Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Ocena recenzenta

6.5
Scenariusz
7.0
Pomysł
8.0
Modele/obiekty
8.5
Scenografia
8.5
Animacja
9.0
Muzyka
 
8.5
Ogółem
 
 

Zespół redakcyjny

7.2
Scenariusz
7.2
Pomysł
8.2
Modele/obiekty
8.8
Scenografia
8.5
Animacja
9.0
Muzyka
 
8.8
Ogółem
 
Oceny: 2
 
 

Podobne anime

 
 

Reklama

 
 

Dane podstawowe

 

Basilisk: Kōga ninpō chō


» バジリスク 甲賀忍法帖 (JAP)

» Basilisk: The Kouga Ninja Scrolls (ANG)

 
Basilisk: Kōga ninpō chō

Dwa rody ninja, od wieków uwikłane w morderczy konflikt, stają przed okazją zakończenia spirali nienawiści, wszystko poprzez ślub dwojga młodych adeptów. Na drodze małżeństwa, mogącego zaprowadzić pokój, stale polityczna decyzja. „Romeo i Julia” w wydaniu japońskim, czyli krwawe i przygnębiające anime.

 
Produkcja
Serial TV
Premiera
12.04.2005
Ocena redakcji8.75
(dozwolone od lat 16)
dozwolone od lat 16
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
7.00 (1)
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 24 x 24 min - łącznie 576 min
przypisania dramat, pojedynki, romans, historia, fantasy, akcja
produkcjaGONZO, Kodansha
animacjaGONZO
ta recenzja Tassadar   (4.10.2008) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   8.50
 
ANN AnimeNfo AnimeDB Anime Planet Tanuki Anime Wallpapers
 
 
 

Recenzja

 

Anime z shinobi w rolach głównych zwykle niestety są produkcjami co najwyżej średnimi. Od czasu do czasu zdarzy się coś wyjątkowego, lecz takowe chlubne przypadki toną w oceanie, nie bójmy się tego nazwać, miernoty pokroju „Naruto” czy „Ninja Mono”. Nieco lepiej jest w klasycznej samurajskiej animacji, gdzie jednak niewidzialni ludzie odgrywają marginalne role, często przypisane jednoznacznie do gromady czarnych charakterów, których nieomylnie dosięgnie karząca ręka sprawiedliwości i ostra katana dumnego samuraja („Ninja Scroll” dla przykładu). Taki stan rzeczy nie mógł oczywiście trwać w nieskończoność. Pierwszym studiem, które dostrzegło lukę na rynku i postanowiło z niej skorzystać, było GONZO. Było to ryzykowne zagranie, gdyż tamtejsza załoga wykazuje niebywały wprost talent do marnowania świetnych pomysłów, czego koronnym dowodem jest „Gantz”. Wśród mych wątpliwości tliła się jednak skromna iskierka nadziei. W końcu musi się przecież udać.


Pierwsze sygnały, jeszcze przed samym seansem, były optymistyczne. Reżyserię powierzono Kizakiemu Fumitomowi, który swego czasu maczał palce w udanym i przede wszystkim dojrzałym „Blue Gender”, w którym postacie przedstawione zostały z naciskiem na realizm i psychologiczną wiarygodność. Tak rozbudzone nadzieje na solidny kawał kina zaczęły się spełniać już od pierwszych minut serialu. Choć pierwszy odcinek otwiera scena dynamicznej walki pomiędzy dwoma przedstawicielami rywalizujących klanów na dworze shōguna, to kolejne wydarzenia tworzone są w przemyślany, choć momentami nieco przewidywalny sposób. Ogłoszona przez shōguna decyzja, sprowadzająca się do rozpoczęcia wojny przez obydwa klany, staje się dla nich doskonałym pretekstem do wyrównania starych porachunków. Tragizm sytuacji płynie z faktu, iż dzięki miłości dwojga młodych adeptów z rywalizujących grup, szansa na pokój stała się realna. Tymczasem oboje staną teraz po przeciwnych stronach barykady, wbrew uczuciom, które tak bardzo ich do siebie zbliżyły. Jest to pomysł sprawdzony, aczkolwiek nieco oklepany. Na szczęście podjęto go w pozbawiony dziecinnej naiwności sposób, pokazując, jak wobec braku zahamowań, na wierzch wychodzi długo trzymana w ryzach nienawiść reszty ninja do swych oponentów.


Serialowi bohaterowie przechodzą zresztą szybko od słów do czynów, masakrując się nawzajem i stosując przy tym wyjątkowo perfidne i wyrafinowane sposoby. Z tego punktu widzenia anime staje się niemal konkursem dla widza, zatytułowanym „Kto i jak zginie w dzisiejszym odcinku?” Jest to, wbrew pozorom, solidna dawka emocji, a przy okazji test własnych zdolności przewidywania fabuły. Nie ukrywam, że za każdym razem, gdy trafnie odgadłem następnego w kolejności bohatera do odstrzału, na mej twarzy pojawiał się uśmieszek satysfakcji. Nie czuje się przy tym zazwyczaj choć krzty współczucia wobec ginących, gdyż poza parą głównych bohaterów i paroma wyjątkami, jest to zgraja brutalnych i bezwzględnych morderców, momentami nawet psychopatów, i to niezależnie od strony konfliktu. Pozory czasem jednak mylą i bywa, że antypatyczny bohater okazuje się jednak lojalnym kodeksowi ninja i honorowym człowiekiem, a tych kilku na pierwszy rzut oka sympatyczniejszych bohaterów, może w każdej chwili okazać się zimnokrwistymi draniami. Dzięki temu można się przywiązać do przynajmniej kilku postaci, których los w walce nie będzie nam obojętny. Brutalne i krwawe pojedynki dostarczające wspomnianych wcześniej licznych trupów, są wyjątkowo ciekawe i oryginalne dzięki różnorodności i pomysłowości technik, jakimi dysponują poszczególni shinobi. Twórcy podeszli do sprawy z dużą swobodą, ale też ani nie zagalopowali się zbyt daleko w swych fantazyjnych pomysłach. Prezentowane umiejętności wychodzą oczywiście w sposób wyraźny poza ludzkie możliwości, ale nie są w żaden sposób irytujące, w przeciwieństwie do chociażby „Samurai Deeper Kyō”, gdzie z męskiej walki zrobiono niemal serię mahō shōjo. W połączeniu z wyjątkowo sprawną reżyserią i dynamizmem scen walk, sprawia to, iż ten element należy w „Basilisku” zdecydowanie wyróżnić. Pojedynki zapadają w pamięć na długo, zaś pod względem, nazwijmy to, miodności, biją wszelkie rekordy.


Nieco słabiej na tym tle wypada wątek miłosny, przynajmniej na samym początku. Gennosuke i Oboro przypominają z pozoru klasyczną parę rozdzieloną przeciwnościami losu, lecz w miarę rozwoju wydarzeń widać wyraźnie, iż autorzy starali się jak najbardziej realistycznie i przekonywająco oddać cierpienie obojga kochanków. Wszystkie istotne dla rozwoju romansu elementy są na swoim miejscu – nadzieja, zwątpienie czy radość zostały użyte na tyle skutecznie, że anime wybroniłoby się w miarę przyzwoicie nawet bez samych walk. Na płaszczyźnie miłosnej widać wyraźne nawiązania do Szekspirowskiego „Romea i Julii”, począwszy od klasycznego motywu kochanków z dwóch zwaśnionych rodów, poprzez rozwój wydarzeń, aż po zakończenie, które stanowi niewielką wariację na temat końcówki dramatu Shakespeare’a. Rozwiązanie wątku jest co prawda przez to do bólu przewidywalne, ale trzeba przyznać, że nad wyraz udane i satysfakcjonujące. Jest to jeden z tych przypadków, w których widz po obejrzeniu ostatniego odcinka bez zastrzeżeń rozumie, że tak właśnie powinno być. Przez cały seans mamy dodatkowo sugestywną wizję społeczną ówczesnej (i w pewnej mierze obecnej) Japonii, w której obowiązek wobec władcy czy rodziny stoi ponad jakimikolwiek indywidualnymi pragnieniami. Specyficzna, wybitnie nieeuropejska mentalność, która nawet w teorii nie pozwala bohaterom na rozważanie innych opcji, jak choćby ucieczka razem z dala od konfliktu, jest zarysowana dokładnie tak, jak wynika ze źródeł historycznych. Jest to zdecydowany ukłon w stronę realizmu i przyzwoita lekcja światopoglądu. Szkoda tylko, że oboje seiyū odpowiedzialni za rolę pary głównych postaci, wypadli przy okazji co najwyżej przeciętnie. Można było w ich dialogi wrzucić mimo wszystko nieco więcej emocji. Reszta seiyū prezentuje się pod tym względem o wiele lepiej, co jest dość zabawnym paradoksem, zważywszy, że ich kwestie nie wybiegają zbytnio poza klasyczne „wyzwiska bojowe”.


Jak przystało na tak szeroko zakrojony projekt, nie oszczędzano ani przez moment na oprawie audiowizualnej. Na szczególną uwagę zasługują bajeczne tła, a zwłaszcza przepiękne kwitnące sakury, których intensywna różowo-biała barwa sprawia, że z ekranu wręcz pachnie japońską wiosną. Grafika często wspomagana jest za pomocą efektów komputerowych, ale dawkowane są one bardzo subtelnie, także mniej wyczulony widz może nawet nie zauważyć ich obecności. Niestety, jako że domeną działań ninja jest noc, widokami takimi nieczęsto będzie nam dane się nacieszyć. Jednakże nawet w nieprzeniknionych ciemnościach widać dbałość o detale i malowniczą grę świateł, jaką zapewniają płomienie świec i dyskretna poświata księżyca. Modele postaci są udane, stworzone z dbałością o szczegóły, a ze względu na techniki walki, często fantazyjne i z polotem. Dbałość o detale dotyczy nawet szeregowych ninja, których imion nie podaje się widzowi, gdyż i tak giną wkrótce po pojawieniu się na ekranie. Jedyną postacią nie do końca pasującą do reszty jest Oboro, której kawaii oczęta i gęste rzęsy powodują, że jej twarz zyskuje wręcz rysy godne świętej zakonnicy lub milutkiego kotka, co, choć miało podkreślać niewinność tej postaci, wywołuje efekt raczej komiczny. Przebogatej oprawie wizualnej towarzyszy piękna muzyka, która oddaje ducha czasu i skutecznie podkreśla nastrojowość scen romantycznych, dynamizm walk i podniosłość przemów. Oparta na tradycyjnych instrumentach z tamtych czasów i wsparta kilkoma bardziej współczesnymi wynalazkami, należy do najlepiej zgranych z akcją na ekranie ścieżek dźwiękowych, jakie dane mi było usłyszeć. Opening zespołu Onmyouza to zaś prawdziwy majstersztyk, którego da się słuchać bez przewijania przed każdym odcinkiem.


Podsumowując, „Basilisk” to jedna z najbardziej udanych produkcji studia GONZO, jak i jedno z najciekawszych anime z ninja, jakie powstały. Jest z pewnością przeznaczone dla starszego widza i to nie tylko ze względu na serwowane tu dawki przemocy i nagości. Młodsze osoby mogą łatwo ulec pokusie dynamicznych pojedynków zawartych w anime, jednak dla nich w takim przypadku seans będzie stracony, gdyż nie dane będzie dostrzec kryjącego się za z pozoru banalnym scenariuszem tragicznego świata ninja, których jedyną życiową powinnością jest śmierć i dla których szczęście jest jedynie legendą. Anime polecam każdemu starszemu miłośnikowi Japonii, widowiskowej akcji i ciekawej (choć niekonieczne wyszukanej) fabuły. Czuje się tu ducha Japonii Tokugawów i zaryzykuję nawet stwierdzenie, że do momentu ukazania się „Shigurui” była to najbardziej efektowna wizja samurajskich czasów.

 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Odnośniki związane z tematem

 
 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Fumitomo Kizaki
Scenariusz Yasuyuki Muto
Dialogi Yasuyuki Muto
Muzyka Kou Nakagawa
Projekt postaci Michinori Chiba
Piosenka z openingu Onmyouza
Reżyseria dźwięku Yoku Shioya
Kompozycja piosenek Takahiro Iida
Wykonanie piosenek Nana Mizuki
Originalna short novel Futaroh Yamada
 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Kousuke Toriumi Kouga Gennosuke
Nana Mizuki Iga Oboro
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Atsushi Imaruoka Jimushi Jyubei
Katsuhiro Kitagawa Kasumi Gyoubu
Katsui Taira Udono Josuke
Ken Uo Amayo Jingoro
Kenji Utsumi Nenki Mino
Misa Watanabe Akeginu
Ryuusaku Chidiwa Kazamachi Shogen
Sho Hayami Yakushiji Tenzen
Takeshi Aono Azuki Rousai
Wataru Hatano Chikuma Koshirou
Yasushi Miyabayashi Muroga Hyouma
Youji Ueda Kisaragi Saemon
Fumihiko Tachiki Hattori Hanzo
Haruka Kimura Okoi
Hisako Kyouda Ogen
Izumi Koike Kunichiyo
Kimiko Saito Ofuku
Kiyoshi Kobayashi Kouga Danjo
Miyuki Sawashiro Hotarubi
Mugihito Tenkai Nankobo
Naoki Yanagi Yashamaru
Norio Wakamoto Yagyu Munenori
Risa Hayamizu Kagerou
Tomokazu Sugita Hattori Kyouhachirou
Tooru Oohira Tokugawa Ieyasu
Yasushi Miyabayashi Narrator
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn