Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Manji jest samurajem, którego w zasadzie nie można uśmiercić. Ma w sobie pewno stworzenie, rodzaj robaka, który stale poświęca własne ciało, aby wyeliminować wszelkie, nawet najcięższe rany gospodarza. W przeszłości Manji dokonał rzezi samurajów na polecenie swego pana, który utrzymywał, iż planowali go zdradzić. Jednak prawdziwym złoczyńcą okazał się sam pan Manjiego. Zbrodnia dokonała się jednak jego rękoma. Wysłano za nim dziesiątki wyszkolonych wojowników – żaden nie powrócił. Co gorsza, w obronie własnej musiał zabijać przyjaciół i stał się przyczyną szaleństwa własnej siostry...
To był jednak tylko początek jego długiej kary. Miał utracić więcej, a przekleństwo nieśmiertelności nie pozwalało mu ze sobą skończyć. Postanowił postawić sobie cel zadośćuczynienia strasznym zbrodniom, których dokonał – przez resztę życia zabije tysiąc złoczyńców, wtedy ma podobno zostać pozbawiony znienawidzonej nieśmiertelności. Na początku nowej drogi pozna Rin Asano, dziewczynę, której wymordowano rodzinę. Zostanie przez nią wynajęty, aby zemścić na się Kagehisie Anotsu, winnym owej rzezi....
„Miecz nieśmiertelnego” to manga samurajska, wydawana od kilkunastu lat w Japonii i od dłuższego czasu w wielu krajach, gdzie zdobyła uznanie. Dziwne, że dopiero teraz zdecydowano się stworzenie ekranizacji (być może sprzedaż mangi spada). Ma to oczywiście jedną podstawową zaletę – scenarzyści mają gotowy materiał, którego starczy im na dłuższy czas. Manga jest raczej rozbudowana, posiada kilka story arcs, z wieloma nieźle opisanymi postaciami, a więc wydaje się solidną podstawą pod dłuższe anime. Nie zanosi się jednak na to, żeby była to historia szczególnie ambitna, ponieważ wykorzystuje dość oklepany schemat samotnego samuraja, który tępi wszelkie zło, aby odpokutować za grzechy. To, samo w sobie mogłoby jeszcze posłużyć za podstawę serialu o nietuzinkowej treści, jednak wprowadzenie bohatera nieśmiertelnego, posługującego się wymyślną bronią, ubranego w strój z prowokacyjnym symbolem na plecach, może oznaczać, że celem nadrzędnym serialu mogą stać się krwawe rzezie popaprańców, zwieńczane kolejnymi deus-ex machina – zawsze przecież na końcu nasz bohater ożyje i pokona wroga, nawet jeśli wcześniej został poćwiartowany. Oczywiście wcale nie musi być tak źle, to są tylko przypuszczenia (liczę, że fani mangi uświadomią nas o tym w komentarzach). Dobrą rzeczą jest to, że serial pozostawiono w rękach doświadczonego reżysera, który zrealizował wiele znanych anime. Już od pierwszego odcinka panuje tu dość mroczny nastrój, poparty solidną muzyką i kompletnym brakiem humoru. Serial jest więc skierowany do starszych wielbicieli pojedynków i można spodziewać się, że będzie dosyć brutalny.