Świat po wojnie i ludzie, którzy próbują go odmienić na przekór przeciwnościom losu. Historia Sekcji III wywiadu armii, powołanej by przywrócić ład społeczny i zadośćuczynić ludziom za straty, jakie ponieśli w konflikcie zbrojnym. Nieco naiwna wizja w stylu kina sensacyjnego i z wyraźnym brakiem wykończenia.
| odcinki | 24 x 25 min - łącznie 600 min | |
| przypisania | akcja, dramat, przygoda | |
| produkcja | AIC, GONZO, Izumi Project | |
| animacja | GONZO, AIC | |
| ta recenzja | Tassadar (5.07.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.00 |
Za każdym razem, gdy dowiaduję się o nowej produkcji studia GONZO, rodzą się we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony po twórcach takich anime jak „Basilisk” czy „Full Metal Panic!” można spodziewać się serii co najmniej dobrej, która powinna spełniać oczekiwania widzów. Gdy jednak zastanowić się głębiej, człowiek przypomina sobie niezliczone niespełnione nadzieje i kompletnie chybione produkcje pokroju „Gantza”. Mówi się wręcz o klątwie studia GONZO, której efektem jest zmarnowanie nawet najlepiej zapowiadających się pomysłów.
Schemat fabularny „Pumpkin Scissors” wydawał się wręcz modelowym przykładem scenariusza, który ulegnie działaniu tej śmiertelnej choroby. Mimo widocznych wysiłków twórców, nie udało się uniknąć powyższego problemu, choć pochwały należą się za widoczne starania. Nie uprzedzajmy jednak faktów i skupmy się przez chwilę na punkcie wyjściowym samego scenariusza. Anime jest adaptacją mangi o tym samym tytule, w związku z czym korzysta ono z przygotowanego już wcześniej i dość szczegółowo opracowanego świata. Właśnie zakończyła się w nim wielka wojna pomiędzy dwoma mocarstwami. Ciekawie wyglądają liczne analogie do przebiegu i zakończenia pierwszej wojny światowej, a sam kraj, w którym rozgrywa się akcja, jest wyraźnie wzorowany na Niemczech lat trzydziestych XX wieku. Brak tu co prawda dyktatury, jednak w zamian dostajemy monarchię i liczną szlachtę, która ma istotne znaczenie dla dalszego rozwoju fabuły. Wizja jest wyraźnie podobna do tej z „Fullmetal Alchemist”, najwidoczniej Japończykom z państwem zmilitaryzowanym kojarzy się jedno i to samo.
Jak już wspomniano wcześniej, opowiedziana tu historia dotyczy Sekcji III wywiadu wojskowego, zorganizowanej nieco na wzór „dziewiątki” z „Ghost in the Shell”, aczkolwiek postawionej przed zgoła innymi zadaniami. Żołnierze tej jednostki, znanej jako Pumpkin Scissors, naprawiają szkody powstałe w wyniku działań wojennych na terenie kraju. Mają przy tym co robić, gdyż spore połacie miast i wsi zamienione zostały w gruzowiska, a ludzie żyją często w skrajnym ubóstwie. Członkowie tej nietypowej formacji, wykpiwani przez pozostałych żołnierzy za bycie tylko ozdóbką armii, mającą na celu poprawę jej wizerunku, dzielnie niosą pomoc potrzebującym w imię pokoju, sprawiedliwości i innych wyższych ideałów. Brzmi patetycznie? Owszem, gdyż właśnie tak jest. Wzniośle, idealistycznie, ale też przerażająco naiwnie. Sekcja III to zbieranina wojaków o tak szlachetnych i czystych sercach, że aż mdli, zaś ich działania są tyleż godne pochwały, co całkowicie nierealne w swych efektach. Gnębieni przez lata wieśniacy, którzy armię darzą szczerą i nieposkromioną nienawiścią, po paru pustych jak wydmuszki przemowach i gestach dobrej woli nagle stają się skorzy do współpracy i wychwalają pod niebiosa dzieła swych zbawców. Podobnych przypadków jest mnóstwo, prawdopodobieństwo psychologiczne gdzieś się po drodze zapodziało, a widz leży i kwiczy, obserwując, co też znów wymyślili w tej kwestii autorzy.
Czy oznacza to, że mamy do czynienia ze słabym anime? Niekoniecznie, gdyż nawet scenariusz potrafi się momentami wybronić. Same intrygi są dobrze przemyślane, zwłaszcza gdy na wierzch wychodzą fakty na temat ludzi pociągających za sznurki w kraju i nie do końca pragnących przywrócenia pokoju. Główny wątek, mimo iż bardzo dobry, rozpływa się niestety w absurdalnej liczbie odcinków niepotrzebnych i zupełnie nic nie wnoszących. Nakręcone zostały wyraźnie na siłę i tylko dlatego, że pojawiają się również w mandze, przez co momentami daje się odczuć znużenie. Co gorsza, taka ilość wypełniaczy wyraźnie spowalnia i tak rozwijające się w ślimaczym tempie stosunki między bohaterami. Szkoda, gdyż akurat ten element został solidnie przygotowany. Relacje między Alice L. Malvin, czyli zwierzchnikiem sekcji w terenie, a resztą załogi, ze wskazaniem na dobrodusznego Randela Olanda, nie są może specjalnie odkrywcze, ale wpasowują się dobrze w klimat anime. Daje się nawet przeboleć naiwne dialogi o słuszności misji sekcji, jakie żołnierze prowadzą miedzy sobą. Chciało by się większego rozbudowania tych wątków, aczkolwiek nic takiego nie ma miejsca. Jak to bowiem w ekranizacjach mang bywa, całość urywa się w momencie, gdy aż prosi się o kontynuację. Niewyjaśniona zostaje masa wątków, jak choćby przeszłość kaprala Olanda czy sytuacja rodzinna Alice, nie wspominając już o samej osi intrygi, w której tak naprawdę zaczynamy się orientować na dwa, trzy odcinki przed końcem. Pozostaje mieć nadzieję, iż wraz z przybywaniem kolejnych tomów twórcy zdecydują się wrócić do adaptacji.
Tak jak nie udał się studiu GONZO rys fabularny, tak i samo anime pod względem reżyserii momentami kuleje. Największą wadą, jaką daje się zauważyć, jest absolutna ignorancja jeśli chodzi o budowanie klimatu. W wielu odcinkach poważny i refleksyjny ton zostaje w ułamku sekundy zburzony przez niewłaściwie umiejscowioną scenę humorystyczną bądź kolejny cytat bohatera z „Księgi praworządnych i szlachetnych frazesów.” Jest to o tyle bolesne, iż widać wyraźny talent w konstruowaniu poszczególnych scen, które momentami potrafią być wyjątkowo wzruszające i życiowe (bądź co bądź mowa tu o tragediach wojennych), ale za ich łączenie wziął się ktoś mało odpowiedzialny. Może to jednak efekt pewnego złagodzenia anime, tak aby poszerzyć grono potencjalnego odbiorcy, którego stały, ciężki klimat mógłby szybko znużyć. Inne plusy jednak są, aczkolwiek za każdym razem obarczone chociażby minimalnym „ale”. Sceny walki zrealizowano ciekawie i dynamicznie, ale za to ich realizm woła o pomstę do nieba. Samotny żołnierz z pistoletem 13mm staje naprzeciw nowoczesnego czołgu, który nie dość że go nie trafia (ewentualnie pozostawiając na twarzy drobne krwawe kreski), to jeszcze zostaje rozwalony paroma strzałami z tej ręcznej pukawki. Z kolei humor, o ile pominąć wspomniane nierozsądne czasem dawkowanie, jest sam w sobie przedni i momentami wyjątkowo odważny. Scena, w której pielęgniarka usiłuje od dzielnego kaprala pobrać próbkę moczu, zostanie mi w pamięci już na zawsze...
Szybkie i dynamiczne walki okraszono całkiem udaną grafiką. Wyróżniają się zwłaszcza modele pojazdów, które pomimo zastosowania technik komputerowych, nie są nachalne i prezentują się wyjątkowo okazale, tak samo zresztą jak barwne tła i scenografia. Zastosowano tu jednakże stary i sprawdzony trik lekkiego obniżenia jakości obrazu po kilku pierwszych odcinkach i ponownego polepszenia tuż przed końcem. Widać to najwyraźniej po samych modelach postaci, które tak nawiasem mówiąc, wykazują też straszną niekonsekwencję pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Drugoplanowe postaci mają w sobie o wiele mniej staranności niż te istotne dla fabuły. Z kolei ścieżka dźwiękowa nie zachwyca, ale też nie powoduje negatywnych emocji. To solidna, rzemieślnicza robota, w której dominują wojskowe marsze i nieco bardziej dynamiczne utwory w co szybszych scenach. Całość dobrze podkreśla klimat i komponuje się z tematyką, ale też zupełnie nie zapada w pamięć, może za wyjątkiem openingu, który pozytywnie zaskakuje.
Podsumowując, studio GONZO niestety raz jeszcze nie wykorzystało rozciągających się przed nim możliwości. Na całe szczęście nie jest to klęska na całej linii, dzięki czemu „Pumpkin Scissors” jest w stanie wybronić się jako przyzwoite anime z ciut niewykorzystanym potencjałem. Jest jednak o tyle irytujące, iż wystarczyło wykazać nieco kreatywności i elastyczności i zamiast przenosić na ekran żywcem każdy rozdział mangi, skupić się jedynie na tych, które rzeczywiście mają coś do przekazania i układają się w logiczną całość. „Pumpkin Scissors” w ostatecznym rozrachunku warto jednak obejrzeć. To seria ciekawa, a pod kilkoma względami nawet zdecydowanie się wyróżniająca. Jednakże jeśli ktoś liczy na dramat wojenny, niech lepiej sięgnie po „Ima, soko ni iru boku”. Twór GONZO to mimo wszystko anime rozrywkowe i nawet próby podjęcia ambitniejszej tematyki w żaden sposób tego nie zmieniają.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Katsuhito Akiyama |
| Kompozycja serialu | Atsuhiro Tomioka |
| Dialogi | Yuuji Hosono |
| Scenopis graficzny | Hiroyuki Ochi, Katsuhito Akiyama, Masashi Abe, Takayuki Inagaki, Yoshihiko Iwada |
| Reżyseria odcinków | Hirotaka Endo, Masashi Abe, Yoshihiko Iwada |
| Muzyka | Kō Ōtani |
| Twórca oryginału | Ryoutarou Iwanaga |
| Scenografia | Maho Takahashi |
| Projekt obiektów mechanicznych | Shuichi Hara |
| Reżyseria dźwięku | Jun Watanabe |
| Kompozycja piosenek | Takayuki Negishi |
| Wykonanie piosenek | Kana Ueda, Yōko Takahashi |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Kenta Miyake | Orlando |
| Shizuka Itou | Alice |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Chihiro Suzuki | Marchis |
| Cho | Hunks |
| Kana Ueda | Stekkin |
| Kazuki Ogawa | Mercury-go |
| Kousuke Toriumi | Oreludo |
| Shinichirō Miki | Leonil Taylor |
| Chafurin | Paulo |
| Akeno Watanabe | Elis |
| Akiko Hiramatsu | Webner |
| Akira Tomisaka | Cecil |
| Atsuko Yuya | Muse |