Czy można postawić jakikolwiek sensowny zarzut filmowi wyprodukowanemu w Studiu Ghibli? Niby zawsze i każdemu można, ale tu sprawa komplikuje się mocno, rozmywa się w jakichś subiektywnych subtelnościach... Czy poczciwe, zabawne, choć nieco złośliwe tanuki to istoty, których można nie lubić? Oto jest pytanie...
| odcinki | 1 x 118 min - łącznie 118 min | |
| przypisania | komedia, nadprzyrodzone, przygoda | |
| produkcja | Studio Ghibli, Tokuma Shoten | |
| ta recenzja | Ai Wan (4.12.2009) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.50 |
Pięknie zalesione wzgórze na przedmieściach Tokio zamieszkuje społeczność jenotów, pogodnych i inteligentnych zwierząt znających pradawną sztukę transformacji. W ich beztroską egzystencję pewnego dnia wjeżdżają z hałasem koparki i buldożery, mające zrównać wzgórze z ziemią pod budowę nowego osiedla ekspansywnie rozwijającej się metropolii. Zagrożone utratą domu tanuki odświeżają nieco zapomniane magiczne umiejętności i rozpoczynają cykl akcji sabotujących budowę. Gdy tylko uda im się choć na chwilę opóźnić działania ludzi, natychmiast urządzają huczną imprezę, by wkrótce znów podjąć walkę. I tak w kółko; naprzemienne, coraz wymyślniejsze akcje i eksplozje radości z nietrwałych sukcesów zajmują większość czasu z niemal dwóch godzin seansu. Niewiele jest motywów urozmaicających scenariusz, a ten monotonny cykl rekompensuje jedynie spora doza realizmu w ukazaniu wewnętrznego rozdarcia walczących o przetrwanie istot. Na co dzień dziecięco radosne i przyjazne całemu światu tanuki w obliczu zagrożenia potrafią być w końcu śmiertelnie groźne.
Z powyższego pobieżnego opisu wyłania się podstawowy element będący motorem scenariusza, a mianowicie dualizm, kontrast wyrażający się zderzeniem humoru z dramatem, zabawy z walką o przetrwanie czy, szerzej rzecz ujmując, magii ze światem realnym, natury z cywilizacją. To dobry punkt wyjścia, gdyż jest to jeden z tych tematów, które można w nieskończoność próbować z ciekawym skutkiem ubierać w rozmaite narracje, co też twórcy ze Studia Ghibli wielokrotnie z powodzeniem czynili. W omawianym tytule czegoś mi wszakże zabrakło, a może wręcz przeciwnie – poczułem się nieco przytłoczony nadmiarem fabuły, zbyt rozwlekle wałkującej ów podstawowy motyw. Sądzę, że wiele ma tu do rzeczy także bardzo specyficzny klimat filmu mocno związany z miejscem jego powstania, odbiegający dość daleko od łatwo przyswajalnego uniwersalizmu „Laputy” czy „Powrotu do marzeń”.
Fabuła „Szopów w natarciu” opleciona została misterną siecią powiązań i odniesień do kultury japońskiej. Z tej racji (a także ze względu na wyżej wspomniany realizm walki o przetrwanie) może lepiej nadaje się do parokrotnego przestudiowania przez zainteresowanych tematem, niż na czysto rozrywkowy, rodzinny seans. Po prawdzie tanuki to element folkloru tak powszechny, że niewątpliwie znany także poza Krajem Kwitnącej Wiśni, jednak na samych postaciach jenotów film się nie kończy. Wspomnę tylko o dwóch elementach, które szczególnie zwróciły moją uwagę przy pierwszej konsumpcji.
Wspaniała parada potworów, podczas której tanuki wznoszą się na szczyty swych transformacyjnych umiejętności, wcielając się w najwymyślniejsze postacie yōkai, zahipnotyzowała mnie swoją egzotyką i całkowitym nieskrępowaniem wybujałej fantazji. Dla zblazowanych mieszkańców metropolii taki widok to nic innego jak element tradycji, która przy szalonym tempie życia odchodzi w zapomnienie i w której prawdziwe upodobanie znajdują jedynie dzieci. Dla jenotów przykrym zaskoczeniem okazał się ten fakt, wszak parada to miało być wspaniałe, zwycięskie zwieńczenie całej batalii przeciw niszczeniu ich domów. Ta barwna kulminacja i następujący wkrótce po niej gorzkawy finał w moim odczuciu stanowią o wartości filmu, dając dość nietypowo ujęty materiał do refleksji o przemijaniu i cenie gwałtownych przemian świata, wobec których można albo stanąć bezradnie w miejscu, albo dać się im ponieść – co też tanuki w końcu czynią. Drugi ze wspomnianych charakterystycznych motywów to świetne, humorystyczne pokazanie słynnych jąder jenotów i ich roli w transformacji. Fakt eufemistycznego określenia ich jako „worki” w wersji angielskiej odbieram jako subtelny dowód różnicy między mentalnością japońską i europejską. Tradycyjnym atrybutem poczciwych tanuki są nie tylko ogromne jądra symbolizujące szczęście w finansach, ale też butelka sake reprezentująca wartość, cnotę; mieszkańcom Starego Kontynentu te symbole zapewne kojarzą się nieco inaczej.
