Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Ocena recenzenta

6.0
Scenariusz
6.5
Pomysł
9.0
Modele/obiekty
10.0
Scenografia
9.0
Animacja
9.0
Muzyka
 
7.3
Ogółem
 
 

Zespół redakcyjny

5.8
Scenariusz
6.3
Pomysł
8.2
Modele/obiekty
8.2
Scenografia
8.6
Animacja
7.9
Muzyka
 
7.0
Ogółem
 
Oceny: 4
 
 

Opinie redakcji

el doctore
W smaku zupełnie przeciętne, ale dzięki tonom lukru - wygląda efektownie.
 
 

Reklama

 
 

Dane podstawowe

 

Karas


» 鴉 -KARAS- (JAP)

 
Karas

Onegdaj ludzie i yōkai żyli w harmonii, z czasem śmiertelnicy zaczęli jednak zapominać o świecie nadprzyrodzonym, aż w końcu duchy i demony stały się częścią folkloru, bohaterami bajek i legend. Nie podoba się to lordowi Ekō, który postanawia ukarać ludzi. Powstrzymać musi go karas Otoha, duch-obrońca Tōkyō.

 
Produkcja
OAV
Premiera
25.03.2005
Ocena redakcji7.05
(dozwolone od lat 16)
dozwolone od lat 16
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
5.50 (2)
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 6 x 30 min - łącznie 180 min
przypisania akcja, fantasy, nadprzyrodzone, pojedynki, seinen, sf
produkcjaTatsunoko
animacjaTatsunoko
ta recenzja Pottero   (20.06.2008) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   7.30
 
ANN AnimeNfo AnimeDB Tanuki
 
 
 

Recenzja

 

„Macross”, „Speed Racer”, „Wojna planet”, „Yattāman”, „Teknoman”, „Hutch – miodowe serce”, „Przygody Pinokia”, „SoulTaker”, „Casshern” – niektóre z tych tytułów doskonale znane są rodzimym fanom anime, część z nich oglądała jednak nawet ta nie zaznajomiona z japońską animacją rzesza Polaków, bowiem onegdaj emitowane były one w naszej telewizji. Wszystkie łączy ze sobą pewien fakt – powstały w tym samym studiu, Tatsunoko Production. Owo studio z okazji czterdziestolecia swojego istnienia postanowiło stworzyć serię, która podsumuje jego dotychczasowe osiągnięcia, pokaże coś nowego, a jednocześnie zostanie zapamiętana tak samo dobrze, jak wyżej wymienione tytuły. I tak oto powstał „Karas”, kolejny twór ojców eksperymentatorów z Tatsunoko.

Tokio, czasy współczesne bądź bardzo nieodległa przyszłość. W Shinjuku, jednym z największych autonomicznych okręgów miasta, ludzie zaczynają ginąć w bardzo dziwnych okolicznościach. Ściślej mówiąc, ktoś ich zabija. Policji udaje ustalić się tylko tyle, że sprawca w ciągu kilku sekund całkowicie pozbawia ciało ofiary krwi, jednak trop ten prowadzi donikąd. Ludzie nie są bowiem świadomi tego, że obok ich codziennego życia istnieje również drugi świat – świat yōkai, duchów, demonów i innych nadprzyrodzonych istot. Wśród tych niezwykłych bytów istnieją między innymi karasi (jap. karasu – kruk), czyli obrońcy miasta, oraz Yurine, reprezentujące wolę miasta i mające sporą władzę nad karasami. Dawniej ludzie wiedzieli o istnieniu demonów i żyli z nimi w harmonii, z czasem jednak coraz bardziej zaczęli oddawać się swoim przyziemnym obowiązkom, powoli zapominając o świecie nadprzyrodzonym, aż w końcu karasi, kappy, nue, amefurikozō czy wanyūdō trafiły między bajki dla dzieci. Jednemu z karasów, niejakiemu lordowi Ekō, bardzo się to nie podoba, postanawia więc, wbrew woli miasta, ukarać ludzi. Tworzy armię mikur – zmechanizowanych yōkai, które mają pomóc mu w zgładzeniu tokijczyków i przejęciu władzy nad miastem.

Niedługo przed sfinalizowaniem planów Ekō do Tokio przybywa Nue, dawny poplecznik nikczemnika, który chce pokrzyżować jego szyki. Mniej więcej w tym samym czasie do jednych z tokijskich szpitali w krytycznym stanie trafia yakuza Otoha. Lekarzom udaje się go odratować, zapada on jednak w śpiączkę. Za sprawą Yurine staje się karasem, którego zadaniem będzie walka z Ekō i zastępami mikur na jego usługach oraz obrona Tokio. Ostateczna konfrontacja jest nieunikniona, o czym nie mają pojęcia szarzy mieszkańcy miasta.

