scen lub buduje sielankową atmosferę, by za chwilę zburzyć ją z siłą wodospadu.
Ostatecznie o „Hrabim Monte Christo” nie trzeba pisać więcej niż to, że stanowi jedną z najlepszych adaptacji książek do anime, głównie dzięki rozsądkowi i umiarowi jego twórców. Powieść, na której bazowali, sama w sobie jest rewelacyjna i jedyne, co pozostało zrobić ekipie, to nie pogubić się po drodze, a scenariusz sam się wybroni. Gdy jednak patrzę na dorobek aktorskich filmów o tym tytule, jakimi raczyło nas kino, zwłaszcza w ostatnich latach, to mam wrażenie, że dokonania Japończyków warte są szczerych słów uznania. „Hrabia Monte Christo” nie zasługuje na to, by być traktowanym tylko jako materiał na prosty film przygodowy albo też wystawny, ale pusty kostiumowy spektakl. To złożona opowieść o wielu wątkach i celnie wytkniętych mroczniejszych aspektach ludzkiej natury, tu stworzona z zachowaniem wszystkich walorów oryginału i bez jego największej wady, czyli ujawnienia wszystkiego już w pierwszym tomie. Jeśli więc wasze oczy nie zaprotestują stanowczo przeciw feerii barw i kształtów, z jaką będą musiały się mierzyć przez ponad dwadzieścia odcinków, to macie szansę nacieszyć się pierwszorzędnym anime, które będziecie długo i ciepło wspominać.
Na zakończenie gwoli wyjaśnienia pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę. Po seansie proponuję lekturę „Hrabiego” każdemu, kto jeszcze tego nie uczynił. Trudno o lepszą rekomendację do przeczytania książki niż to anime.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Mahiro Maeda |
| Scenariusz | Natsuko Takahashi, Tomohiro Yamashita |
| Skrypt | Natsuko Takahashi, Tomohiro Yamashita |
| Scenopis graficzny | Atsushi Wakabayashi, Hidenori Matsubara, Katsuichi Nakayama, Mahiro Maeda, Michio Fukuda, Toshiyuki Kato, Toshiyuki Kubooka |
| Reżyseria odcinków | Hirokazu Yamada, Katsuichi Nakayama, Mahiro Maeda, Mitsuhiro Karato, Takaaki Wada, Toshiyuki Kato, Yoshimasa Hiraike, Yukio Okazaki, Yuu Kou |
| Muzyka | Jean Jacques Burnel, Kōji Kasamatsu, Reiji Kitazato |
| Twórca oryginału | Alexandre Dumas |
| Oryginalny projekt postaci | Mahiro Maeda |
| Projekt postaci | Hidenori Matsubara |
| Wykonanie piosenek | Jean Jacques Burnel |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Jouji Nakata | Hrabia Monte Christo |
| Jun Fukuyama | Albert de Morcerf |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akiko Yajima | Haydée |
| Chie Nakamura | Claire-Marie-Eugénie de Danglars |
| Daisuke Hirakawa | Franz d'Epinay |
| Juurouta Kosugi | Fernand de Morcerf |
| Kikuko Inoue | Mercédès de Morcerf |
| Mai Nakahara | Peppo |