Podobne wrażenie o różnicach w mentalności odniosłem, wsłuchując się w ścieżkę dźwiękową. Jako muzyk z wykształcenia zawsze na tę warstwę filmu jestem szczególnie wyczulony. W przypadku omawianego tytułu miałem okazję przekonać się już nie po raz pierwszy, jak wielka przepaść dzieli muzyczną wrażliwość Japonii i Europy. Piosenki dziecięce to wycinek kultury, rzec by można, tak „podskórny”, tak głęboko wdrukowany, że albo łapie się klimat od razu, albo nie łapie się go wcale, co też mnie się właśnie przydarzyło. Teksty niektórych piosenek właśnie o jenotach opowiadają, stąd ich użycie jest tu uzasadnione i dobrze spełniają one swoją rolę. Ogólnie mogę powiedzieć, że muzyka w „Szopach w natarciu” nieco mnie znużyła.
Odnośnie strony wizualnej w zasadzie nie można powiedzieć nic nowego ponad to, o czym pisałem, recenzując inne produkcje Studia Ghibli. Wykonanie jest jak zwykle solidne, będzie można się nim delektować jeszcze długo. Wydaje się, że twórcy związani ze studiem znaleźli jakąś magiczną formułę pozwalającą im tworzyć wizje ponadczasowe, nie tracące nic ze świeżości niektórych pomysłów i perfekcji wykonania mimo szybkiego rozwoju technik animacji. W opisywanym tytule takim świeżym pomysłem było dla mnie pokazanie postaci jenotów w trzech, nazwijmy to, graficznych ujęciach, przyporządkowanych różnym sytuacjom: we własnym gronie tanuki nieco upodabniają się do ludzi, chociażby przez ubrania, w obliczu ludzi przybierają realistyczną formę zwierzęcą, a czasem, gdy zrobią coś dziwnego czy wręcz głupiego, wyglądają jak kreskówkowe, uproszczone figurki.
Mimo drobnych, subiektywnych niedogodności w odbiorze, generalnie oceniam film pozytywnie. Chyba zabrakło mi odrobiny tego nieodzownego składnika – wspomnianego na początku uniwersalizmu, który w pełni przekonał mnie do innych produkcji Miyazakiego, Takahaty i spółki, jakie miałem przyjemność oglądać. Tym razem może trochę skróciłbym całość... Ale na pewno mogę z czystym sumieniem polecić ten tytuł wszystkim fanom standardowo produkowanego w Ghibli miksu tematycznego, na który składają się: ekologia, pacyfizm, ścisłe współistnienie świata realnego i magicznego, trochę zabawy, trochę zadumy, dla każdego coś miłego... Ponadto z niecierpliwością oczekuję premiery „Taketori monogatari”, nowego projektu Isao Takahaty, realizowanego po dziesięcioletniej przerwie. Aż trochę szkoda, że tak zdolny i wszechstronny twórca „milczał” tak długo...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Isao Takahata |
| Scenariusz | Isao Takahata |
| Scenopis graficzny | Shinji Otsuka, Yoshiyuki Momose |
| Muzyka | KORYU, Manto Watanobe, Masaru Goto, Ryojiro Furusawa, Yoko Ino |
| Autor oryginału | Kenji Miyazawa |
| Projekt postaci | Shinji Otsuka |
| Scenografia | Kazuo Oga |
| Reżyseria animacji | Shinji Otsuka |
| Zdjęcia | Atsushi Okui |
| Producent wykonawczy | Hayao Miyazaki, Ritsuo Isobe, Seiichiro Ujiie, Yasuyoshi Tokuma |
| Producent | Toshio Suzuki |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Shinchou Kokontei | Narrator |
| Makoto Nonomura | Shōkichi |
| Yuriko Ishida | Okiyo |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akira Fukuzawa | Ryūtarō |
| Beichou Katsura | Mistrz Kin’chō |
| Bunshi Katsura | Mistrz Hage |
| Gannosuke Ashiya | Mistrz Gyōbu |
| Kobuhei Hayashiya | Ponkichi |
| Kosano Yanagiya | Oshō |
| Nijiko Kiyokawa | Oroku |
| Shigeru Izumiya | Gonta |
| Takehiro Murata | Bunta |
| Yorie Yamashita | Otama |