Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Radio Banzai
Anime Heaven
Dragon Ball Nao
Kage
Inner World - Polski Portal jRPG
Anime Dream
Japonia Dream i Japan Horror
bleachHEART
Kyaa - animacja, kultura japońska, manga
Banzai!
Dairokkan
 
 

Ocena recenzenta

7.5
Scenariusz
7.5
Pomysł
7.8
Modele/obiekty
7.5
Scenografia
7.8
Animacja
6.5
Muzyka
 
7.2
Ogółem
 
 

Reklama

 
 

Dane podstawowe

 

Fullmetal Alchemist: Brotherhood


» 鋼の錬金術師 (JAP)

» Hagane no renkinjutsushi (ROM)

 
Fullmetal Alchemist: Brotherhood

Drugie podejście do, być może, dzieła życia Hiromu Arakawy, tym razem wiernie oddające scenariusz znany z mangi. Czy w związku z tym powstał tytuł na miarę wielkich oczekiwań, czy też może trzeba by użyć nieco banalnych słów „do trzech razy sztuka”? Oto jest pytanie.

 
Produkcja
Serial TV
Premiera
5.04.2009
Ocena redakcji7.25
(dozwolone od lat 12)
dozwolone od lat 12
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
6.60 (5)
7.50 (6)
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 63 x 24 min, 1 x 24 min - łącznie 1536 min
przypisania pojedynki, nadprzyrodzone, dramat, przygoda, komedia, akcja
animacjaBones
związane Fullmetal Alchemist   (2003)  -  opowieść alternatywna
ta recenzja Tassadar   (8.07.2010) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   7.25
 
ANN AnimeNfo AnimeDB Anime Planet
 
 
 

Recenzja

 

Ostrożnie zakładam, że mogą na tym świecie istnieć fani anime, którym tytuł „Fullmetal Alchemist” nic nie mówi i którzy zetknęli się z nim po raz pierwszy podczas czytania niniejszej recenzji. Cuda, jak powszechnie wiadomo, czasami się przecież zdarzają. Po fabularne objaśnienia i ogólne informacje odsyłam do recenzji wcześniejszej adaptacji, gdyż nowa odsłona jest z nią pod tym względem przez spory czas zgodna. Rozbrat ze scenariuszem poprzedniczki następuje w momencie, gdy za czasów realizacji pierwszej odsłony kończyły się rozdziały mangi. Ówczesna ekipa postanowiła dokończyć serial po swojemu i, ująwszy to w subtelny sposób, nie podołała zadaniu. Czarę goryczy przelał film „Conqueror of Shamballa”, w zamyśle mający stanowić uzupełnienie autorskiego zakończenia (i w zasadzie nawet znośny), ale w praktyce mający z duchem pierwowzoru tyle wspólnego, co marynowany śledź z okrętem podwodnym. W miarę jak autorka rysowała kolejne rozdziały swojego dzieła, coraz jaśniejsze stawało się, że losy młodych alchemików po raz kolejny zostaną wzięte na warsztat, tym razem z większym budżetem i staraniami o wykorzystanie pełnego potencjału oryginału.


Już pierwszy odcinek potwierdził, że przynajmniej podejrzenia dotyczące bogatszych środków finansowych i lepszego ich wykorzystania były trafne. Nowa wersja „Alchemika” jest pod każdym względem efektowniejsza od poprzedniczki. Styl rysowania nie należy raczej do specjalnie szczegółowych, ale to pokłosie wyraźnego nawiązywania do rysowniczych upodobań Arakawy. Twarze są więc może i nieco kwadratowe, ale nie sposób powiedzieć, aby warstwa wizualna sprawiała złe wrażenie, głownie dzięki perfekcyjnie dobranym barwom. Pierwsze spotkanie z komputerowymi efektami także kończy się pozytywnie, nie ustępują one bowiem tym znanym z wysokobudżetowych filmów Gainaksu. Zarazem ładnie odcinają się na stonowanych, kolorowanych jakby kredką świecową tłach, co przypomina nieco technikę użytą swego czasu z powodzeniem w „Simoun”. Takie rozwiązanie pozwoliło jednocześnie oszczędzić sporo pracy rysownikom, przez co, mimo że anime ma aż 64 odcinki, przez większą część czasu nie widać istotnych niedoróbek i uproszczeń, tak charakterystycznych dla dłuższych tytułów.


