Często określany mianem najlepszej komedii anime serial, opowiadający o życiu w dawnym Edo opanowanym przez kosmitów. Uwaga! Każdy odcinek „Gintamy” niewłaściwie stosowany zagraża twemu życiu lub zdrowiu. Przed seansem zapoznaj się z treścią recenzji dołączonej do Azunime bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
| odcinki | 201 x 25 min - łącznie 5025 min | |
| przypisania | ||
| związane | Gintama' (2011) - kontynuacja |
|
| ta recenzja | Tassadar (17.12.2010) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.00 |
Zaczęło się niewinnie, by nie rzec przeciętnie. Edo z czasów feudalnych, wraz z resztą planety zostaje podbite przez Amanto – różnorakich kosmitów, który siłą otwierają naszą skromną planetę na kontakty z resztą wszechświata, bezwzględnie przy tym wykorzystując dotychczasowych mieszkańców. Ustawiają marionetkowy rząd, zabraniają samurajom nosić mieczy i pełnymi garściami czerpią z dobrodziejstw Ziemi, podczas gdy przeciętni ludzie muszą często desperacko walczyć o życie. W owej ponurej rzeczywistości żyje Sakata Gintoki, srebrnowłosy samuraj nie rozstający się ze swoim drewnianym mieczem, jedyną namiastką nielegalnego oręża. Wraz z Shinpachim, fajtłapowatym dziedzicem szkoły miecza i Kagurą, ubierającą się w Chińskie stroje młodocianą kosmitką, zajmują się wszelkimi zleceniami jakie mogą przynieść grosz niezbędny do opłacenia rachunków.
Tak oto wyglądał pomysł na „Gintamę”, popularną mangę wydawaną w magazynie Shōnen Jump. Dalsze szczegóły nie są istotne, gdyż zarówno komiks, jak i w konsekwencji anime, którego kręcenie rozpoczęto w nieco ponad dwa lata po wyjściu pierwszego tomu, szybko porzuciły swoje korzenie. Prosta i niespecjalnie wyróżniająca się początkowo komedia rozwijała się błyskawicznie. Nieudane bądź nudne pomysły konsekwentnie spychano na dalszy plan bądź wyrzucano, zastępując je… wszystkim. Dosłownie.
Jako anime „Gintama” nie trzyma się żadnego konkretnego gatunku, choć dominacja elementów komediowych i parodystycznych jest najbardziej widoczna. W całokształt można też wpisać bardzo udany shōnen; pełen pojedynków, opowieści o przyjaźni, miłości i dramatycznych czy wzruszających scen. Właśnie to zróżnicowanie pozwoliło szybko osiągnąć w przeciągu aż 201 odcinków wysoki poziom i wywołać u niżej podpisanego ciągłe zainteresowanie. Początki były ciężkie, ponieważ „Gintama” jak mało które anime potrzebuje czasu by dojrzeć i przekonać do siebie poprzez ciągłą poprawę jakości. Początkowe 30-40 epizodów nie ma jeszcze tego wyrazistego charakteru i doskonale dopracowanego tempa jakie cechują dalszy ciąg. Autorzy wyraźnie sondowali rynek, sprawdzali reakcje widowni na rozmaite pomysły i uczyli się na całkiem licznych błędach. Mieli przy tym mnóstwo czasu i tyleż samo umiejętności. Scenariusz stosunkowo szybko nadganiał mangę, co wymusiło u autorów użycie własnych pomysłów na dopełnienie ramówki. W efekcie raczeni jesteśmy masą fillerów, o których – o dziwo - nie da się powiedzieć złego słowa. Zaiste, to sytuacja niespotykana w tasiemcowych serialach. Pomijam już fakt, że w zasadzie nie sposób odróżnić odcinków stworzonych od zera przez Sunrise, od tych przygotowanych na podstawie komiksu.
