Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Tōya Fujii ma 20 lat. Studiuje. Jest typem człowieka nieśmiałego, ale ma jakimś cudem powodzenie u ładnych dziewczyn. Upatrzył sobie cichą Yuki Morikawę, która miała to szczęście, iż umożliwiono jej start kariery gwiazdy pop. To niestety oznacza, że Tōya nie będzie mógł widywać się z Yuki, chyba że otwarcie wyjawi jej swoje uczucia. Ona, mimo że dano jej wspaniałą szansę, ma problemy z zazdrosnymi koleżankami z agencji. Jest z ich strony narażona na złośliwości, jednak ma za sobą wsparcie, Riny Ogaty, siostry producenta, która sławą właśnie zaczyna się rozkoszować.
Zainteresowane Tōyą są też dwie koleżanki ze studiów. Misaki Sawakura lubi poezję i gotowanie. Razem z Tōyą i Yuki dojeżdżali do liceum tą samą linią komunikacyjną. Jest jeszcze Haruka, która niedawno straciła brata, świetnie zapowiadającego się tenisistę. Sama też bardzo dobrze grała, ale od jego śmierci ani razu nie sięgnęła po rakietę. Sam Tōya nie ma najlepszej sytuacji w domu. Matka nie żyje, a brak porozumienia z ojcem spowodował, że nasz bohater mieszka sam i pracuje dorywczo aby się utrzymać.
„White Album” to stara gra hentajowa na PC (visual novel), którą teraz postanowiono wydać na PlayStation 3 w wersji HD. Serial TV ma więc ponownie zainteresować wydawnictwem i przypomnieć grę sprzed dziesięciu lat. Role głównych bohaterek żeńskich, powierzono prawdziwym wokalistkom: Ayi Hirano (Yuki) oraz Nanie Mizuki (Rina). Tę drugą usłyszymy już w niezłym openingu i jednej z insert songs. Nie należy się jednak spodziewać po tym serialu anime muzycznego. Będzie to tylko jedno z teł tematycznych.
Trzeba przyznać, że serial wygląda, porusza się i jest udźwiękowiony nieźle.
Nie jest komedią i pojawiać się w nim będą poważniejsze problemy. Bohaterowie są starsi niż zwykle i wydaje się, że scenariusz jest jakby bardziej zróżnicowany, niż w pierwszej lepszej visual novel.
Jednak mając w pamięci ogólnie nie najlepszy poziom tego typu wydawnictw, wątpię żeby wyszło z tego coś wybitnego. Komentujący z pewnością mnie poprawią, jeśli się mylę...