Łowcy duchów we współczesnej Japonii, ale też w jak najbardziej zachodnim stylu. Organizacja złożona z wybuchowej mieszanki charakterów plus uczennica, która wplątała się w sam środek tego bałaganu wskutek zbiegu okoliczności i zepsutej kamery. Bardziej seria przygodowa w lekkiej konwencji shōjo niż horror.
| odcinki | 25 x 24 min - łącznie 600 min | |
| przypisania | komedia, horror, nadprzyrodzone, tajemnica | |
| produkcja | avex entertainment, TV Tokyo, Marvelous Entertainment | |
| animacja | J.C. Staff | |
| ta recenzja | Tassadar (25.06.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.00 |
Japońskie opowieści o duchach należą do najbarwniejszych na świecie. Niewiele krajów może pochwalić się tak znaczną różnorodnością stworzeń o nadprzyrodzonym charakterze. Jest to wręcz wymarzone źródło pomysłów na seriale anime, z którego twórcy skwapliwie korzystają. Zwykle jednak dominuje konserwatywne podejście, ukazujące historie o duchach w świetle klasycznych samurajskich opowieści albo też rozmaitych wariacji na temat, w których z legendy pozostaje jedynie nazwa, a autorzy bawią się w dowolną interpretację. Okazuje się jednak, że i w tym temacie można zaproponować coś nieco innego.
Pomysł początkowo wydaje się rodem z nieśmiertelnego filmu „Pogromcy duchów”, z tym, że występujące tu duchy stanowią szeroką reprezentację tego, co pojawia się w japońskich wierzeniach. Anime przedstawia pracę agencji o nazwie Shibuya Psychic Research, której zadaniem jest badanie wszelkich zjawisk paranormalnych i, w miarę możliwości, rozwiązywanie powodowanych przez nie problemów. Gdy pewnego razu jej przedstawiciele zjawiają się w szkole, która ponoć jest nawiedzona, dochodzi do małego wypadku z udziałem Mai Taniyamy, uczennicy owej placówki. Biedne dziewczę, by choć częściowo zadośćuczynić badaczom za poczynione szkody, zwerbowane zostaje do współpracy przy wyjaśnianiu tajemnicy budynku. Wkracza tym samym w nowy fascynujący świat.
Podejście firmy SPR do kwestii duchów jest wysoce naukowe, a podstawowe analizy na miejscu zdarzenia opierają się na zapisie wideo, ustawionych mikrofonach, termometrach i całym szeregu innych sprzętów. Takie podejście jest strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o budowanie atmosfery. Okazuje się, co zresztą przy tworzeniu horrorów wie każdy szanujący się reżyser, że do wywołania u widza zaniepokojenia czy strachu o wiele lepsze są subtelne środki pozostawiające miejsce wyobraźni oglądającego. Nagły spadek temperatury w pomieszczeniu czy podejrzane chrobotanie z głośników jest bardziej sugestywne niż cokolwiek, co bohaterom przyjdzie napotkać twarzą w twarz. Czasem jednak nawet najnowsza technika nie daje rady przybyszom z zaświatów. Bohaterom przychodzi wtedy sięgnąć po bardziej sprawdzone metody, wśród których odnajdziemy buddyjskie mantry czy stare dobre katolickie egzorcyzmy. Niestety, w tym miejscu objawia się po raz pierwszy główny grzech „Ghost Hunt”, czyli brak konsekwencji. O ile mariaż nauki z mistycyzmem wypada ciekawie, rozkręcając się z każdym kolejnym odcinkiem, to gdy na scenie pojawiają się duchy w postaci widzialnej, nastrój pryska jak bańka mydlana. Wszelkie półmaterialne manifestacje niespokojnych dusz nie mają w sobie głębi, czegoś, co podtrzymywałoby budowaną powoli i starannie atmosferę. Uniknąć tego można było bardzo łatwo, ograniczając ukazywane istoty paranormalne do subtelnych znaków ich obecności. Tak niestety nie uczyniono.
Powyższy zarzut nie ma nic wspólnego z oprawą graficzną. Wszystko jest starannie wykonane, aczkolwiek bez większych fajerwerków. Tła bardzo dobrze współgrają z wyobrażeniem o nawiedzonych miejscach, choć parę razy okaże się, że nawet z pozoru niewinny budynek może być miejscem, w którym nikt nie chciałby się znaleźć po zmroku. Wszystkie postacie prezentują się dobrze, przy czym zwłaszcza te męskie wykonane zostały z zaangażowaniem. Wyraźnie widać stylistykę shōjo, w której jeśli jakikolwiek facet nie jest przystojny, oznacza to ni mniej ni więcej, że jest po czterdziestce albo też jego pojawienie się nie ma żadnego znaczenia dla fabuły. Razić może wykorzystanie trybu super deformed w scenkach komediowych i wszechobecnych przeogromnych kropel potu symbolizujących zakłopotanie. Nie jest to w końcu rasowa komedia, by z taką swobodą nadużywać owych środków.
Bohaterowie z kolei to bardzo ciekawa zbieranina, a śledzenie ich relacji i dyskusji podczas rozwiązywania problemu jest nierzadko o wiele ciekawsze od stojącej za nim tajemnicy. Doprawdy, są oni równe paranormalni jak zjawiska, które badają. Szef organizacji, nastoletni Kazuya Shibuya, którego ze względu na narcystyczną naturę Mai ochrzciła przydomkiem Naru-chan, to osobnik absolutnie wyjątkowy. Pewny siebie, przemądrzały i o tak ciętym języku, że mało kto jest w stanie cokolwiek sensownego odpowiedzieć na jego kąśliwe uwagi (Myślałem, że kapłankami shintō zostają młode dziewice). Biorąc pod uwagę fakt, że agencja korzysta z pomocników o równie silnych charakterach jak choćby wspomniana samozwańcza kapłanka shintō czy mnich podejrzanie bliski ziemskim rozrywkom, często zdarzać się będzie, że więcej czasu spędzać będą oni na wzajemnych docinkach niż poważnej pracy. Ponadto każdy z nich ma na temat danej sprawy swoje jedynie słuszne zadanie, przez co nakłonienie wszystkich do wspólnego działania bywa wyzwaniem na miarę zdobycia szczytu K2. Na szczęście Mai to iście złote dziewczę i można bez wahania stwierdzić, że jej przybycie do SPR to cud, który doprowadził tę bandę do jako takiej współpracy w imię rozwiązania kolejnych zadań. Sam pomysł na takie poprowadzenie postaci nie jest zły, ale i w tym przypadku pojawia się grzech niekonsekwencji. Co z tego, że żart był przedni, skoro pojawia się dosłownie chwilę po bardzo poważnej scenie. Wyraźnie widać, że autorzy nie do końca mogli się zdecydować co tak właściwie chcą osiągnąć.
Część ekipy wykonała jednak swoją pracę bezbłędnie. Dźwiękowcy wykazali się zrozumieniem istoty budowania klimatu, tworząc soundtrack, któremu nie można nic zarzucić. Zarówno opening jak i ending pozbawione są wokalu, co jest o tyle nietypowe, co udane. Rozpoczynający każdy odcinek motyw nieodmiennie kojarzy się ze sztandarowym wyobrażeniem opowieści o duchach opowiadanych przy ognisku i doskonale pozwala wczuć się w anime. Także słyszana podczas seansu ścieżka dźwiękowa tworzy harmoniczną całość z pozostałymi elementami.
„Ghost Hunt” oparto na powieści Fuyumi Ono i, jak to zwykle w przypadku takich ekranizacji bywa, nie wykorzystano zawartości wszystkich wydawanych książek, w związku z czym fabuła nie ma wyraźnego zakończenia, co choć pozostawia otwartym kwestie nakręcenia kolejnej części, jest też przyczyną lekkiej irytacji. Serial urywa się ot tak sobie, nie wyjaśniając wielu spraw zupełnie. Ba, w końcowym odcinku pojawia się cały szereg nowych pytań, na które widzowi nie dane zostanie poznać odpowiedzi, o ile wcześniej nie zapoznał się z lekturą powieści. Sam układ anime bazuje na zasadzie 3-4 odcinki na jedno śledztwo. Prezentują one różny poziom i styl, przy czym ich podstawowym problemem jest brak właściwie jakiegokolwiek rozwoju emocjonalnego postaci. Wyraźnie widać, że Mai podkochuje się w Naru, ale kto liczy na to, że ich wzajemne relacje wyjdą poza nieśmiałe spojrzenia, jest w wielkim błędzie. Można to usprawiedliwić bazowaniem na książce, ale mimo wszystko całość na tym traci. Daje się to też dostrzec przy niektórych postaciach o wyraźnym braku głębi i osobowości, upchniętych do anime tylko dlatego, że pojawiają się też w powieści. Podobnie wygląda sprawa tajemniczych snów Mai. Często okazują się one niezwykle pomocne w rozwiązaniu sprawy, ale jaka naprawdę jest ich natura? Doprawdy ironiczne jest, iż akurat ten element, który warto by z książki przenieść i wytłumaczyć, został tu całkowicie pominięty.
Jak więc prezentuje się „Ghost Hunt” całościowo po dogłębnej analizie zawartości? Całkiem przyzwoicie, a miejscami nawet świetnie. Nie jest to jednak z pewnością seria wybitna, która pozostanie w pamięci widza przez dłuższy czas. Twórcy zbyt sztywno trzymali się fabuły książek, upychając jednocześnie w serialu nadmierną ilość różnorodnych elementów. Z pewnością warto „Ghost Hunt” zobaczyć, ale nie należy liczyć na zbyt wiele, a już zwłaszcza na elementy typowego horroru. Bardzo trudno o anime zdolne wywołać dreszczyk, a ta seria z pewnością tej sytuacji nie poprawi, choć z pewnością pozwoli spędzić przyjemnie kilka wieczorów.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Rei Mano |
| Kompozycja serialu | Tsutomu Kamishiro |
| Dialogi | Reiko Yoshida, Rika Nakase |
| Scenopis graficzny | Hideaki Uehara, Osamu Inoue, Ryoji Fujiwara, Satoshi Iwataki, Youhei Suzuki, Yuuichi Nihei |
| Reżyseria odcinków | Hideaki Uehara, Kaoru Yabana, Shigeru Ueda, Shuichi Hirokawa, Takeshi Yoshimoto, Tokio Yamauchi |
| Muzyka | Toshio Masuda |
| Oryginalna manga | Shiho Inada |
| Projekt postaci | Satoshi Iwataki |
| Scenografia | Mie Kasai |
| Oryginalna powieść | Fuyumi Ono |
| Reżyseria dźwięku | Yasunori Ebina |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Kaori Nazuka | Mai Taniyama |
| Yuuki Tai | Kazuya Shibuya |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Ken Narita | Kōjo Lin |
| Kenji Hamada | Hōshō Takigawa |
| Kousuke Okano | Osamu Yasuhara |
| Masami Suzuki | Ayako Matsuzaki |
| Nobuhiko Okamoto | John Brown |
| Rie Kugimiya | Masako Hara |