Scenarzyści sporo czerpali z japońskiej mitologii, tak więc przed obejrzeniem „Karasa” bądź po zakończeniu seansu warto zapoznać się z tamtejszym bestiariuszem, aby lepiej zrozumieć niektóre fabularne zagadnienia. Wysługiwanie się wyłącznie zadomowionymi w kulturze stworami nie jest jednak w stylu Tatsunoko, tak więc na potrzeby serialu stworzono kilka nowych demonów – karasów, Yurine czy mikury. Studio znane jest przede wszystkim z serii o superbohaterach, tak więc aby było jeszcze ciekawiej, karasi są właśnie takimi herosami. Główny karas protagonista nie jest jednak sztandarowym bohaterem studia, twórcy chcieli bowiem, aby tym razem została nim postać bardziej mroczna. Przeszłość Otohy raczej nie pozwala sądzić, iż był on dobrym człowiekiem – bez zająknięcia mordował wrogów swojego klanu, sam jeden rzucał się w wir walki, a mordowanie i udowadnianie, że jest w tym niezastąpiony, najwyraźniej dawało mu wielką przyjemność.
Tak więc z części swoich postanowień studio się wywiązało – stworzyło coś, co nawiązuje do jego tradycji, a jednocześnie jest trochę inne od tego, co dotychczas w nim powstało. Niestety, sam scenariusz do zbytnio wyszukanych nie należy – nie ma w nim co prawda dziur i niedopowiedzeń, sam w sobie jest jednak raczej przeciętny. Być może jest to efekt cięć, jakich musieli dokonać twórcy – pierwotnie postaci i związane z nimi wydarzenia miały być bardziej rozbudowane, studio otrzymało jednak przyzwolenie na sześć półgodzinnych odcinków, przez co z części założeń musiano zrezygnować, pozostały więc jedynie te najważniejsze, które starano się ułożyć w spójną całość.

Na pewno straciły na tym postaci. Otoha pod pewnymi względami rzeczywiście różni się od bohaterów, których znamy z kultury masowej, jednak w ostatecznym rozrachunku okazuje się bardzo do nich podobny – mimo swojej przeszłości, jest człowiekiem prawym, gotowym do patetycznych poświęceń w imię dobra. Nietrudno się temu dziwić, skoro reżyser, Keiichi Satō, stwierdził: Nowy Jork ma Supermana, Gotham City Batmana, nadszedł więc czas, aby i Japonia zyskała jakiegoś lokalnego bohatera. Jakby tego było mało, karasi posiadają jeszcze jedną cechę odpowiednią dla Tatsunoko – mogą się transformować, np. w samolot czy samochód. Ekō to już niestety podręcznikowy przykład czarnego charakteru, podobnie jak zastępy jego popleczników, ślepo zapatrzone w swojego pana i jego chorą ideologię. Nie zabrakło również tego, który się zbuntował, w tym przypadku jest to Nue. No i mamy oczywiście mentora głównego bohatera, takiego mistrza Yodę – Yurine. Jeśli chodzi o stronę czysto fabularną, Otoha i Yurine są postaciami nawet ciekawymi, jednak pod względem charakteru niewiele wybijają się oni ponad schemat. Osobiście żałuję, że twórcy nie dostali do dyspozycji większej ilości odcinków, bowiem w zwiastunie pierwszej, ostatecznie niezrealizowanej wersji „Karasa”, pojawia się kilka scen, które w anime się nie znalazły, a mogły trochę wzbogacić bohaterów.