Abstrahując od źródeł pomysłowości w poszczególnych odcinkach, najważniejsze w „Gintamie” okazuje się zwycięstwo nad fundamentalnym problemem z jakim mierzy się każda komedia - wtórnością. Mam tu na myśli przede wszystkim zdolność wyjścia poza szablon i szukania „ofiar” kolejnych parodii poza najbardziej rozpoznawalnymi anime. Nie sztuką jest po raz trzydziesty zadrwić ze znanych scen pochodzących z „Notatnika śmierci”, „Hokuto no Ken” lub innego hitowego tytułu. Choć scenarzyści nie stroną w serialu od znanych nawiązań, to żadną miarą się do nich nie ograniczają. Dostaje się też naprawdę niszowym pozycjom, japońskiej kulturze i stylowi życia (na równi zresztą z zachodnimi zwyczajami), irytującym ludzkim zwyczajom, filmom aktorskim (choćby „Pile”), grom komputerowym, czy przedstawicielom mediów i świata show biznesu. Słowem, nikt nie może czuć się bezpiecznie, zwłaszcza że dowcip jest celny i bezlitosny a przy tym sensowny. Nie uświadczy się parodii w imię pustego naigrawania się z czegokolwiek – nawet najdrobniejsza analogia ma swoje miejsce i wpasowuje się w odcinek bez zgrzytów. Bywają niestety problemy z wyłapaniem wszystkich aluzji, ale nawet rozumiejąc jedynie 25% z nich można bawić się świetnie. Na szczęście wersja dostępna dla polskiego widza zawiera szerokie wytłumaczenia większości parodystycznych zagrywek.
Osobną kwestią jest odwaga, z jaką do anime wstawiane są co poniektóre żarty. Nie brakuje scen balansujących na granicy dobrego smaku i przy tym w anime w zasadzie niespotykanych. Dowcipy potrafią kręcić się wokół tematyki wydalniczej, rozrodczej, czy innych obszarów będących w większości komedii anime tematami tabu. Obywa się przy tym bez chamstwa i prostactwa w stylu znanym z niektórych amerykańskich tworów, gdzie sam fakt, że ktoś powie na głos „gówno” jest uznawany za powód do śmiechu. Nawet osoby dość szybko potrafiące się obruszyć i zniesmaczyć nie powinny mieć problemu z zaakceptowaniem bardziej śmiałych scen. Nieco trudniejsze do przełknięcia może okazać się stężenie absurdu i szaleństwa na jakie regularnie można natrafić. Niektóre odcinki wywołują odległa tęsknotę za rozumem i budzą skojarzenia ze słynnym finałem „Excel Sagi”. Dzięki wspomnianemu wcześniej zróżnicowaniu tematycznemu serialu, nie ma się jednak aż tak wyraźnego wrażenia przesytu i zbyt intensywnego eksploatowania niekontrolowanego szaleństwa jako motoru napędowego dla humoru. Tak więc choć oglądanie „Gintamy” w zbyt dużych dawkach i tak grozi silnymi bólami mięśni twarzy u nawet najbardziej stoickich widzów, to jest to cierpienie owocne i przyjemne.
Równie udanie, choć tu już wyraźniejsze są początkowe wahania formy, prezentuje się typowo shōnenowa strona serialu. Potencjalny widz musi się z początku nastawić na sporo cienkich jak barszcz historyjek z mizernym moralizatorskim wydźwiękiem, które dodatkowo pogrąża zbyt dramatyczna reżyseria. Dopiero gdy swoje wycierpimy, mniej więcej pod koniec odcinków z pierwszego roku telewizyjnej emisji, wszystko zaczyna się zazębiać. Tragiczne wydarzenia przestają wzruszać tanimi chwytami rodem z telenowel, reżyseria przestaje odznaczać się melodramatycznym zacięciem a same historie prowadzone są w taki sposób, by wpierw na spokojnie zdążyć przywiązać widza do bohaterów drugoplanowych. Autentycznie można się wzruszyć oglądając finały wielu późniejszych wątków, zwłaszcza że najczęściej kręcone są bez wykładania kawy na ławę, pozostawiając miejsce na niedopowiedzenia i interpretację poczynań postaci. Trudno przy tym mówić o specjalnym powiązaniu poszczególnych wątków ze sobą. Owszem fabuła ma główną oś, która od czasu do czasu daje o sobie znać, ale ciężko mówić o jej kompletności czy nawet dominującym czasowo charakterze.
