Portret miłości i zbrodni w poetyckim wydaniu. Studio Type-Moon po raz trzeci wchodzi do tej samej rzeki, serwując romantyczną ale i krwawą opowieść w świecie gdzie magia odciska swe piętno na życiu zwykłych ludzi. Źródło mocnych wrażeń w trakcie oglądania, choć gdy opadną emocje traci wiele ze swej siły.
| odcinki | 1 x 50 min, 1 x 61 min, 1 x 58 min, 1 x 46 min, 1 x 114 min, 1 x 59 min, 1 x 121 min - łącznie 509 min | |
| przypisania | horror, nadprzyrodzone, romans, psychologia | |
| produkcja | Aniplex, ufotable, Kodansha, Notes | |
| animacja | ufotable | |
| związane | Tsukihime: Lunar Legend (2003) - to samo uniwersum |
|
| ta recenzja | Tassadar (8.01.2010) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.00 |
Stało się coś nieuniknionego. Twórczość Nasu Kinokiego po raz kolejny stała się źródłem inspiracji dla utalentowanych twórców doskonale wiedzących, jak przekształcić ją na kasowe anime. Wcześniejszym adaptacjom, „Shingetsutan Tsukihime” i „Fate/stay night” brakowało odrobiny dopracowania i większego budżetu, ale postęp między nimi widoczny był gołym okiem. Tym razem zdecydowano się na formułę filmową, która ułatwia zgromadzenie środków finansowych i intensyfikację ich wydawania. Dodatkowo pozwala na bieżąco śledzić reakcje widzów i krytyków na kolejne części, po czym zgodnie z poczynionymi obserwacjami wprowadzać zmiany. Trzeba bowiem zauważyć, że jest to rodzaj twórczości, która oprócz opowiadania nastrojowej historii w dużej mierze wychodzi naprzeciw oczekiwaniom masowego odbiorcy. Wierzących w sukces przedsięwzięcia ludzi było sporo, wystarczy zresztą spojrzeć na listę wytwórni zaangażowanych w prace od samego początku – ufotable, Aniplex, Kodansha – aż ślinka cieknie na samą myśl o możliwych efektach współpracy tak utytułowanego towarzystwa.
Nie da się ukryć, że kooperacja nie poszła na marne. „Kara no kyōkai” to nakręcone w porywający sposób anime, które potrafi wyjątkowo skutecznie wciągnąć w swój świat pełen tajemniczości, mistycyzmu i niepokojących wydarzeń. W trakcie trwania poszczególnych filmów każdą minutę wręcz się chłonie, doceniając zaangażowanie, z jakim budowana jest atmosfera. Nadrzędną tematyką jest zawsze cierpienie i zbrodnia oraz ich wpływ na losy zarówno samych zabójców, jak i głównych bohaterów, którzy są wplątani pośrednio lub wprost w spiralę przemocy. W przedstawianiu zła i zepsucia obowiązuje naturalistyczne podejście do sprawy, z chłodną, niemal reporterską dokładnością ilustrujące sceny mordów, gwałtu i ludzkich tragedii. Mimo że autorzy nie pokazują wiele, a i czas trwania brutalnych scen do długich nie należy, są one niezmiennie intensywne i przejmujące. Co najważniejsze, udała się trudna sztuka takiego ilustrowania wzmiankowanych fragmentów, które nie wywołuje niezdrowej fascynacji krwią i cudzym nieszczęściem. Wręcz przeciwnie. Bywają momenty, w których to, co widzimy na ekranie, jest autentycznie nieprzyjemne i odpychające. Twórcy manipulują emocjami widzów, tak dobierając sceny i sposób narracji, by trudno było spokojnie wysiedzieć przed ekranem. Aby uniknąć jednoznacznego podziału na bohaterów pozytywnych i negatywnych, zadbano o szczegółowe nakreślenie portretów psychologicznych postaci i targających nimi wątpliwości. Zbrodniarze są z reguły ludźmi słabymi, w głębi duszy samotnymi, ale też często świadomie wybierają swoją drogę, doskonale zdając sobie sprawę z konsekwencji. Scenariusz w sposób realistyczny i przekonywający kreśli sylwetki zbrodniarzy, ale żeby w pełni to docenić, potrzeba odpowiedniej dojrzałości. Jak rzadko kiedy granica osiemnastu lat jest nie tyle wskazana, co wręcz obligatoryjna. Wynika to nie tylko ze skłonności autorów do epatowania przemocą, ale i złożoności oraz powagi prezentowanych zagadnień.