O „Karasie” sporo mówi i mówiło się ze względu na jego oprawę wizualną, którą to polski dystrybutor określił jako mistrzowskie połączenie animacji 3D i 2D. Trudno mi stwierdzić, czy owo połączenie naprawdę jest „mistrzowskie”, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest oszałamiające. Znakomitą grafikę „Karasa” animatorzy okupili godzinami ciężkiej pracy, jednak opłaciło się. Stworzone przez nich miasto tętni życiem, każdy, najdrobniejszy nawet detal dopracowany jest niezwykle szczegółowo, a wśród samochodów rozpoznać można chociażby mercedesa czy (jak na moje laickie motoryzacyjne oko) dodge’a challengera. Od podstaw wykreowano własne Shinjuku. Animacja jedynie w paru momentach traci na jakości – w scenach z samochodami wygląda trochę nienaturalnie, zaś „biały smok” lorda Ekō z ostatniego odcinka to, jak na mój gust, szczyt tandety. Poza tym jednak nie mam żadnych zastrzeżeń. Co więcej, pochwalić muszę animatorów za animację postaci – czasami ruszają się one jak żywi ludzie, chociaż przy tworzeniu serii nie korzystano z technologii motion capture. Choreografie walk również są dopracowane i bardzo dynamiczne, co sprawia, że ogląda się je z najwyższą przyjemnością. Jeśli czegoś odnośnie oprawy wizualnej mógłbym się przyczepić, to pewnego szczegółu odnośnie chara designu – usta postaci wyglądają trochę denerwująco, są za duże, nazbyt wydatne. Przy okazji warto wspomnieć, że animatorzy również co nieco eksperymentowali – w „Karasie” używa się agresywnych obrotów kamery, co nadal jest rzadko spotykanym w anime zabiegiem, a kilka scen w całości wykonano tradycyjnymi, „archaicznymi” metodami animacji.

Niemniejsze znaczenie dla klimatu „Karasa” ma udźwiękowienie. Poprawnie dobrani seiyū (co ciekawe, głosy kilku głównym postaciom podkładali debiutanci, m.in. Asuka Shibuya, miss Japonii, oraz Kasumi Suzuki) to jedna sprawa, na mnie większe wrażenie zrobiła jednak muzyka. Gdzie trzeba, została ona zróżnicowana – w jednej scenie pojawi się zakrawające na hip-hop „Don’t pass away!”, od czasu do czasu w tle usłyszymy elektronikę, w endingu zaś spokojną kompozycję. Podporą ścieżki dźwiękowej jest jednak muzyka orkiestrowa i chór – podniosłe, fenomenalnie brzmiące utwory skomponowane przez Ikego Yorihira i wykonywane przez Praską Filharmonię znakomicie uzupełniają tę serię, czasami sprawiając nawet, że widz chwilowo odrywa się od tego, co widać na ekranie, aby wsłuchać się w muzykę. Szczególnie przyjemnie prezentują się kompozycje „Karasu kenzai” (dwie wersje), „Sūkō na janen” oraz „Tamashii no kaikō”, które to najczęściej usłyszymy jako uzupełnienie wydarzeń rozgrywających się na ekranie. Tutaj pojawia się jednak pewien problem – muzyka często się powtarza, i chociaż słucha się jej przyjemnie, sprawia to wrażenie pewnej „ubogości” soundtracku, które to wrażenie dodatkowo wzmocnione zostaje po jego odsłuchaniu – składają się na niego dwadzieścia cztery kompozycje, jednak w wielu z nich powtarzane są główne motywy.

„Karas” doczekał się skrajnie różnych opinii – dla jednych jest to seria rewelacyjna pod każdym względem, dla innych nadająca się jedynie do obsmarowania. Ja osobiście uważam, że jeśli ktoś oczekuje dobrej rozrywki, szybkiej akcji oraz efektownej oprawy audiowizualnej, „Karas” jest tytułem, po który jak najbardziej warto sięgnąć. Fabularnie nie jest to arcydzieło, jednak mnie całość oglądało się przyjemnie i bez znużenia, a wrażenia po seansie są jak najbardziej pozytywne. Zdecydowanie nie dla każdego, ale mimo wszystko warto dać temu anime szansę.

 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Keiichi Satou
Dialogi Masaya Honda, Shin Yoshida
Scenopis graficzny Keiichi Satou, Kenji Nakamura, Shigeki Takagi
Muzyka Yoshihiro Ike, Praska Orkiestra Symfoniczna
Oryginalny pomysł Keiichi Satou
Projekt postaci Kenji Hayama
Reżyseria animacji Akira Takata, Kenji Hayama, Osamu Kobayashi, Takashi Hashimoto
Projekt obiektów mechanicznych Kenji Andō
Producent wykonawczy Keiichi Satou
Projekt potworów Kenji Andō
Planowanie Keiichi Satou
Reżyseria dźwięku Jin Aketagawa
Efekty dźwiękowe Yasuyuki Konno
Wykonanie piosenek Rurutia, Sasha Antonice
 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Toshihiro Wada Otoha
Kasumi Suzuki Yurine
Keiji Fujiwara Nue
Asuka Shibuya Hinaru
Takahiro Sakurai Ekō
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Hiroto Torihata Kure Narumi
Hitomi Nabatame Homura
Kiyoyuki Yanada Suiko
Mai Nakahara Chizuru
Saeko Chiba Sagizaka Yoshiko
Tetsuo Goto Minoru Sagisaka
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn