Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Jin Mikuriya od dziecka miał zdolności wyczuwania istot paranormalnych. Raz nawet, kiedy bawił się na terenie świątyni shinto, miał wrażenie, że bogini zamieszkująca pobliskie święte drzewo, położyła na nim rękę w geście oczyszczenia. Była piękna... Kilka lat później, kiedy rzeźbił figurę bogini shinto na wystawę, zrobił ją tak, jak zapamiętał w dzieciństwie. Kiedy skończył, wyniósł rzeźbę z domu, postawił na ziemi i poszedł po transport. Oniemiał po powrocie, bo oto posąg wrósł w grunt, po czym zaczął trzeszczeć, aby w końcu rozpaść się na strzępy i odkryć żywy okaz bogini, tej samej, którą widział przed laty!
Bogini była również zdziwiona, nowe wcielenie bardzo przypadło jej do gustu, ale z czasem, kiedy wszystko zaczęło się wyjaśniać, była co raz bardziej rozeźlona tym, co tu się wyprawia i jak traktuje się rzeczy święte. Mogła zrozumieć, że niewierzący nastolatek wyrzeźbi sobie figurkę ładnej dziewczyny, ale to, że wykorzysta do tego celu drewno ze świętego drzewa, nie mogło pomieścić się jej w głowie! Nagi, bo tak się przedstawiła, nie tylko straciła korzenie i stałe źródło pożywienia (przestano składać ofiary), ale odebrano jej możliwość oczyszczania okolicy ze złych duchów i innego robactwa, a siły nieczyste (na razie w formie insektów) zaczynały powoli plugawić ziemię. Jednak Jin ze swoimi zdolnościami dobrze uzupełniał brakującą moc Nagi, postanowiła więc z nim zamieszkać i razem wykonywać boskie powinności.
Życie chłopca trochę się przez to skomplikuje, bogini nie wiedziała przecież za wiele o nowoczesnej cywilizacji. Nie znała telefonu ani telewizji. Nie umiała nic robić w zakresie obowiązków domowych. Nie znała podstawowych zwyczajów ludzi. Po za tym była przecież dziewczyną, nie mógł od tak mieszkać z nią pod jednym dachem, zwłaszcza, że jako dorastający chłopiec myślał ostatnio tylko o „jednym”, kompletował nawet w tym celu odpowiednią literaturę poglądową...
Początkowo Nagi może kojarzyć się z niedawno poznaną boginią Horo, szczególnie jeśli chodzi o zachowanie, język, jakim się posługuje, a nawet sympatię, jaką wzbudza. Ale na tym koniec, ponieważ serial przeznaczony jest dla innej kategorii wiekowej, należy do zupełnie innego gatunku i dotyczy innej tematyki. „Kannagi” celuje raczej w dorastających gimnazjalistów. Pewna część żartów oscyluje wokół tematyki ecchi (ale nie do tego stopnia, aby nazwać „Kannagi” komedyjką ecchi), aczkolwiek stosunkowo mało tu fan service’u, a ten który jest, ogranicza się raczej do sugestii, bez pokazywania golizny, czy bieliźnianych ujęć. Humor jest raczej na przeciętnym poziomie i ma shōnenowy charakter.
Trudno jest mi stwierdzić w jakim kierunku serial się rozwinie. Wiemy, że obok Nagi pojawi się inna dziewczyna, która będzie prawdopodobnie miała coś wspólnego z religią, świątyniami czy duchami. Samo wykonywanie egzorcyzmów nie wróży może wybitnie ciekawego przebiegu serialu, ale może twórcy solidnie pośmieją się z nieprzystosowania bogini do dzisiejszych czasów. Mieliśmy też już w pierwszym odcinku próbkę pastiszu gatunku mahō shōjo, kto wie co jeszcze nas czeka...
Wykonanie jest bardzo ładne, tła są dosyć szczegółowe, animacja wyraźnie się wybija. Podoba mi się świetnie zrealizowany opening, w którym Nagi porusza się na scenie w rytm muzyki. Wprowadza on w znakomity nastrój, tym bardziej, że piosenka w nim użyta jest całkiem do rzeczy.