Kilka słów warto rzec o nietypowej konstrukcji cyklu, by pewne ważne dla widza sprawy stały się jasne. Całość podzielono na siedem fragmentów (przy czym drugi i siódmy tworzą jedną opowieść), z których każdy reżyserowała inna osoba, nadając im indywidualnego charakteru i wprowadzając tak pożądaną różnorodność fabularną. Jednocześnie zachowano te same postaci i identyczną szatę graficzną. Przykładowo: „Fukan fūkei” to typowy wstęp, prezentujący świat przedstawiony, natomiast główną oś scenariusza stanowi właśnie dwuczęściowe „Satsujin kōsatsu”. Znajdzie się też miejsce dla retrospekcji, efektownej i surrealistycznej akcji oraz nieco lżejszych pomysłów, ocierających się w jednej odsłonie o subtelną autoparodię. Najbardziej kontrowersyjny jest „Tsūkaku zanryū”, do którego należy podchodzić ostrożnie, a w razie zwiększonej wrażliwości na sceny drastyczne w ogóle sobie podarować lub po prostu przewinąć dłuższe fragmenty. Jak widać, spektrum gatunkowe jest stosunkowo szerokie, a i cieszy fakt, że w każdym przypadku obrana formuła sprawdza się przynajmniej dobrze. Jedynie układ numeryczny, nie mający nic wspólnego z chronologicznym ciągiem wydarzeń, może z początku przyprawiać o lekki ból głowy. Widz jest od razu rzucany na głęboką wodę i o ile nie był już wcześniej fanem prac Kinokiego, będzie miał najprawdopodobniej kłopot ze zorientowaniem się, co i jak. Życia nie ułatwia też sposób prowadzenia dialogów – są one rozbudowane, stosunkowo szybko wypowiadane i częstokroć zawierają sporo zbędnych informacji. Wydłuża to „sprytnie” czas trwania niektórych filmów do standardów akceptowalnych dla kinowego seansu, ale potrafi być frustrujące. Nierzadko aż się prosi, żeby bohaterowie przeszli do rzeczy zamiast snuć swoje wywody.
Reżyseria filmów stoi na wysokim poziomie, a pieniądze wpompowane w projekt zostały poprawnie wydane. Tła są dopracowane i naprawdę rzadko kiedy daje się w nich dostrzec jakieś mankamenty. Wrażenie jest tym większe, ponieważ nawet fakt, że większość akcji rozgrywa się w nocy albo w ciemnych pomieszczeniach, nie wywołał u artystów grafików odruchu lenistwa. Wprost przeciwnie, pchnęło to ich do wytężonej pracy i dało świetne rezultaty. Wykorzystanie światła i cienia oraz charakterystycznej mgiełki, gdy promienie słońca wpadają do ciemnych lokacji, jest najwyższej próby. Pokuszono się także o teoretycznie drobną, ale jakże znaczącą innowację. Sposób ukazania deszczu, łez, padających kropel krwi jest niespotykanie dopracowany. Ten pozornie banalny szczegół nadaje większości scen zupełnie nową jakość. Trochę gorzej, ale nadal udanie prezentują się bohaterowie, u których zwłaszcza twarze i fryzury odrobinę odstają od wysokiego standardu. Nadrabiają za to animacją, która zazwyczaj jest oszczędna, za to w scenach bardziej dynamicznych pokazuje, na co było stać ekipę. Akcja jest nie tylko prężna, ale i naprawdę efektowna, pełna popisowych scen pojedynków i zwalczania nadprzyrodzonych istot. Chęć zaimponowania krwistością w imię niej samej, która zawładnęła zwłaszcza reżyserem „Mujun rasen”, znajduje tu swoje usprawiedliwienie. Kinowa formuła, dająca twórcom więcej czasu i swobody, w tym przypadku jak najbardziej się opłaciła. Z zaskakujących i miłych niespodzianek – komputerowo renderowane efekty zaklęć potrafią wręcz przytłaczać feerią barw i drobiazgowością.
Komputerowe wspomaganie pracy rysowników posłużyło głównie ukazaniu magii i nadprzyrodzonych mocy, których spośród ważniejszych postaci pozbawiony jest tylko główny bohater. Założenia są podobne do tych wykreowanych w „Shingetsutan tsukihime” – Shiki, tak samo jak młodzieniec z wcześniejszego anime, także widzi linie, których przerwanie niszczy przedmioty i ciała. Widok jej oczami przypomina myśliwski wzrok Predatora z filmu i stanowi świetny przykład na to, jak w serię wpleciono pomysłowe nawiązania. Nie należy się dziwić, widząc maga w szkarłacie o sposobie bycia Szalonego Kapelusznika albo podejrzanie celtycką interpretację stworzeń znanych jako elfy. Surrealistyczne albo zwyczajnie odważne wizje są na porządku dziennym, stanowiąc spójną całość mimo różnorodności i będąc kolejnym dowodem na zaangażowanie i przemyślane działanie producentów.
Za ścieżkę dźwiękową odpowiada Yuki Kajiura, tak więc wysoki poziom nikogo nie powinien dziwić. Na potrzeby „Kara no kyōkai” zrezygnowała ze swojego zwyczajowego stylu, dostosowując się do natury opowieści, przez co muzyka powinna zadowolić nawet największych krytyków jej twórczości. Udźwiękowienie jest dość stonowane i zdarzają się nawet dłuższe momenty absolutnej ciszy, ale gdy trzeba tempo przyśpiesza, powodując przyjemną gęsią skórkę. Jednak dopiero napisy końcowe i sekwencje otwierające poszczególne filmy pokazują potencjał, jaki drzemie w tej kompozytorce. W nagraniach uczestniczył założony głównie w tym celu zespół „Kalafina”, zrzeszający trzy młode i utalentowane piosenkarki. Każdy utwór w ich wykonaniu to muzyka najwyższej klasy, której można słuchać na okrągło bez znużenia. Twórcy serii potrafili to doskonale wykorzystać, dzięki czemu każdy film zaczyna się i kończy naprawdę mocnym akcentem.
Pisanie o „Kara no kyōkai” jako o czymś, co warto zarekomendować, mimo wszystko nie wchodzi w rachubę. Takich pozycji nie ogląda się dla skomplikowanej fabuły ani prostej rozrywki. Dostarczają one wrażeń, adrenaliny, odwołują się do wszystkich zaangażowanych w oglądanie zmysłów, bombardując je setkami intensywnych bodźców. Z tym zaś sprawa jest o tyle skomplikowana, że nawet mimo drobiazgowej realizacji i zalet anime zdarzają się jednostki, które uznają całość za pretensjonalną. Będą to raczej osoby, którym przemoc na ekranie nie odpowiada bądź też takie, dla których jej obecność jest czynnikiem dewaluującym tytuł już na starcie. Nie jest to jednak uzasadniona krytyka, gdyż od takich szaleńczych jatek jak „Hellsing Ultimate” tytuł ten dzieli zdecydowanie zbyt wiele. Z powagą i sensem na czele.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria (część 1, „Fukan fūkei”) | Ei Aoki |
| Reżyseria (część 2, „Satsujin kōsatsu ep.1”) | Takuya Nonaka |
| Reżyseria (część 3, „Tsūkaku zanryū”) | Mitsuru Obunai |
| Reżyseria (część 4, „Garan no dou”) | Shinichi Takiguchi |
| Reżyseria (część 5, „Mujun rasen”) | Takayuki Hirao |
| Reżyseria (część 6, „Boukyaku rokuon”) | Takahiro Miura |
| Reżyseria (część 7, „Satsujin kōsatsu ep.2”) | Shinsuke Takizawa |
| Skrypt | Masaki Hiramatsu |
| Muzyka | Yuki Kajiura, Yuriko Kaida |
| Twórca oryginału | Kinoko Nasu |
| Oryginalny projekt postaci | Takashi Takeuchi |
| Projekt postaci | Mitsuru Obunai, Takuro Takahashi, Tomonori Sudou |
| Reżyseria animacji | Mitsuru Obunai, Takuro Takahashi, Tomonori Sudou |
| Reżyseria 3D | Shintaro Nakamura |
| Reżyseria dźwięku | Yoshikazu Iwanami |
| Kompozycja piosenek | Yuki Kajiura |
| Wykonanie piosenek | Kalafina |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Kenichi Suzumura | Mikiya Kokutō |
| Maaya Sakamoto | Shiki Ryōgi |
| Takako Honda | Tōko Aosaki |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Ayumi Fujimura | Azaka Kokutō |
| Jouji Nakata | Souren Araya |
| Mamiko Noto | Fujino Asagami |
| Rie Tanaka | Kirie Fujō |
| Souichiro Hoshi | Lio Shirazumi |
| Tetsuya Kakihara | Tomoe Enjō |
| Hiroki Touchi | Daisuke Akimi |