Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Junichirō Izumida, lat 33, pracuje dla lokalnej policji jako doradca w wydziale kryminalnym. Jakkolwiek ważna wydaje się być jego funkcja, dorobił się nawet stopnia porucznika, rzeczywistość jest taka, że najczęściej jest służącym swojej szefowej, a dokładniej – niewolnikiem. Ryōko Yakushiji, bo o niej mowa, jest wykształconą, inteligentną, atrakcyjną kobietą, która świetnie sprawdza się na swoim stanowisku. Ma za to straszny charakter. Na pierwszy rzut oka rola Junichirō sprowadza się do niańczenia kapryśnej szefowej, której zdają się nie obowiązywać godziny pracy. Potrafi wybrać się w tym czasie na zakupy, zabierając ze sobą naszego bohatera w roli tragarza. Kiedy jednak przychodzi do jakiegoś śledztwa, Ryōko natychmiast zmienia się w energiczną agentkę, z którą mało kto zwycięży, czy to w walce wręcz, czy na umysły. Junichirō natomiast staje się bystrym asystentem, gotowym w każdej chwili wspomóc szefową w trudniejszych sytuacjach, choć ona wygląda na taką, co sama diabła przyprowadziłaby z piekła na łańcuchu.
Tym razem czeka na nich sprawa dziwnych przypadków zgonów, poprzedzonych nagłą mumifikacją ofiar i intensywną emisją jakiegoś gazu z wnętrza ich ciał. Ma to podobno związek z pewną sektą. Nasi bohaterowie stają się obiektem obserwacji podejrzanych ludzi, którzy mają wobec nich wyraźnie złe zamiary...
Wreszcie coś dla dużych chłopców, którzy preferują oglądanie prawdziwych kobiet, w normalnych proporcjach i bez „moedodatków”. Zapewne będzie to epizodyczny serial detektywistyczny, jednak wygląda na to, że będą to epizody dłuższe. Zapewne nie będą to przesadnie mroczne historyjki, serial zawiera pewną ilość humoru na dość inteligentnym poziomie, z niemal całkowitym pominięciem dziecinnych gagów wizualnych. Na każdym kroku widać, że serial skierowany jest do starszego odbiorcy. Nie dlatego, że jest taki poważny, ale dlatego, że pozbawiony jest całkowicie tej otoczki, odwołującej się do gustów nastolatków i dużej części otaku.
Jest to kolejny serial na podstawie light novels, a więc jest szansa, że sprawy, którymi będą zajmować się bohaterowie, będą solidniej przemyślane. Wnioskuję więc, że stare dziady anime, takie jak ja, powinny serial przynajmniej sprawdzić, ponieważ może okazać się niezłym kawałkiem rozrywki.
A jest całkiem dobrze zrealizowany. Scenografiom i tłom trudno coś zarzucić, często elementów scenograficznych jest więcej niż w regularnych anime telewizyjnych. Projekt postaci jest w miarę dorosły. Kolorystyka lekko ciepła, przyjemna w odbiorze. Animacja jest ponadprzeciętna, oby się utrzymała. Muzycznie można spodziewać się jazzowych klimatów, ale nie tylko. Nie usłyszymy tu w każdym razie żadnego stylu powstałego przed rokiem ’80. To z pewnością nie jazz klasy „Kowboja Bebopa”, ale zawsze to świeża odmiana.