Jak na utrzymany w młodzieżowej atmosferze tytuł z elementami przygodowymi przystało, całkiem sporo w „Gintamie” najróżniejszych pojedynków z coraz to silniejszymi adwersarzami. Są one obarczone wszystkimi przypadłościami charakterystycznymi dla gatunku – długimi ponad miarę przemowami czarnych charakterów i wchodzących im w słowo obrońców prawości, nagłym odnajdywaniem sił u pozornie zwyciężonych samurajów, efektownymi atakami i mnóstwem eksplozji z rockowym podkładem w tle. Z innych przewidywalnych rozwiązań – nie ma prawie w ogóle doszczętnie złych bohaterów, są tylko nierozumiani, choć akurat jeśli chodzi o adwersarzy „Gintama” może się pochwalić kolekcją wykraczającą dalece poza standard. Już sam fakt, że niemal nikt nie chce podbić Wszechświata potrafi wywołać spore zdumienie. Dzięki temu, każdemu wątkowi towarzyszy nutka niepewności co do dalszego rozwoju wypadków i intencji podstępnych wrogów pokoju.
Kolejnym magnesem przyciągającym rzesze fanów do serialu są bohaterowie, których wręcz cała horda przewija się co odcinek. Teoretycznie Gintoki wraz z towarzyszami stanowią główną trójkę postaci, ale nie oznacza to wcale że dostają wyraźnie więcej czasu ekranowego niż mistrzowie drugiego planu. Zwłaszcza w fillerach i późniejszych częściach „Gintamy” przez długie dziesiątki minut liczą się tylko pozostałe postacie. Nie ma wręcz szans, by ktoś nie znalazł wśród nich swojego ulubieńca – Ayame Sarutobi, maniaczka S&M, Hijikata i Sogo, dwóch nienawidzących się szczerze członków Shinsengumi, Madao, życiowy nieudacznik i pechowiec, albo też Katsura, przygłupi dowódca sił rewolucyjnych to tylko niektórzy z dziesiątków nietypowych indywiduów. Nie tylko mają oni świetnie rozpisane dialogi, wyraźne i silne osobowości, ale też gra seiyū to aktorstwo niemalże nieodmiennie z najwyższej półki. Lista płac jest imponująca, a gwiazdy wywiązują się ze swoich obowiązków znakomicie, niejednokrotnie dając pokaz swych umiejętności i kreując najlepsze role w karierze.
Oczywiście gaże seiyū jak i pozostałej części ekipy swoje kosztowały i gdzieś trzeba było ciąć koszta. Nie może być więc zaskoczeniem, że jakość obrazu do porażającej nie należy, zwłaszcza jeśli uwzględnić konieczność cotygodniowej emisji telewizyjnej przez cztery lata i co się z tym wiąże napięte do granic możliwości terminy. Z ową przypadłością, typową dla długich seriali, autorzy „Gintamy” poradzili sobie przyzwoicie. Co prawda wykorzystanie tych samych ujęć, teł albo modeli jest na porządku dziennym, ale też nie prezentują one fuszerki z jaką kojarzy się wiele innych tasiemcowych tytułów. Rysunek jest momentami wyjątkowo prosty, ale najzwyczajniej w świecie staranny co na dłuższą metę wystarcza w zupełności. Rysownicy trzymają też poziom przez cały czas, bez wahań formy i świadectwa niechlujstwa albo pośpiechu. Oszczędności bardziej dały się we znaki ścieżce dźwiękowej, bo choć openingi i endingi to w pełni profesjonalna i przyjemna dla ucha robota, to już reszta utworów (poza nielicznymi wyjątkami) przechodzi zupełnie bez echa. Sprawy nie ułatwia długość anime i brak większego zróżnicowania podkładu muzycznego w jego trakcie. Na szczęście muzyka jest akurat w „Gintamie” ostatnią rzeczą na jaką będzie się zwracać uwagę.
