Zaczyna się trzecia z kolei seria opatrzona tytułem „Ikkitōsen”, która luźno nawiązuje do tradycyjnej chińskiej noweli po tytułem „Romans Trzech Królestw”. Pomyślałby sobie ktoś, że jeżeli coś ma mocno osadzone źródło, to będzie bogatą referencją historyczną. „Ikkitōsen” szybko rozwieje te myśli. Dlaczego? Otóż, akcja „Ikkitōsen” odbywa się w świecie teraźniejszym, gdzie rolę trzech królestw pełnią trzy szkoły, a wojownikami są nastolatki, którzy związani przeznaczeniem ze swoimi przodkami, ciągle staczają miedzy sobą uliczne walki.
Jakbym miał opowiedzieć o fabule tej konkretnie serii, opowiedziałbym tak: Hakufu Sonsaku, przewodnicząca Akademii Nanyo, udziela swojej „podwładnej”, Shimei Ryomō, za słabe wykonywanie swojej pracy. W międzyczasie do Seito wraca królowa wojowników, Kan’u Unchō, aby wraz z przewodniczącą i przyjaciółmi udać się do chińskiej restauracji. Okazuje się, że tam aktualnie pracuje wspomniana Hakufu. Z pewnością niewiele to pomoże, ale naprawdę niewiele można o fabule powiedzieć. Co można się po takiej serii spodziewać? Bazując na dwóch poprzednich seriach, gdzie bohaterowie walczyli w ten czy inny sposób z przeznaczeniem, możemy się tego samego spodziewać w trzeciej odsłonie.
Od strony technicznej, już od samego początku można zobaczyć dynamiczną akcję wykonaną na porządnym poziomie. W walce i poza nią często towarzyszy nam muzyka elektroniczna, wiele przypominająca tę z poprzednich serii. To samo można powiedzieć o j-popowym endingu (openingu w pierwszym odcinku jeszcze nie zobaczymy). Skład seiyū pozostał taki sam, poza nowo wprowadzonymi postaciami. Do tego humor nadal polega na wzajemnym wyśmiewaniu się z głupoty, o czym świadczy np. przypisanie stonodze miliona nóg. Co więc się zmieniło od ostatniej części? Może odpowiedź niektórych zdziwi, ale grzechem byłoby nie wspomnieć tu o ciężkim fanserwisie. O ile poprzednie serie miały go w ponad przeciętnej ilości, trzecia seria jakby przebiła się przez pewną granicę. Mówię tu nie tylko pokazywaniu odsłoniętych kobiecych sutków, ale też o wstawkach będących połączeniem haremowych scen z shōjo-ai, oraz o tym, że zwykłe muśnięcie wystarczy, żeby z kobiety zdjąć część garderoby. Dodam, że niektóre sceny dosłownie zaczynają się od pant shota bez wyraźnego powodu. Zastanawiam się też, czy to właśnie z tego powodu pojawiła się mistrzyni słodkich odgłosów, Horie Yui.
Słowem podsumowania, jest wszystko, czego trzeba, aby anime się sprzedało – bogato obdarzone kobiety, szybka akcja, elektroniczna muzyka, mało wymagająca fabuła ze znanym źródłem, a przede wszystkim fanserwis. Polecić można fanom wszelkiej maści, którym to ostatnie wystarczy do dobrej zabawy.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Koichi Ohata |
| Kompozycja serialu | Masanao Akaboshi |
| Scenariusz | Masanao Akaboshi |
| Muzyka | Yasuharu Takanashi |
| Twórca oryginału | Yuji Shiozaki |
| Projekt postaci | Rinshin |
| Scenografia | Shigemi Ikeda |
| Reżyseria dźwięku | Katsunori Shimizu |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Masumi Asano | Hakufu Sonsaku |
| Satoshi Hino | Kōkin Shūyu |
| Yuko Kaida | Shimei Ryomō |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Hitomi Nabatame | Unchō Kan'u |
| Kei Shindou | Gentoku Ryūbi |
| Kikuko Inoue | Goei |
| Koji Yusa | Genpō Saji |
| Mai Kadowaki | Kōmei Shokatsuryō |
| Minori Chihara | Ekitoku Chōhi |
| Yuu Asakawa | Shiryū Chōun |
| Yui Horie | Sonken Chūbō |