Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Piękna czarnowłosa wojowniczka, wędrująca przez wiejskie okolice, ze smutkiem stwierdza, że bandyci pozwalają sobie na coraz więcej. Działają w biały dzień i nie cofają się przed niczym. Co gorsza panowie tych ziem nic nie robią w celu poprawy sytuacji, a wielkich wojowników jakoś nigdzie nie widać. Wojowniczka, jakby na potwierdzenie tych słów, zostaje zatrzymana przez trzech rzezimieszków, żądających czegoś wartościowego. Chwilę później orientują się, kim jest wojowniczka, ale dla nich jest już za późno. To mistrzyni walki imieniem Kannu, która będąc dzieckiem przeżyła napad bandytów na jej rodzinną wioskę. Straciła wtedy wszystkie bliskie jej osoby. Od tamtej pory robi wszystko, aby jak najmniej osób musiało przeżywać to co ona.
Przechodząc przez jedno z miasteczek jest świadkiem rozboju przez gang złożony z małych dzieci. Dowiaduje się, że tutejszy pan bardzo chce je schwytać za to, że namalowały jego karykaturę na murze. Kannu wie jak załatwić ten problem i podejmuje się sprowadzić gang i jego liderkę Rinrin przed oblicze pana. Ale wygrać z takimi spryciarzami nie jest łatwo, o czym Kannu przekona się dość boleśnie, nie mówiąc już o samej potyczce z małą szefową bandytów, która umiejętnościami zadziwić mogłaby niejednego mistrza. Czy uda się jej sprowadzić dziewczynkę na dobrą drogę i co z tego wyniknie, przekonajcie się sami.
Anime to jest w jakiś sposób związane z serią bijatyk „Dynasty Warriors”, wykorzystującą za podstawę postaci z „Romance of the Three Kingdoms”. Wiem tylko, że w grze, której ta adaptacja dotyczy, można było walczyć wieloma postaciami żeńskimi. Łatwo zatem domyśleć się, że w tym serialu poznamy wiele zręcznych wojowniczek i obejrzymy wiele pojedynków. Jeśli chodzi o panie, to twórcy zadbali o to, aby były odpowiednio atrakcyjne, każda w jakiejś innej dziedzinie. Kannu ma więc dla przykładu duży biust (ale nie tak duży, jak w „Sekirei”) i odpowiednio wymierzony zettai ryōiki. W pierwszym odcinku jest kilka scen z fanservice’m, ale jest niezbyt wyeksponowany (spodziewałem się że będzie go znacznie więcej). Fabuła nie wygląda mi na specjalnie ciężką, a epizod z dziećmi sugeruje, że anime nie będzie krwawe (krwi nie ma zupełnie w tym odcinku). Znajdzie się także trochę prostego humoru z wykorzystaniem stylistyki chibi. Z powyższych faktów wnioskowałbym, że serial jest raczej nastawiony na odbiorcę w wieku gimnazjalnym, ale zapewne znowu okaże się, że tylko otaku się tym zainteresują, ze względu na akcenty loli, czy może nawet yuri, które z jakimś prawdopodobieństwem mogą się tu pojawić.
Serial sprawia miłe wrażenie, wydaje się, że znajdzie sympatyków, tym bardziej, że jest porządnie wykonany. Postacie są ładnie narysowane, kolorystyka dobrze dobrana. Scenografia i tła także wyglądają bardzo przyzwoicie. Animacja, o dziwo, jest bardzo staranna – widać to szczególnie w pojedynkach. To się może pogorszyć w dalszych odcinkach, z powodu wiadomych praktyk studiów animacyjnych, ale starania twórców w pierwszym odcinku sugerują, że poniżej pewnego poziomu nie zejdą. O muzyce mogę napisać jedynie, że jest młodzieżowa...