Jak więc krótko podsumować serial? Niech wystarczy wam moje zapewnienie, że o ile określenie „najlepsza komedia anime” to wobec „Gintamy” może zbytnia gloryfikacja, to już bez wątpienia jest kandydatem do tego miana. Nie sposób mi wyobrazić sobie kogokolwiek, komu nie mógłbym polecić właśnie tego tytułu jako remedium na chandrę, niewyczerpalną kopalnię dobrego humoru i po prostu udaną rozrywkę. Zaczyna bez fajerwerków, ale konsekwentnie i z każdą kolejną minutą zmienia się na lepsze, by osiągać momentami absolutne apogeum. Jeśli jeszcze nie widzieliście "Gintamy", to czas najwyższy zmienić ów stan rzeczy.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Shinji Takamatsu, Yoichi Fujita |
| Kompozycja serialu | Akatsuki Yamatoya |
| Skrypt | Akatsuki Yamatoya, Michiko Yokote, Taketo Shimoyama |
| Scenopis graficzny | Ai Yoshimura, Aisu Mugino, Akira Nishimori, Hirofumi Ogura, Kazuo Miyake, Kei Mabiki, Keiichi Sekino, Makoto Moriwaki, Mamoru Matsuo, Naoki Hishikawa, Shigeki Takagi, Shin'ya Nishikida, Shinji Takamatsu, Shuuji Miyahara, Tetsuji Takayanagi, Toru Kobayashi, Yasuhiro Minami |
| Muzyka | Audio Highs |
| Oryginalna manga | Hideaki Sorachi |
| Projekt postaci | Shinji Takeuchi |
| Kompozycja piosenek | Audio Highs, Chris Walker, Hayato, Hearts Grow, KELUN, Koji Muraya, Plingmin, Plingmin, shimada, Takuya, Wataru Shihara, YO-KING |
| Wykonanie piosenek | amplified, Base Ball Bear, DOES, GHOSTNOTE, Hearts Grow, KELUN, Monobright, PENGIN, POSSIBILITY, redballoon, Shigi, Snowkel, The Rodeo Carburettor, Tommy heavenly, Tommy heavenly6, YO-KING |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Daisuke Sakaguchi | Shimura Shinpachi |
| Rie Kugimiya | Kagura |
| Tomokazu Sugita | Sakata Gintoki |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akira Ishida | Katsura Kotarou |
| Kazuya Nakai | Hijikata Toushirou |
| Kenichi Suzumura | Okita Sougo |
| Kenta Miyake | Harada |
| Kujira | Otose |
| Mikako Takahashi | Sadaharu |
| Satsuki Yukino | Otae |
| Susumu Chiba | Kondou Isao |
| Yū Kobayashi | Sarutobi Ayame |
| Tetsuharu Ohta | Yamazaki |
| Yuu Sugimoto | Catherine |
| Daisuke Gouri | Inoue |
| Fumihiko Tachiki | Hasegawa |
| Fumiko Orikasa | Yagyuu Kyuubei |
| Izumi Kikuchi | Harue |
| Keiichi Kuwabara | Shinohara Shinnoshin |
| Keiji Fujiwara | Hattori Zenzou |
| Keiko Nemoto | Murata Tetsuko |
| Kiyoyuki Yanada | Gankeimaru |
| Koji Yusa | Toujou Ayumu |
| Mikako Takahashi | Otsuu |
| Satoshi Hino | Kamui |
| Yukari Tamura | Ana Hanano |
| Yuuki Ono | Shigeshige Tokugawa |
| Yuusaku Yara | Jiraia |
| Sayaka Narita | Ketsuno Ana |