Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Cofamy się w czasie do XIX wieku i przenosimy w okolice Edynburga, gdzie, otoczona piękną przyrodą, mieszka siedemnastoletnia Lydia Carlton. Posługuje się tytułem ‘fairy doctor’, gdyż zajmuje się sprawami wszelkich baśniowych istot takich, jak wróżki, chochliki, skrzydlate elfy, krasnoludki i duszki. Cały ten świat jest dla niej dostrzegalny, ma nawet gadającego kota. Czasy są jednak bardziej przychylne nauce i technice niż legendom, dlatego zwykli śmiertelnicy zdążyli już między bajki włożyć stare opowiastki i powoli o nich zapominali. Widzi to nasza fairy doctor każdego dnia – coraz więcej ludzi zaczyna mieć ją za gadającą do siebie dziwaczkę.
Pewni niemili ludzie wiedzą jednak, że dziewczyna jest kluczem do pewnego bardzo wartościowego przedmiotu, którego bezskutecznie poszukują. Podstępem wywabiają dziewczynę do Londynu i nasza młoda dama znajduje się w potrzasku. Wszystko skończyłoby się przykro dla Lydii i jej kota, gdyby nie pewien przystojny jegomość, z którym wrednym panom udaje jej się umknąć. Nie jest jednak pewna, czy trafiła w dobre ręce, bowiem jej tajemniczy wybawca nie zrobił tego całkiem bezinteresownie. Przedstawia się jako Hrabia Edgar J. C. Ashenbert i prosi ją o pomoc w poszukiwaniach bezcennego rodzinnego skarbu.
Tym razem coś dla żeńskiej widowni, ale chyba nie każdemu spodobają się magiczne istoty i epoka wiktoriańska. Sądzę, że w Polsce docelową będzie widownia starsza, która właśnie na te cechy charakterystyczne zwróci uwagę. Pomijając te szczegóły jest to raczej normalne shōjo, z typową narracją, bishōnenami i postaciami mniej płaskimi niż w przeciętnych anime. Szczególnie podoba mi się postać Hrabiego, który jest postacią nie do końca zdefiniowaną, ma bardzo dobre i bardzo złe strony. Początkowo można mu nawet przykleić etykietkę czarnego charakteru. Z pewnością jest to postać pozytywna, ale tak ją przedstawiono, że nigdy nie będziemy pewni jej intencji i działania. Dlatego dylemat Lydii względem tego, czy ma mu zaufać, jest bardzo realistyczny. Dobre jest to, że humor dawkowany jest bardzo oszczędnie, nie ma scenek chibi. Serial powstaje w oparciu o light novels, a więc jest prawdopodobne, że będzie miał fabułę i dialogi na odpowiednio wyższym poziomie niż przeciętna manga.
Mimo że amatorem tego serialu raczej się nie stanę, sądzę, że może okazać się całkiem niezły w swojej klasie. Wizualnie prezentuje się różnie. Zapewne napracowano się z powodu samego pokazania tamtej epoki, są sceny, gdzie widać ten wysiłek, ale czasami ma się wrażenie, że nie wszystkie rysunki obowiązuje ten sam poziom wykonania. Muzycznie także jest nienajlepiej. Obsadę mamy tu za to całkiem niezłą.