Meg i Jō przybywają do Nowego Jorku, na którego ulicach wychowała się jedna z nich. Okazuje się, że po mieście krąży groźny morderca, a jedną z jego ofiar padła Shirley – przyjaciółka Meg z czasów dzieciństwa. Ponieważ policja działa niezwykle opieszale, „wybuchowe anioły” biorą sprawy w swoje ręce.
| odcinki | 1 x 26 min - łącznie 26 min | |
| przypisania | akcja, komedia, mecha, przygoda, sf, yuri/shōjo-ai | |
| produkcja | GONZO | |
| animacja | GONZO | |
| związane | Bakuretsu tenshi (2004) - historia nadrzędna |
|
| ta recenzja | Pottero (13.11.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 5.00 |
Pamiętacie Meg i Jō – te dwie bohaterki „Bakuretsu tenshi”, po których widać było, że wyraźnie mają się ku sobie, chociaż nic o tym wątku w serialu nie powiedziano wprost? Jeśli to one były waszymi ulubionymi „wybuchowymi aniołami” (a trudno, żeby było inaczej, skoro dominowały w całym serialu), twórcy przygotowali dla was małą niespodziankę – niespełna półgodzinne OAV, które spokojnie można uznać za odcinek specjalny, a którego bohaterkami są właśnie te dwie dziewoje.
Akcja „Infinity” rozgrywa się w Nowym Jorku. Na ulicach tego miasta wychowywała się Meg, zanim spotkała Jō i została zwerbowana do drużyny. Po jakimś czasie od tego wydarzenia nasze bohaterki wracają do Wielkiego Jabłka, aby uczcić urodziny Shirley – przyjaciółki Meg z czasów, gdy obie żyły jeszcze na marginesie, dokonując drobnych kradzieży itd. Sam, przybrany ojciec Shirley, ma jednak smutną wiadomość – dziewczynka została zaatakowana przez napastnika, który w ostatnim czasie dokonał w mieście kilku morderstw. Dziewczynce co prawda udało się ujść z życiem, teraz przebywa w szpitalu, ale morderca jest nieuchwytny. Meg i Jō, którym nie podoba się opieszałość i brak zaradności policji, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i po swojemu wymierzyć sprawiedliwość mordercy.
Na tym zakończmy streszczanie opisu fabuły, ponieważ dalej zaczynają się spojlery. Jeśli chodzi o samą fabułę, to nie ma się co oszukiwać – po dwudziestoośmiominutowym dodatku do serialu trudno oczekiwać czegoś nadzwyczajnego. Tym bardziej, że sam serial nie grzeszył pod tym względem oryginalnością. Nie trzeba być jasnowidzem, aby bezbłędnie odgadnąć, co stanie się za chwilę i jakie będzie zakończenie odcinka. Mówiąc bez ogródek, jest to po prostu jeden wielki zlepek schematów, ale przypuszczam, że osobom, którym spodobał się serial, nie będzie to przeszkadzało. Chociaż macierzystą historię uważam za twór co najwyżej średni, to przyznaję, że „Infinity” okazało się miłą i niewymagającą rozrywką na pół godziny, nawet mimo swej fabularnej miernoty.
O bohaterach rozpisywał się nie będę, ponieważ sytuacja ma się identycznie jak w serialu, tak więc odsyłam do jego recenzji. Bohaterowie nie zmienili się ani o jotę – te same osobowości, te same przyzwyczajenia itd. Poza Meg i Jō pojawia się niewielu bohaterów – wspomniana Shirley, jej przybrany ojciec Sam oraz dwójka napastników, ale akurat te postaci są tylko i wyłącznie dodatkiem do fabuły.
Trochę zmieniła się za to oprawa graficzna, i to na lepsze. Przypuszczam, że OAV dysponowało nieco większym budżetem niż pojedynczy odcinek serialu, co jest wyraźnie zauważalne. Co prawda nie można mówić o jakichś kolosalnych zmianach, są to bowiem sprawy natury czysto „kosmetycznej” – zachowano kreskę znaną z serialu, trochę ją jednak odświeżono i poprawiono.
W serialu najbardziej spodobała mi się muzyka, i muszę przyznać, że podobnie jest w przypadku „Infinity”. A to dlatego, że usłyszymy dokładnie te same kompozycje, które dane było nam poznać w serii telewizyjnej. W tym przypadku najprostsze rozwiązanie okazało się najlepsze. Pojawia się tylko jedna nowa kompozycja, którą usłyszeć można w endingu. Jest to jakiś technoutworek, ale znakomicie pasujący do reszty udźwiękowienia.
Oglądając „Infinity”, w przeciwieństwie do serialu, zwracałem uwagę na wszystkie szczegóły, ponieważ podstawą do napisania recenzji był tylko jeden odcinek. Muszę przyznać, że dopiero teraz z całą mocą uświadomiłem sobie, jak mocno „Bakuretsu tenshi” stylizowane jest na spaghetti westerny. Zauważyłem to przy okazji serialu, jednak dopiero oglądając „Infinity” stało się to dla mnie tak wyraźne – przy wieloodcinkowej produkcji owe nawiązania rozmywały się w natłoku innych wątków, tutaj zostały skondensowane w tych dwudziestu ośmiu minutach. Ogarnięty bezprawiem Nowy Jork mocno kojarzy się z jakimś miasteczkiem na Dzikim Zachodzie, gdzie władzę sprawuje zły bandzior, przed którym nawet dobrzy stróże prawa trzęsą portkami. Meg i Jō to przybywają spoza miasta, one są tymi szlachetnymi rewolwerowcami, tylko one mają cojones, żeby przeciwstawić się temu złemu. Do tego ponownie dochodzi ubiór bohaterek oraz stylizowana na spaghetti westerny muzyka.
„Bakuretsu tenshi: Infinity” podsumować można tylko w jeden sposób – jeśli komuś spodobał się serial, to OAV również przypadnie mu do gustu, jest ono bowiem jak zagubiony odcinek. Nie zmienił się klimat, muzyka, postaci, jedyna zmiana to nowa animacja w openingu oraz trochę odświeżona grafika. Komu natomiast nie przypadły do gustu serialowe przygody nastolatek wymierzających przestępcom sprawiedliwość, mogły by one, nawiązując do wspomnianych westernów, powiedzieć mu jedynie: ¡vete a tomar por culo, hombre! (żeby nie było niedomówień – takim osobom nie polecam).
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Koichi Ohata |
| Scenariusz | Fumihiko Shimo |
| Reżyseria odcinków | Jirō Fujimoto |
| Muzyka | Masara Nishida |
| Projekt postaci | Kanetoshi Kamimoto, Osamu Horiuchi |
| Scenografia | Aki Makoto, Toshikazu Ishiwata |
| Projekt obiektów mechanicznych | Kanetake Ebikawa |
| Zdjęcia | Sei Kitaoka |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akeno Watanabe | Jō |
| Megumi Toyoguchi | Meg |