Przełożyło się to na możliwość zintensyfikowania prac nad momentami bardziej spektakularnymi, widowiskowymi scenami pojedynków, szaleńczo wręcz popisowymi przykładami użycia alchemii i całą masą ujęć ważnych z punktu widzenia fanów. Do kluczowych scen przyłożono się zauważalnie lepiej, a należy pamiętać, że i „zwyczajna” część oprawy jest przecież udana. Może to i nieco wyrachowane, ale też sprytne i w sumie sprawdzające się w praktyce podejście. W tym samym tonie utrzymane są openingi – dopieszczono je jak trzeba, właśnie z myślą o wprawieniu widza w dobry, przychylny wobec tytułu nastrój. Bardziej dociekliwy, czy też może sceptycznie nastawiony czytelnik mógłby w tym momencie zastanowić się, czy przypadkiem nie dzieje się tak dlatego, że pod względem zarówno fabularnym, jak i reżyserskim „Brotherhood” ma tak naprawdę niewiele do zaoferowania i konieczne było pieczołowite zamaskowanie owego faktu wszystkimi dostępnymi środkami.


Cóż, sprawa nie jest prosta. Z całą pewnością Bones wyciągnęło wnioski i solidnie przeanalizowało zarzuty, jakie wobec pierwszej ekranizacji wysunęła większość fanów. W rezultacie autorzy niemal zupełnie nie zmienili wydarzeń znanych z mangi, traktując ją bardziej jako niemal gotowy scenopis, niż zwyczajne źródło inspiracji. Co więcej, w tych nielicznych (i na szczęście, poza jednym, bez konsekwencji dla spójności historii) momentach, gdy mimo wszystko zdecydowali się zrobić coś po swojemu, ponieśli klęskę niemalże na całej linii. Można wręcz odnieść wrażenie, że sami szybko się połapali, gdyż takie wpadki obserwuje się tylko na samym początku. Potem wierność oryginałowi jest niezachwiana, wręcz fanatyczna.


Korzystny wpływ lojalności wobec mangi jest taki, że twórcy naprawdę pozwolili wykreowanemu przez Arakawę scenariuszowi i uniwersum rozwinąć skrzydła. Widać wyraźnie, że autorka miała wszystko dokładnie zaplanowane, a każdej, nawet z pozoru nieistotnej i ewidentnie trzecioplanowej postaci, pozwoliła mieć swoje pięć minut sławy. Wielki finał całej tej historii jest rzeczywiście epicki, choć może nieco zbyt prosty, a bohaterom pewne rzeczy przychodzą za łatwo. Niemniej trudno wobec samego scenariusza poczynić jakiekolwiek poważne zastrzeżenia. Jeśli już, to dotyczą one sposobu, w jaki przeniesiono to, co zapisane, na ekran. Wraz z dokładnością, autorów ogarnęło delikatne uczucie przestrachu, być może spowodowane wzmiankowanymi wpadkami z pierwszych odcinków. Długie fragmenty, zwłaszcza te, gdy natłok akcji chwilowo zwalnia, są zbyt pasywne i asekuracyjne, jakby autorzy bali się wyściubić nosa poza własne biura i poszukać dodatkowej inspiracji gdzie indziej. Chwilami „Alchemik” traci więc sporo ze swej autentyczności i choć zabrzmi to zaskakująco – zdarza mu się przynudzać. Nie wszystkie sceny nadawały się bowiem do wprowadzenia w ruch żywcem, bez żadnych zmian.


W największym stopniu dotyczy to humoru, którym oryginał jest mocno nasycony i z którego za żadne skarby świata nie potrafiono zrezygnować, albo przynajmniej ograniczyć jego natężenie. Skutkuje to wieloma dowcipami, które pojawiają się nawet w bardziej poważnych momentach i potrafią momentalnie zepsuć nastrój swoją krzykliwością i gwałtownością. W mandze sprawdzały się o tyle, że zajmują jeden, góra dwa kadry, po czym rysunek i akcja wracają do normalności. Co więcej, czarno-biała kolorystyka sprawia, że nawet lekka zmiana stylu nie jest aż tak wyraźna. W „Brotherhood” można było obejść się z nimi rozsądniej, zostawiając tylko te autentycznie zabawne i nie rujnujące atmosfery, bo pojawiające się w luźniejszych częściach opowieści. Niestety, potencjalny widz będzie się musiał przyzwyczaić i liczyć, że przynajmniej dwa razy na odcinek zostanie niezbyt przyjemnie zaskoczony. Cóż szkodziło pozostawić większość z nich na odcinki specjalne dodawane do DVD, które notabene są momentami jeszcze lepsze od samego macierzystego serialu.


Być może spory wpływ na to ma fakt, że „Fullmetal Alchemist” przeszedł zauważalną metamorfozę od czasów, gdy wrzaskliwe i proste gagi mogły twórcom ujść na sucho. To już nie anime typowo przygodowe z lekkim zacięciem obyczajowym, ale pełnokrwisty dramat ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nowe postaci i wydarzenia wnoszą sporo wzruszających i refleksyjnych chwil, ale nie do tego stopnia, by popaść w teatralną przesadę. Zastrzeżenia nadekspresji można postawić co najwyżej kilkorgu seiyū, uprawiającym styl wypowiedzi, który i w wiktoriańskim teatrze uznany by został za pompatyczny. Przesunięciu ciężaru gatunkowego towarzyszy też kilka scen jakby zupełnie z innej bajki, w tym szereg dość drastycznych i to nawet jak na standardy animowanego horroru. Te akurat, w przeciwieństwie do komediowych, pasują doskonale do nowego oblicza „Alchemika”. Wszak jest to dojrzała opowieść o poświęceniu, desperackiej walce o odzyskanie własnych ciał, długo tłumionej przez poczucie bezsilności wobec bezlitosnych trybów poruszających światem.


