Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Autor zjawiskowych krótkometrażówek „Pale Cocoon” i „Mizu no kotoba” Yoshiura Yasuhiro powraca z sześcioodcinkowym ONA zatytułowanym „Eve no jikan”. Ci, którzy dotychczas nie mieli okazji zanurzyć się w wyjątkowy świat twórcy „Pale Cocoon”, mają więc po temu doskonałą okazję. Przed nami pierwszy odcinek „Eve no jikan” zatytułowany Akiko.
Lądujemy w Japonii w niedalekiej przyszłości. Trwa harmonijna koegzystencja ludzi i androidów, którym ci pierwsi w coraz większym stopniu powierzają swoje codzienne funkcjonowanie. Prowadzi to do niebezpiecznych form mentalnego i uczuciowego uzależnienia, które socjologowie nazywają dori–kei.
Poznajemy chłopaka o imieniu Rikou, jego skacowaną siostrę Naoko, kumpla ze szkoły - Masakiego oraz domowego androida Sammy. Rikou od jakiegoś czasu z uwagą przygląda się Sammy, jej reakcjom na wykonywane polecenia, śledzi cyfrowy zapis aktywności, czegoś najwyraźniej szuka. Ale tak po prawdzie, to chyba sam nie wie czego. W końcu Rikou natrafia na wpis w pamięci Sammy, w którym pada nazwa tajemniczej kawiarni o nazwie „Eve no jikan”, miejscu spotkań, stworzonym specjalnie zarówno dla ludzi jak i androidów. W lokalu prowadzonym przez dziewczynę o imieniu Nagi panują święte zasady, a pierwsza z nich mówi o tym, że wszelkie sugestie co do przynależności gatunkowej są niewskazane. Lekko zdezorientowanych chłopców, pochylonych nad menu, zaczepia niejaka Akiko, sympatyczna dziewczyna, stała bywalczyni „Eve no jikan”. Masaki podejrzewa, że jest ona ofiarą dori–kei.
Admiratorów twórczości Yoshiura Yasuhiro powinien ucieszyć fakt, że seria wydaje się być prostym rozwinięciem pomysłów z „Mizu no kotoba”. Nawet pod względem plastycznym jest to twór tożsamy. Mamy więc obraz w pełni wygenerowany komputerowo, ale dzięki bardzo sprawnemu operowaniu światłem (co chyba staje się powoli znakiem firmowym Yasuhiry), efekt końcowy wydaje się bardzo „ludzki”, obraz przepełnia pewnego rodzaju aura kontemplacyjnego zawieszenia, ulotności, którą widziałem chyba tylko w „Yokohama kaidashi kikou”. Nawiązań jest więcej. Lokal Nagi do złudzenia przypomina kawiarnię z „Mizu no kotoba”, zaś w pierwszym odcinku „Eve no jikan” padają charakterystyczne dla Yasuhiry pytania o to, czym jest tożsamość, gdzie przebiega granica pomiędzy człowiekiem a androidem, na czym polega istota informacji i w jaki sposób przekłada się ona na rzeczywistość i formy komunikacji. Jeśli ktoś lubi kino pogłębione, refleksyjne, poruszające ważkie tematy, będące zarazem pod względem formy przyjazne i lekko odrealnione, powinien bacznie śledzić losy tego projektu. Myślę, że warto.