Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Michiko, kobieta dynamit, ucieka z więzienia o zaostrzonym rygorze, znajdującym się na pustkowiu, gdzieś w Ameryce Południowej. Nie boi się niczego, a kule omijają ją szerokim łukiem, jakby bały się rozsierdzić ten żywioł w ludzkiej skórze. Po tym z jaką łatwością obrabia bank, widać, że już to robiła. Michiko ma jednak w swym postępowaniu głębszy cel – odnalezienie pewnej dziewczynki, mieszkającej z przybranymi rodzicami.
Poszukiwana dziewczynka imieniem Hana, mieszka z rodziną pastora w zaniedbanym kościele. Stara się przeżyć bez kłopotów kolejny dzień – jej życie do miłych bowiem nie należy. Traktują ją jak śmieć, ale Hana nie ma dokąd pójść, a pastor przypomina jej, że zawsze na jego miejsce znajdzie się inny opiekun, ktoś, kto sprzeda jej organy, albo pośle ją na ulicę. Hana znosi więc upokorzenia, niesprawiedliwości i dokuczanie ze strony dzieci pastora oraz ich złośliwej mamusi.
Michiko w końcu odnajduje dziewczynkę, Hana zostaje wyrwana z objęć ‘szanownego’ pastora. Na swym skuterze wyruszają w podróż ku wolności, gonione przez prawych i sprawiedliwych po pustkowiach ameryki łacińskiej.
„Michiko to Hatchin” wydaje się mieć potencjał na anime sezonu, może nawet roku. Wygląda trochę tak, jakby pan Shinichiro Watanabe spotkał ludzi z Gainaksu i zrobił serial. Oczywiście w tym momencie trochę popuściłem wodze fantazji, bo muzyka w openingu jest co prawda bebopowa, ale to dlatego, że pan Watanabe ją wyprodukował i na tym współpracę niestety zakończył. Mimo wszystko czuć w tym anime ducha filmowej wersji Bebopa, widać małą fascynację Quentinem Tarantino i braćmi Cohen. Jest krzywe zwierciadło, jak ksiądz z shotgunem nazywający siebie Bogiem. Jest ironia, a nawet groteska. I to skrajne połączenie bohaterek o przeciwnych charakterach, które obiecuje dość nieprzewidywalny przebieg serialu. Co będzie dalej? Może porządne anime drogi? Na razie mamy świetny klimat, zero aminowego schematu i pełne (ograniczone niewielkimi ramami konwencji) pole do popisu twórców, którzy już udowodnili na co ich stać (mają posady w najbardziej twórczych studiach anime).
Serial odznacza się świetnym wykonaniem. Zauważymy ultraszczegółową scenografię, klimatyczną kolorystykę, stosunkowo płynną animację. Ale to anime nie kończy się na zwyczajnym podejściu do animacji. Mamy tu nietypowe kadrowania, najazdy i niekonwencjonalne tory ruchu ‘kamer’. Nie jestem specjalistą w sprawach technicznych, ale tę inność dostrzeże każdy. Jest to więc serial, który może okazać się także, a może nawet głównie, ucztą dla wzroku. Być może treść będzie tu tylko pretekstem do ukazania ciekawej formy. To jednak okaże się za jakiś czas. Ja już zacieram ręce. Zwróćmy jeszcze uwagę na grę seiyū. Postaciom najważniejszym udzielają głosu prawdziwi aktorzy, co wyraźnie słychać choćby w przypadku Michiko.