Zwariowana komedia z elementami fantasy rodem z książek typu taśmowych produkcji świata „Zapomnianych Krain”. Fireballe, złoto, bandyci, smoki, ratowanie świata, dzielni i szlachetni rycerze, ale przede wszystkim równie dzielna, ale już nie tak szlachetna młoda czarodziejka i jej wesoła kompania.
| odcinki | 26 x 24 min - łącznie 624 min | |
| przypisania | przygoda, fantasy, komedia, magia | |
| produkcja | J.C. Staff, SoftX, TV Tokyo | |
| animacja | Egg Films | |
| związane | Slayers Revolution (2008) - kontynuacja dalsza |
|
| ta recenzja | Tassadar (14.08.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.50 |
Świat, jak powszechnie z praw anime wiadomo, to nad wyraz niestabilna materia, której przynajmniej raz w miesiącu grozi nieuchronna z pozoru zagłada. Jego ratowaniem zajmują się na co dzień bohaterowie rozmaitej maści, lecz tym razem padło na osobę, w przypadku której lepiej byłoby dla świata, gdyby mógł poradzić sobie bez jej pomocy. Młodociana czarodziejka Lina Inverse zniszczy zło i zaprowadzi porządek, a że przy okazji spłonie przypadkiem kilka wiosek, to już siła wyższa. W końcu nie jej wina, że rzuciła potężne zaklęcie w samym środku osady, żeby powstrzymać napastników. Albo, że pokonując smoka, zrównała przy okazji z ziemią pół miasta. Wypadki się zdarzają, prawda? Tak w skrócie można by opisać „Slayers”, anime będące w gatunku fantasy dziełem popularnym i rozpoznawalnym na całym świecie.
Przepis na sukces był prosty. Wzięto łatwą do śledzenia i klasyczną fabułę, ale okraszono ją niesamowicie wyrazistymi bohaterami i potężnymi dawkami humoru. Uzyskano dzięki temu bardzo udaną rozrywkową produkcję, w której wszelkie ułomności scenariusza schodzą na dalszy plan, co okazuje się dla tego anime zbawienne. Czy można bowiem wyobrazić sobie bardziej sztampową i zużytą fabułę niż powstrzymywanie złego boga przed ponownym przyjściem na świat i pogrążeniem go w odwiecznych ciemnościach? Zarówno autorzy light novels, jak i mangi, które stanowiły podstawę dla serialu, wcale nie zamierzali ukrywać faktu, że opowiedziana historia ma znaczenie drugorzędne. Tym tropem podążyli również twórcy wersji animowanej. Fabuła z upodobaniem zbacza z opartej na kanonach gatunku ścieżki, rozpływając się w niezmierzonej liczbie odcinków dodatkowych, stanowiących odrębną całość. Wbrew pozorom jest to zaleta anime, dzięki której udało się wprowadzić masę przezabawnych wątków. Jak bowiem inaczej odnieść się choćby do sklepikarza opętanego przez przeklęty sztylet, który o mały włos nie roznosi w proch i pył naszych dzielnych bohaterów, by ostatecznie zostać powstrzymanym przez... własną żonę, której groźba niepodania kolacji działa skuteczniej niż dowolne zaklęcie kapłańskie zdejmujące klątwy.
Żartów podobnych do powyższego jest istne zatrzęsienie, i choć czasami latają one bardzo nisko, to i tak trudno powstrzymać się przed turlaniem po podłodze. W budowaniu komediowego nastroju pomagają też zresztą sami bohaterowie, którzy zaliczają się do najbardziej nieprzewidywalnych i chaotycznych przedstawicieli swojego zawodu, jakich kiedykolwiek znał świat. Zupełnie jakby wzięto ich z kilkunastogodzinnej sesji gier fabularnych, w której gracze z powodu zmęczenia zaczęli już świrować. Absolutny prym wiedzie tu Lina Inverse, której charakterek jest wybuchowy niczym Etna, a lista kompleksów długa na kilometr, od klasycznych dotyczących małego biustu i wątpliwej urody. W jej rolę wcieliła się znakomicie Megumi Hayashibara, dając popis swych umiejętności i nadając postaci niespotykanej żywiołowości. Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż jest to jej najlepsza rola, przewyższająca nawet Rei Ayanami z „Neon Genesis Evangelion”. Reszta towarzystwa spisuje się równie znakomicie. Jest więc Gourry Gabriev, przystojny blondyn i wojownik, którego podstawowym problemem jest fakt, iż jedyna jego komórka mózgowa zmarła dawno temu i w samotności. Ponadto nie można nie wspomnieć o Zelgadisie, będącym chimerą człowieka, golema i zapewne kilku innych stworzeń, o których lepiej nie wspominać, a będącego głównie ofiarą „znakomitych” pomysłów i planów Liny. Dzielną drużynę poszukiwaczy przygód uzupełnia Amelia, nieustraszona krzewicielka sprawiedliwości, której hobby polega na wdrapywaniu się na podwyższenia terenu i wygłaszaniu wzniosłych mów do przeciwników, w celu nawrócenia ich z drogi występku. Owa czwórka stanowi chodzący ładunek wybuchowy, posłuszny jedynie woli chaosu. Czarne charaktery, których jest zbyt wiele, by je tu przytaczać, także wyróżniają się zdecydowanie na plus i choć są szablonowymi przykładami złych lordów i ich pomagierów, to znakomicie wpisują się w klasyczny klimat lekkiego fantasy.
Świat „Slayers” okazuje się przy tym wyjątkowo zróżnicowany i przemyślany, jak na anime o tak z pozoru nieskomplikowanej konstrukcji. Inspiracje zachodnim systemem fantastyki są wyraźne, choćby w przypadku bestiariusza, w którym przykładowo trolle są potężnymi bestiami o regeneracyjnych zdolnościach, identycznych z tymi rodem z fabularnych gier typu „Dungeons and Dragons”. Unikatowym elementem świata jest z kolei system magii, który choć nie grzeszy oryginalnością, to jest bardzo przemyślany i sam w sobie stanowi całkiem niezłe źródło rozrywki. Przy rzucaniu czarów wszystko odbywa się zresztą zgodnie ze starym dobrym prawem, które głosi, że im głośniejszy okrzyk towarzyszący zaklęciu, tym bardziej niszczycielski okazuje się później jego efekt. Ktoś oczekujący większej dawki realizmu czy nawet sensu może kręcić nosem, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że głośne Fireball!, które słyszymy przynajmniej raz na odcinek, jest elementem, bez którego serial straciłby sporo ze swojego uroku.
„Slayers” nie jest jednak serią tylko i wyłącznie komediową, jak to by mogło się z dotychczasowych opisów wydawać. Pojawiają się tu też wątki poważniejsze, aczkolwiek nie zachwycają one swym wykonaniem. Wszystko jest przewidywalne, i choć twórcy wyraźnie usiłują nadać widowisku dramatyzmu, to widz i tak wie, że sprawiedliwość w końcu zatriumfuje, a pokonani złoczyńcy legną u stóp bohaterów, jak w każdym liczącym się heroic fantasy. Zasadniczą zaletą jest umiejętność wyważenia obydwu opcji, przez co sceny komediowe przedstawiane są tylko wtedy, gdy nie grozi to zepsuciem dramatycznej atmosfery. Równowagi w balansowaniu między humorem a powagą pozazdrościć mogą niemal wszelkie inne tytuły anime. Jednakże nawet mimo obecności elementów typowego fantasy, „Slayers” to w dalszym ciągu seria wybitnie nastawiona na lekką rozrywkę i doszukiwanie się w niej jakichkolwiek przesłań czy nadmiernego dramatyzmu jest z góry skazane na porażkę.
Ważnym elementem anime jest bardzo charakterystyczna oprawa graficzna, która nie olśniewa swą jakością, a jednak potrafi skutecznie oddać zarówno szeroki wachlarz emocji postaci, jak i podkreślić baśniowy klimat przemierzanych przez bohaterów krain. Zarówno tła, jak i modele są dość szczegółowe, ale, co ważniejsze, wykonane z uczuciem, które dla każdego widza jest od razu dostrzegalne, dzięki czemu ogólne wrażenie jest o wiele lepsze niż się może wydawać po obejrzeniu kilku kadrów pod recenzją. Kuleje jedynie animacja, która za wyjątkiem efektów zaklęć została poważnie ograniczona. Nie użyto co prawda nagminnie wielokrotnego powtarzania tych samych klatek, ale momentami sceny walk przypominają statyczne plansze, po których poruszają się wycięte z papieru kukiełki. Cóż, starość nie radość. Dobrze, że choć efekty zaklęć robią wrażenie, ze spektakularnym Dragon Slave na czele. Zupełnie inaczej przedstawia się oprawa muzyczna, która stanowi przykład solidnej roboty i choć nie jest wspaniała czy przesadnie oryginalna, to jednak poziom jej wykonania jest bez zarzutu. Narzekać można jedynie na niewielką różnorodność i powtarzalność poszczególnych utworów muzycznych, ale na szczęście nie jest to wada, która w znaczący sposób obniża jakość udźwiękowienia.
Podsumowując, „Slayers” to anime bez wątpienia udane i w pełni zasługuje na swoją popularność. Dlaczego? W końcu gdyby kierować się oceną poszczególnych elementów, można by uznać, że serial ten zasługuje co najwyżej na czwórkę w szkolnej skali. Mimo to, widz postawiony przed ekranem wciągnięty zostaje bez reszty w magiczny świat. Istnieją wady, które uniemożliwiają wystawienie odpowiednio wysokiej oceny, aczkolwiek jest to produkcja, w przypadku której obiektywna ocena punktowa nie jest w stanie oddać sprawiedliwie poziomu i duszy serialu. Jest to w swojej klasie produkt szczególny i obejrzeć go powinien każdy, bez względu na wiek czy szczególne preferencje w anime. Z ciężkim sercem zmuszony jestem wystawić obiektywną i uzasadnioną ocenę, aczkolwiek nie kierujcie się nią w najmniejszym stopniu. Gdzieś w głębi serca siedzi bowiem głos mówiący, bym wystawił dychę, tłumiony jednak przez recenzencką oziębłość i poczucie rzetelności. Najlepiej jednak, jeśli każdy na własne oczy przekona się, co mam na myśli. Gdy tak się nad tym zastanowić, to nieznajomość „Slayers” powinna być wręcz karalna...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Takashi Watanabe |
| Kompozycja serialu | Takao Koyama |
| Dialogi | Takao Koyama |
| Muzyka | Osamu Tezuka (2) |
| Projekt postaci | Naomi Miyata |
| Scenografia | Toshihisa Tojo |
| Original story | Hajime Kanzaka, Rui Araizumi |
| Wykonanie piosenek | Masami Okui, Megumi Hayashibara |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Megumi Hayashibara | Lina Inverse |
| Yasunori Matsumoto | Gourry Gabriev |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Bin Shimada | Zangulz |
| Hikaru Midorikawa | Zelgadis |
| Hiroshi Yanaka | Vrumugun |
| Masami Suzuki | Amelia |
| Takehito Koyasu | Rezo |
| Yumi Touma | Sylpheel Nels Lahda |
| Daisuke Gouri | Ruby Eye Shabranigdo |
| Etsuko Ishikawa | Eris |
| Hirohiko Kakegawa | Dilgear |
| Juurouta Kosugi | Moranboran |
| Katsuhisa Houki | Rodimus |
| Kôzô Shioya | Nunsa |
| Masahiro Anzai | Philionel El Di Saillune |
| Masato Hirano | Zolf |
| Minoru Inaba | Randy |
| Yuuichi Nagashima | Rahanim |