W tym momencie pozwolę sobie na dorzucenie jeszcze jednej łyżeczki dziegciu, odnoszącej się głównie do rozbudowanego zwieńczenia serialu, jak i samego początku anime. Daty emisji odcinków dobrano tak, by zakończenie emisji mniej więcej zbiegło się w czasie z wydaniem ostatniego tomu, co nie pozostało bez wpływu na pracę studia Bones. Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że oto otrzymaliśmy produkt kręcony w pośpiechu, zwłaszcza w samej końcówce. Być może zabrakło zimnej krwi, może nieco motywacji albo ambicji. Faktem jest, że na finiszu coraz częściej zdarzają się przypadki byle jakiej reżyserii, słabszej animacji, dialogów składanych na pół gwizdka i innych nieznacznych mankamentów. Przy cotygodniowej emisji nie były one aż tak wyraźne, w końcu ważniejsze było oczekiwanie na kolejny odcinek i emocje tym wywołane, ale teraz, gdy jest możliwość obejrzenia całości niemal za jednym zamachem (niemal, bo ponaddobowy maraton to zadanie tylko dla maniaków), bez wątpienia staną się bardziej zauważalne. Szkoda, bo pracując z większą swobodą i pod mniejszą presją, można było z pewnością ich uniknąć.


Gwoli poinformowania czytelników i z recenzenckiej sumienności, wspomnę jeszcze nieco o ścieżce dźwiękowej. To chyba jedyny element układanki, któremu poskąpiono (wyjąwszy openingi i endingi) lepszego budżetu i elementu zaskoczenia. Cięgiem raczeni jesteśmy wojskowymi marszami w każdej możliwej odmianie i monotonnymi melodiami na instrumenty smyczkowe, którym co prawda nie sposób odmówić współbrzmienia z klimatem „Alchemika”, ale które słyszane po raz dwudziesty zaczynają powoli grać nie tyle na skrzypcach, co na nerwach. O pracy seiyū już wspomniałem, dodam tylko, że zachowano niemal stuprocentową obsadę z pierwszego serialu, co z pewnością zadowoli fanów ich talentu, zaś przeciwników doprowadzi do szewskiej pasji.


Na zakończenie tych wywodów pozostaje oczywiście pytanie: czy „Brotherhood” to produkt skończony i rzeczywiście zrealizowany na miarę oczekiwań? Śmiem wątpić. Chęć jak najdokładniejszej adaptacji spętała twórcom ręce i zabiła jakąkolwiek sensowną inwencję własną. Najwyraźniej obawiający się powtórzenia starych błędów twórcy popełnili nowe, zachowując się zbyt pasywnie i działając w przesadnym pośpiechu. Choć nowy serial nie jest złym anime (momentami nawet zachwyca), to w stosunku do poprzedniego na pewno nie prezentuje się zauważalnie lepiej, a po pełniejszym zastanowieniu nawet minimalnie mu ustępuje. Może więc warto pójść za przykładem kolegów po fachu z Gainaksu? „Rebuild of Fullmetal Alchemist”? Czemu nie...


 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Odnośniki związane z tematem

 
 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Yasuhiro Irie
Kompozycja serialu Hiroshi Ohnogi
Muzyka Akira Senju
Twórca oryginału Hiromu Arakawa
Projekt postaci Hiroki Kanno
Scenografia Takeshi Satou
Skrypt Hiroshi Ohnogi, Michihiro Tsuchiya, Seishi Minakami, Shōtarō Suga, Yoneki Tsumura
Wykonanie piosenek Chemistry, Lil'B, Miho Fukuhara, NICO TOUCHES THE WALLS, SCANDAL, Shoko Nakagawa, SID, Sukima Switch, YUI
 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Rie Kugimiya Alphonse Elric
Romi Park Edward Elric
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Megumi Takamoto Winry Rockbell
Shinichirō Miki Roy Mustang
Biichi Satou Heimans Breda
Fumiko Orikasa Riza Hawkeye
Hidekatsu Shibata King Bradley
Hiroyuki Yoshino Kimblee
Kaori Nazuka Maria Ross
Keiji Fujiwara Maes Hughes
Kenji Utsumi Alex Louis Armstrong
Kenta Miyake Scar
Kikuko Inoue Lust
Kouichi Yamadera Isaac
Minami Takayama Envy
Tetsu Shiratori Gluttony
Yūji Ueda Jean Havoc
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn