Ludzkość poczuła przestrzeń, wybudowano kosmiczne miasta. Większość z nich podporządkowana była Federacji Międzygwiezdnej, która stała się dominującą siłą w kosmosie. Miało to trwać wieki, lecz skończyło się za sprawą rodu Tytania, który odłączył się od Federacji i wywalczył niepodległość. Ród stał się wasalem największego w galaktyce, Imperium Verdanha, i zapewnił sobie dominującą w nim pozycję. Uzyskał też wpływy w wielu terytoriach Federacji, obejmując kontrolę nad olbrzymim obszarem kosmosu. Ród Tytania był powszechnie znany z rządów silnej ręki, który nie znał litości. Aby wzbudzać i podtrzymywać lęk wśród wszystkich swoich podwładnych i oponentów, ukazywał tę swoją stronę jak najbardziej otwarcie.
Jednak i Tytania miała teraz zaznać niespokojnych czasów. Zaczęła się wojna, a przeciwnik tym razem okazał się godnym oponentem.
Dla osób obeznanych z twórczością pana Yoshikiego Tanaki wystarczy napisać, że „Tytania” jest klonem „Legends of the Galactic Heroes”, czego mocnym dowodem jest już pierwszy odcinek, zawierający wszystkie najistotniejsze elementy tamtego tytułu. Mamy więc dwie potężne strony kosmicznego konfliktu, tu ich ustrojem jest monarchia. Będziemy świadkami kosmicznej bitwy, która zostanie rozegrana w umysłach strategów, jeszcze zanim się zacznie. Jak zwykle wygra ten, kto jest sprytniejszy, a nie ten kto ma fajniejsze zabawki. Będzie sporo dyplomacji i polityki. Nie będzie mechów i obcych. Wszystko ze sporym rozmachem. Jednym słowem prawdziwa space opera.
Ten opis pasuje do obu tytułów pana Tanaki i chyba trochę żal, że nie pokuszono się o jakąś ewolucję, jakąkolwiek zmianę, tym bardziej, że „Legends of the Galactic Heroes” jest serialem na tyle długim, że wyczerpuje już chyba tematykę tę dogłębnie (Tanaka zaczął pisać „Tytanię” zaraz po zakończeniu Legends). Inną osobą, na którą warto zwrócić w tym miejscu uwagę, jest Noboru Ishiguro, który brał udział przy tworzeniu takich ważnych projektów, jak „Yamato”, „Megazone 23”, „Macross” i oczywiście „Legends of the Galactic Heroes”.
Jeśli ktoś oglądał serię „Crest/Banner of the Stars” i pamięta rozgrywanie bitew na poziomie dowodzenia, ten wie, jakie może to być pasjonujące. Jeśli mu się podobało, to być może i „Tytania” sprosta jego oczekiwaniom.
Spore różnice są w wykonaniu, co nie dziwne, biorąc uwagę, że od premiery Legend minęło dwadzieścia lat. Statki kosmiczne, które jak zwykle są ciekawie zaprojektowane, zyskały trzeci wymiar. Niestety jakość tych renderingów jest taka sobie, choć w połączeniu z efektownymi salwami z broni energetycznych sprawia niezłe wrażenie. Gorzej natomiast wyglądają wybuchy kosmiczne (wygląda jakby statki wypełnione były po brzegi mąką).
Prawdę mówiąc nawet „Legends” nie były wykonane wybitnie, natomiast muzyka w openingu bez wątpienia zwraca uwagę – to prawdziwa muzyka operowa.
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Daisuke Kishio | Jouslain Tytania |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Hiroyuki Yoshino | Idris Tytania |
| Kaori Nazuka | Lydia |
| Katsuyuki Konishi | Fan Hulic |
| Kenta Miyake | Ajman Tytania |
| Takashi Kondo | Ariabart Tytania |
| Taketora | Salisch Tytania |